Są tradycje, których nikt nie kwestionuje. W Polsce w Wigilię je się barszcz i pierogi, latem rozpala grilla przy każdej możliwej okazji, a rosół w niedzielę jest na każdym stole niemal obowiązkowo.
A potem człowiek przeprowadza się do Norwegii i odkrywa, że tutaj piątek ma tylko jednego króla – taco.
Piątek? To przecież Tacofredag!
Dla osoby, która dopiero poznaje norweskie zwyczaje, może to być spore zaskoczenie.
– Co dziś na obiad?
– Taco.
– A za tydzień?
– Taco.
– A w przyszły piątek?
– Zgadłeś.
Z czasem okazuje się jednak, że Tacofredag to znacznie więcej niż kolacja. To mały rodzinny rytuał, który kończy tydzień pracy i szkoły. W piątkowy wieczór nikt się nie spieszy, każdy siada przy stole i sam komponuje swoją tortillę lub taco. Jedni nakładają więcej mięsa, inni fasoli, jeszcze inni podwójną porcję sera.
To kolacja, przy której nie trzeba się spieszyć. I chyba właśnie dlatego Norwegowie ją pokochali.

Meksyk? Trochę. Norwegia? Bardzo.
Choć taco kojarzy się z Meksykiem, norweska wersja jest… wyjątkowo norweska.
Klasyczny zestaw wygląda znajomo: mielona wołowina z przyprawami, chrupiące muszle taco lub tortille, sałata, pomidory, cebula, kukurydza, ogórek, tarty ser, nachosy, salsa i śmietana. A wszystko ustawione w miseczkach na stole niczym szwedzki stół w miniaturze.
Meksykanin prawdopodobnie uniósłby brwi ze zdziwienia. Norweg natomiast uśmiechnie się i usiądzie do stołu.
Polak i Tacofredag
Na początku wielu Polaków podchodzi do tego z rezerwą.
„To cały obiad?”
„Gdzie są ziemniaki?”
„Czy naprawdę każdy robi sobie kolację sam?”
Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że w piątek człowiek automatycznie zagląda do sklepu po tortille, przyprawę do taco i żółty ser.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy to się dzieje.
Po prostu pewnego dnia orientujesz się, że bronisz Tacofredag z takim samym zaangażowaniem, z jakim kiedyś broniłeś schabowego.
Sztuka składania taco
Każdy ma swoją metodę.
Perfekcjoniści, którzy układają składniki warstwami. Odważni eksperymentatorzy, wrzucają na cienkie placki wszystko naraz. A są i tacy, którym taco rozpada się po pierwszym kęsie. To właśnie oni najczęściej kończą kolację jedząc widelcem wszystko, co wypadło na talerz.
I nikt ich za to nie ocenia.
Dlaczego Norwegowie pokochali taco?
Być może dlatego, że taco jest demokratyczne. Każdy wybiera to, co lubi. Dzieci omijają cebulę. Dorośli dodają ostre jalapeño. Wegetarianie przygotowują własne nadzienie. A osoby, które twierdzą, że „zjedzą tylko jednego”, zazwyczaj kończą na trzecim.
Taco łączy ludzi
Nie trzeba być Norwegiem, żeby pokochać Tacofredag.
Przy jednym stole mogą siedzieć Norweg, Polak, Ukrainiec, Litwin, Filipińczyk czy Hiszpan.
Każdy złoży swoje taco trochę inaczej.
Każdy będzie przekonany, że właśnie jego wersja jest najlepsza.
I właśnie o to chodzi.
Niech piątkowe wieczory będą spokojne, stoły pełne ulubionych dodatków, a rozmowy przy kolacji dłuższe niż lista składników w przyprawie do taco.
Bo niezależnie od tego, skąd pochodzimy, jest jedna rzecz, która w Norwegii łączy niemal wszystkich. W piątek jemy taco. I nikt już nawet nie pyta dlaczego.
