Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że norweski sektor naftowy stanie przed jednym z najpoważniejszych konfliktów płacowych ostatnich lat.
Jak informowaliśmy wcześniej na łamach Razem Norge, związki zawodowe Styrke, Safe i Lederne zapowiadały możliwość rozpoczęcia strajku od 5 czerwca, jeśli mediacje z pracodawcami zakończą się fiaskiem. Europa uważnie śledziła rozwój sytuacji, ponieważ Norwegia pozostaje największym dostawcą gazu ziemnego dla Unii Europejskiej.
Ostatecznie do strajku nie doszło. W nocy z czwartku na piątek strony osiągnęły porozumienie płacowe, które pozwoliło uniknąć zakłóceń w wydobyciu ropy i gazu na norweskim szelfie kontynentalnym.
Porozumienie w ostatniej chwili
Negocjacje były prowadzone pod nadzorem państwowego mediatora. Według wcześniejszych zapowiedzi około 617 pracowników miało rozpocząć pierwszą fazę strajku już 5 czerwca, a związki zawodowe nie wykluczały stopniowego rozszerzania protestu na kolejne instalacje offshore. (Za: Norway Offshore Strike)
Ostatecznie uzgodniono ogólny wzrost wynagrodzeń o 42 tysiące koron norweskich rocznie, a także podwyższenie dodatków za pracę zmianową i nocną oraz korekty innych świadczeń wynikających z układów zbiorowych. Porozumienie obejmuje większość pracowników zatrudnionych na platformach wydobywczych obsługiwanych m.in. przez Equinor, Aker BP, OKEA i ConocoPhillips. (za: Reuters)
Co groziło Norwegii?
Choć pierwsza fala strajku obejmowała stosunkowo niewielką część zatrudnionych, branża ostrzegała, że konflikt będzie mógł szybko się rozszerzyć. Według szacunków organizacji Offshore Norway już początkowa faza protestu mogła ograniczyć wydobycie o około 45,5 tysiąca baryłek ekwiwalentu ropy dziennie.
W normalnych warunkach taka liczba nie wydaje się ogromna. Trzeba jednak pamiętać, że Norwegia produkuje ponad 4 miliony baryłek ekwiwalentu ropy i gazu dziennie i odpowiada za około jedną trzecią zużywanego w Europie gazu ziemnego. W sytuacji napięć geopolitycznych i niestabilności na światowych rynkach energii nawet stosunkowo niewielkie zakłócenia są bacznie obserwowane przez inwestorów i odbiorców energii.
Dlaczego zwykli mieszkańcy Norwegii powinni się tym interesować?
Wielu osobom sektor offshore kojarzy się wyłącznie z platformami na Morzu Północnym i wysokimi zarobkami pracowników branży. W rzeczywistości skutki ewentualnego strajku mogłyby znacznie odczuć szersze grupy społeczne.
Po pierwsze, przemysł naftowy i gazowy pozostaje fundamentem norweskiej gospodarki. To właśnie dochody z eksportu surowców energetycznych finansują znaczną część wpływów do budżetu państwa oraz największego na świecie państwowego funduszu majątkowego.
Po drugie, każdy poważniejszy konflikt mogący ograniczyć produkcję wpływa na nastroje rynkowe. W rezultacie może przekładać się na ceny energii, kurs korony norweskiej oraz decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw.
Po trzecie, tysiące miejsc pracy na lądzie – od firm serwisowych po sektor transportowy i logistyczny – są bezpośrednio lub pośrednio związane z działalnością offshore.
Sygnał dla rynku pracy
Porozumienie pokazuje również, że norweski model dialogu społecznego nadal funkcjonuje skutecznie. Mimo twardych negocjacji strony zdołały znaleźć kompromis bez konieczności eskalacji konfliktu.
To ważny sygnał w czasie, gdy w wielu branżach pracownicy domagają się rekompensaty za rosnące koszty życia, a pracodawcy próbują ograniczać wzrost kosztów działalności. Tegoroczne negocjacje w sektorze offshore były uważnie obserwowane także przez inne grupy zawodowe prowadzące własne rozmowy płacowe.
Europa odetchnęła z ulgą
Jeszcze na początku tygodnia eksperci ostrzegali, że ewentualny strajk w Norwegii mógłby wywołać niepokój na europejskich rynkach energii. Szczególnie teraz, gdy bezpieczeństwo dostaw gazu pozostaje jednym z kluczowych tematów dla państw europejskich.
Dzisiejsze porozumienie oznacza więc nie tylko sukces negocjatorów, ale również stabilność dla norweskiej gospodarki i większy spokój dla europejskich odbiorców energii.
Artykuł stanowi kontynuację materiału opublikowanego wcześniej przez Razem Norge: „Widmo strajku w norweskim sektorze naftowym coraz bliżej. Europa uważnie śledzi rozwój sytuacji”.
