W Trondheim ma pojawić się 365 nowych autobusów elektrycznych. Problem w tym, że sieć energetyczna nie ma dla nich wystarczającej mocy. W tej samej kolejce czekają między innymi centra danych. Część polityków chce zmiany systemu. Rząd Partii Pracy (Ap) mówi „nie”.
Trondheim chce szybko przejść na transport publiczny oparty na energii elektrycznej. Dziś po mieście jeździ 70 autobusów elektrycznych. W ciągu około roku ma zostać przyznanych łącznie 365 nowych kontraktów na autobusy elektryczne.
Jest jednak problem: nie ma wystarczającej ilości energii, aby podłączyć je do sieci.
Władze okręgu Trøndelag znajdują się w kolejce podmiotów oczekujących na przyłączenie do sieci energetycznej. A kolejka jest długa.
Obecnie duża liczba operatorów centrów danych chce uzyskać przyłączenie do sieci. Rejestr przyłączeń Statnett pokazuje 120 spraw dotyczących operatorów centrów danych, którzy chcą przyłączyć się do sieci przesyłowej – podaje w raporcie NVE (Norweski Dyrektoriat Zasobów Wodnych i Energii).
Podmioty czekające na przyłączenie do sieci energetycznej potrzebują 15 643 megawatów (MW) mocy. Odpowiada to zużyciu energii elektrycznej na poziomie ok. 90 TWh. W 2025 roku w Norwegii zużyto 130 TWh energii elektrycznej.
Źródła: Statnett i Urząd Statystyczny Norwegii SSB (za NRK)
Jedna kolejka, różne potrzeby
W Norwegii obowiązuje obecnie w dużej mierze zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. W praktyce oznacza to, że projekt, który wcześniej wystąpił o przyłączenie i spełnia określone wymagania, może znaleźć się przed innym projektem w kolejce.
Problem polega na tym, że wszystkie projekty nie mają takiego samego znaczenia dla społeczeństwa.
Z jednej strony są między innymi autobusy elektryczne, które mają zastąpić pojazdy spalinowe i pomóc w ograniczaniu emisji. Z drugiej strony są centra danych, przemysł, magazyny energii i inne duże projekty wymagające ogromnych ilości prądu.
Czy państwo powinno ustalać hierarchię i decydować, kto otrzyma energię jako pierwszy?
W Danii większość polityków opowiedziała się za takim rozwiązaniem.
Dania chce ustalać priorytety
Latem w Danii skierowano do konsultacji plan określający, jak należy ustalać kolejność przyłączania nowych odbiorców do sieci.
Zgodnie z proponowanym systemem w pierwszej kolejności miałyby być traktowane funkcje o kluczowym znaczeniu dla społeczeństwa. Następnie priorytet otrzymałaby elektryfikacja. Kolejne miejsca zajęłyby magazyny energii, a na końcu niektóre duże projekty zużywające znaczne ilości prądu.
Pod uwagę miałoby być brane również to, jak bardzo dany projekt obciąża sieć.
– Znajdujemy się w sytuacji, w której brak miejsca w sieci energetycznej może zahamować działania na rzecz zielonej transformacji – powiedziała duńska minister energii i zaopatrzenia Samira Nawa.
Podobnego rozwiązania chciałby Jonas Ali Ghanizadeh z norweskiej Partii Zielonych (MDG).
– Być może powinniśmy trochę nauczyć się od tego, co robią w Danii – mówi polityk z Trøndelag.
– System, który mamy dziś w Norwegii, został stworzony przy założeniu, że mamy nieskończone ilości energii. Tak już nie jest. Jako politycy musimy mieć odwagę ustalać priorytety – dodaje.
Centra danych: infrastruktura żądna energii
Centrum danych to w uproszczeniu ogromny, specjalnie zabezpieczony obiekt wypełniony serwerami.
To właśnie tam przechowywane i przetwarzane są dane wykorzystywane przez internet, usługi chmurowe, banki, firmy technologiczne, administrację publiczną oraz coraz częściej systemy sztucznej inteligencji.
Kiedy użytkownik zapisuje zdjęcia w chmurze, korzysta z aplikacji bankowej, ogląda film w serwisie streamingowym albo używa narzędzia wykorzystującego sztuczną inteligencję, dane mogą być przetwarzane właśnie w takich obiektach.
Centra danych działają bez przerwy. Serwery muszą być stale zasilane, a ogromne ilości ciepła generowanego przez urządzenia muszą być odprowadzane za pomocą systemów chłodzenia.
Dlatego duże centra danych mogą potrzebować tyle energii, co całe miasta lub duże zakłady przemysłowe.
W Norwegii działają zarówno centra należące do operatorów specjalizujących się w budowie i prowadzeniu takich obiektów, jak i obiekty wykorzystywane przez globalne firmy technologiczne. Jednym z największych norweskich operatorów jest Green Mountain, który prowadzi centra danych m.in. w Rennesøy, Rjukan, Enebakk i Hamar. Jego klientami są między innymi międzynarodowe firmy z sektora usług chmurowych, finansów, przemysłu i zaawansowanych obliczeń.
W ostatnich latach rośnie również zapotrzebowanie na centra danych związane ze sztuczną inteligencją. Trening i działanie dużych modeli AI wymagają ogromnej mocy obliczeniowej, a tym samym również dużej ilości energii.
Dlaczego centra danych budzą kontrowersje?
Zwolennicy inwestycji przekonują, że centra danych są częścią kluczowej infrastruktury cyfrowej. Mogą przyciągać inwestycje, wzmacniać bezpieczeństwo danych i rozwijać gospodarkę cyfrową.
Przeciwnicy odpowiadają, że zużywają one ogromne ilości energii, a liczba tworzonych przez nie miejsc pracy może być stosunkowo niewielka w porównaniu z zapotrzebowaniem na prąd.
Właśnie dlatego pytanie o to, kto powinien otrzymać dostęp do sieci jako pierwszy, staje się coraz bardziej polityczne.
Czy energia powinna trafić do centrum danych, które chce rozwijać usługi chmurowe lub sztuczną inteligencję?
Do fabryki, która chce się zelektryfikować?
Do systemu transportu publicznego?
Czy może do projektu ważnego z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego?
Rząd nie chce, aby politycy „wybierali”
Norweski rząd Partii Pracy sprzeciwia się duńskiemu modelowi.
– Operatorzy sieci nie mogą dyskryminować poszczególnych klientów ani grup klientów i brać pod uwagę tego, do czego energia elektryczna będzie wykorzystywana – napisała w e-mailu do NRK sekretarz stanu w Ministerstwie Energii Marte Grindaker (Ap).
– Nie jest dobrym pomysłem, aby politycy, według własnego uznania, wybierali i decydowali, które przedsiębiorstwa otrzymają dostęp do energii – dodała.
Rząd uważa, że decyzje powinny być podejmowane na podstawie obiektywnych zasad, a nie politycznej oceny tego, który projekt jest „ważniejszy”.
Wyjątek dla bezpieczeństwa narodowego
Norwegia już zaczęła jednak tworzyć wyjątki od zasady „kto pierwszy, ten lepszy”.
W czerwcu parlament jednogłośnie przyjął zmiany w ustawie energetycznej, które umożliwiają nadawanie priorytetu określonym projektom ze względów bezpieczeństwa narodowego.
Może to otworzyć drogę do zwiększenia produkcji między innymi systemów obrony powietrznej przez firmę Nammo.
Ponadto operatorzy sieci muszą obecnie oceniać, czy projekt jest wystarczająco dojrzały, zanim zarezerwuje on moc lub zostanie wpisany do kolejki. Niedojrzałe projekty nie powinny blokować dostępu do sieci innym.
Operatorzy sieci i Statnett mają również rezerwować część przepustowości dla tzw. zwykłego zużycia energii, w tym dla przedsiębiorstw.
Partie chcą debaty o priorytetach
Do zmiany systemu dążą jednak kolejne partie.
Partia Zielonych chce, aby Norwegia rozpoczęła debatę nad tym, jak ustalać priorytety w sytuacji, gdy zapotrzebowanie na energię rośnie szybciej niż możliwości sieci.
Podobne stanowisko zajmuje Partia Postępu (Frp).
– Frp zdecydowanie opowiada się za bardziej zdecydowanym ustalaniem priorytetów. W przyszłości nie unikniemy tej debaty – mówi Mats Henriksen z parlamentarnej komisji transportu.
Zwraca uwagę, że w kolejce znajdują się zarówno duże projekty przemysłowe, jak i firmy, które chcą ograniczyć emisje poprzez przejście na energię elektryczną.
Henriksen chce również zapytać ministra, czy państwo powinno pokryć dodatkowe koszty zapewnienia energii nowym autobusom elektrycznym w Trondheim.
– To podręcznikowy przykład norweskiej polityki symbolicznej. Najpierw przyjmuje się wymogi klimatyczne dotyczące autobusów miejskich. Potem okazuje się, że sieć energetyczna nie jest gotowa. Na końcu rachunek trafia do podatników – mówi polityk Frp.
Problem, który dopiero się zaczyna
Trondheim ma dziś 70 autobusów elektrycznych. W ciągu około roku liczba ta może wzrosnąć o kolejne 365.
Jeśli sieć nie będzie gotowa, konieczne może być wykorzystanie agregatów prądotwórczych, aby zapewnić autobusom energię.
Sytuacja pokazuje szerszy problem norweskiej transformacji energetycznej.
Norwegia chce jednocześnie elektryfikować transport, przemysł i ogrzewanie, rozwijać gospodarkę cyfrową, przyciągać inwestycje w centra danych i zwiększać produkcję nowych technologii.
Wszystkie te projekty potrzebują jednak tego samego: energii i miejsca w sieci.
