Norwegia nie spodziewała się, że znajdzie się w tej samej kategorii co państwa, które zdaniem Stanów Zjednoczonych, nie zrobiły wystarczająco dużo, by powstrzymać import towarów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej.
A jednak w piątek rano towary z Norwegii zostały objęte amerykańskim cłem w wysokości 12,5 procent. Towary z Unii Europejskiej — 10 procent.
Różnica wynosi 2,5 punktu procentowego. Dla norweskiego rządu ma jednak znaczenie przede wszystkim polityczne. Oslo uważa, że amerykańskie uzasadnienie jest błędne, a odmienne potraktowanie Norwegii i Unii Europejskiej nieuzasadnione.
— Nie rozumiemy, na czym oparto ten wniosek — powiedział minister spraw zagranicznych Espen Barth Eide.
Waszyngton wskazuje na pracę przymusową
Nowa taryfa zastąpiła obowiązujące wcześniej globalne cło w wysokości 10 procent. Obejmuje około 99 procent importu do Stanów Zjednoczonych, z wyjątkiem produktów objętych już innymi, sektorowymi taryfami.
W przypadku Norwegii amerykański przedstawiciel ds. handlu Jamieson Greer uznał, że kraj nie wprowadził ani nie egzekwuje wystarczającego zakazu importu towarów wyprodukowanych przy użyciu pracy przymusowej.
To właśnie ten argument doprowadził do ustalenia wyższej stawki dla Norwegii niż dla Unii Europejskiej.
Norwegia odrzuca tę ocenę.
Rząd wskazuje, że już obowiązujące norweskie przepisy nakładają na tysiące przedsiębiorstw obowiązek badania łańcuchów dostaw i identyfikowania ryzyka naruszeń praw człowieka. Oslo zapowiada również wprowadzenie unijnych przepisów dotyczących zakazu importu produktów wytworzonych przy użyciu pracy przymusowej w tym samym czasie, co Unia Europejska.
— Uważamy, że mamy przepisy w pełni odpowiadające regulacjom unijnym. Norwegia była liderem tych działań — mówi Eide.
„Trump ma rację”
W Norwegii pojawiła się jednak także opinia, która podważa najważniejszy argument rządu.
Heidi Furustøl, dyrektor organizacji Etisk Handel Norge, uważa, że Stany Zjednoczone wskazały realną słabość norweskiego systemu.
— Trump ma rację, twierdząc, że Norwegia nie ma wystarczająco dobrych zakazów importu towarów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej — mówi dla NRK.
Jej zdaniem Norwegia rzeczywiście nie ma obecnie takiego zakazu importowego, jaki obowiązuje w Stanach Zjednoczonych.
Nie oznacza to jednak, że Furustøl uważa amerykańską taryfę za sprawiedliwą.
Wręcz przeciwnie. Jej zdaniem Norwegia nie wypada gorzej od Unii Europejskiej. Norweska ustawa o przejrzystości, znana jako åpenhetsloven, nakłada bowiem na prawie 9000 przedsiębiorstw obowiązek przeprowadzania analiz dotyczących między innymi praw człowieka i warunków pracy w łańcuchach dostaw.
— Norwegia ma przewagę nad UE — uważa Furustøl.
Unijne rozporządzenie zakazujące importu produktów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej ma wejść w życie w przyszłym roku i będzie również stosowane w Norwegii.
Norwegia nie chce wojny celnej
Oslo zamierza próbować zmienić decyzję Waszyngtonu, ale nie planuje odpowiadać własnymi cłami na amerykańskie towary.
Norweski rząd chce przekonać stronę amerykańską, że argument dotyczący pracy przymusowej nie uzasadnia wyższej taryfy.
Około 67 procent towarów eksportowanych z Norwegii do USA zostanie objętych nowym cłem.
Dla rządu problem nie kończy się jednak na obecnej taryfie.
Kolejne cło może być już w drodze
Amerykański przedstawiciel ds. handlu prowadzi również dochodzenie dotyczące tak zwanej „strukturalnej nadwyżki mocy produkcyjnych”.
Waszyngton wskazuje w przypadku Norwegii między innymi na nadwyżkę handlową, rosnący eksport produktów rybołówstwa, spadające wykorzystanie mocy produkcyjnych oraz — według amerykańskiej oceny — sztucznie zaniżoną wartość norweskiej korony.
Eide odrzuca tę logikę.
— Całe to uzasadnienie związane z nadwyżką mocy produkcyjnych jest bardzo dziwne — mówi.
Minister argumentuje, że międzynarodowy handel z natury opiera się na specjalizacji. Państwa produkują więcej tego, w czym są konkurencyjne, a następnie kupują od innych towary, których same nie wytwarzają.
— Norweskie przedsiębiorstwa produkują to, czego oczekuje rynek.
Norweskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych spodziewa się wstępnej rekomendacji strony amerykańskiej w ciągu kilku tygodni. Później zainteresowane państwa będą mogły przedstawić swoje uwagi.
— Wiemy już, co wydarzyło się w sprawie pracy przymusowej. Nie wiemy natomiast, do jakich wniosków dojdą w kwestii nadwyżki mocy produkcyjnych — mówi Eide.
I dodaje:
— Amerykańska polityka celna jest tak nieprzewidywalna, że nie mogę powiedzieć, iż to się nie wydarzy.
Coraz więcej państw szuka alternatywy
Norwegia nie jest jedynym państwem, które kwestionuje amerykańską argumentację. Japonia, Brazylia, Australia i Nowa Zelandia również sprzeciwiają się nowym taryfom.
W Manili, gdzie Eide uczestniczy w spotkaniu państw ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej), minister rozmawiał z przedstawicielami krajów znajdujących się w podobnej sytuacji.
— Wiele państw nie rozpoznaje się w ocenach USA. Uważają je za niesprawiedliwe i chcą się do nich odnieść — mówi.
W tym samym czasie rośnie zainteresowanie innymi kierunkami współpracy handlowej. EFTA zawarła niedawno umowy między innymi z Indiami, Tajlandią i Malezją, a także porozumienie z państwami Mercosur. Zmodernizowano również umowę z Chile.
Zdaniem Eide coraz więcej państw patrzy teraz w stronę bliższej współpracy handlowej z innymi partnerami. Powód jest prosty: Stany Zjednoczone stały się mniej przewidywalnym partnerem handlowym.
Podsumowanie zostało przygotowane przy użyciu AI
