Są takie miejsca i wydarzenia, po których zostają nie tylko zdjęcia, ale przede wszystkim wspomnienia, atmosfera i poczucie, że przeżyło się coś naprawdę dobrego.
Wataha Festival w Norwegii zdecydowanie jest dla mnie jednym z takich doświadczeń – pisze Mariola Makuch.
– Jestem naprawdę wdzięczna, że pojechaliśmy na Watahę. Już samo miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie.


Foto: Mariola Makuch
Camping jest piękny, przestronny i daje dużo swobody. Duża otwarta przestrzeń, opodal cudowna kamienista plaża, niezwykły las i otaczająca przyroda sprawiają, że można oderwać się od codzienności. Do tego park narodowy z niezapomnianymi widokami. Usytuowanie Festiwalu jest po prostu fantastyczne – natura jest tutaj równie ważna jak sama muzyka.



Pozytywnie zaskoczyła mnie również liczba uczestników. Nie było tłoczno, dzięki czemu można było spokojnie korzystać z przestrzeni, odpocząć, porozmawiać i jednocześnie poczuć festiwalową atmosferę. Co ciekawe, spotkaliśmy sporo Norwegów, co dodatkowo sprawiało, że wydarzenie miało swój lokalny charakter.
Od początku dało się zauważyć, że festiwal jest dobrze zorganizowany. Organizatorzy tworzyli przyjazną atmosferę i dało się odczuć, że między osobami zaangażowanymi w wydarzenie panuje dobra energia. To naprawdę udziela się uczestnikom.
No i oczywiście muzyka. Taka, która sama porywa do tańca i sprawia, że człowiek przestaje myśleć o czasie. Do tego dobre jedzenie, rozmowy, przypadkowe spotkania i ludzie przyjeżdżający z różnych miejsc.
Na scenie wystąpili: Echo Rodu, Sprawling Wings Orchestra, Bong Temple, Paprosound, Beniamin Sobaniec, Green Wolf Music Club, The Healing Keys, Folkdjupet, Sułtan G.U.R i Maja Węgrzyn. Pojawiła się również polska grupa ludowa Przebierańcy (Dziady) z Górnej Żabnicy. Parada Przebierańców ulicami Arendal wzbudziła spore zainteresowanie mieszkańców.
Jednym z miłych momentów było spotkanie znajomych z Bergen. Niby Norwegia jest duża, a jednak okazuje się, że świat, również ten festiwalowy, jest naprawdę mały.
Po tym wyjeździe zostały mi przede wszystkim bardzo dobre wspomnienia. Wataha Festival to dla mnie udane połączenie muzyki, natury, przestrzeni i ludzi. To festiwal, na który jedzie się posłuchać muzyki, a także miejsce, w którym można odpocząć, spotkać ciekawych ludzi i na kilka dni oderwać się od codzienności.


Cieszę się, że pojechaliśmy. I chyba właśnie to jest najlepsze podsumowanie: było warto i chętnie wrócę tam za rok.
Organizatorom życzę dużo energii i mocy do przygotowania kolejnych edycji.
