W rybackiej miejscowości zaczęły zeszłego lata wybuchać pożary. Spłonęły tony suszonych głów dorsza, ogień pojawił się w kaplicy cmentarnej, a następnie przy domu mieszkalnym. Gdy mieszkańcy zauważyli, że podejrzani młodzi turyści krążą po okolicy, w której znów pojawił się ogień, w 30 osób ruszyli za nimi do lasu. Otoczyli mężczyzn i nie pozwolili im odejść, dopóki na miejsce nie przyjechała policja.
Teraz dwaj niemieccy turyści po dwudziestce mają wrócić do Norwegii jako oskarżeni. Proces przed sądem w Svolvær rozpocznie się 10 sierpnia. Jednemu z nich grozi nawet 15 lat więzienia.
Dziewięć dni strachu
Latem 2025 roku mieszkańcy Laukvik, niewielkiej miejscowości w gminie Vågan na Lofotach, przez ponad tydzień żyli w poczuciu zagrożenia. W ciągu dziewięciu dni doszło tam do pięciu pożarów lub prób podpalenia.
Pierwszy z nich wybuchł w nocy z 4 na 5 lipca na terenie zakładu Saga Fisk. W płomieniach stanęły dziesiątki pojemników z suszonymi głowami dorsza. Według właścicieli spłonęło około 12 ton ryb, a straty przekroczyły milion koron.
Kilka dni później ogień pojawił się w kaplicy pogrzebowej na miejscowym cmentarzu. Następnie zapaliła się drewutnia znajdująca się tuż obok domu mieszkalnego.
Po każdym kolejnym pożarze narastało przekonanie, że ktoś stoi za pożarami.
Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce
Mieszkańcy zaczęli zwracać uwagę na dwóch młodych turystów, którzy pojawiali się w pobliżu miejsc, gdzie później dochodziło do pożarów.
Na lokalnej grupie na Facebooku informowano się nawzajem o tym, gdzie aktualnie przebywają mężczyźni. Gdy ktoś zauważył ich w lesie, a niemal równocześnie pojawiła się wiadomość o kolejnym pożarze, mieszkańcy postanowili działać.
– W ciągu czterech minut było nas ponad 30 osób. Twierdzili, że byli na rybach, ale w tej okolicy nie ma żadnego łowiska, a oni nie mieli nawet sprzętu wędkarskiego – wspominał w rozmowie z NRK Are Rystad, jeden z uczestników akcji.
Mężczyźni zostali otoczeni i pozostali na miejscu do przyjazdu policji. Funkcjonariusze zatrzymali obu Niemców, którzy następnie spędzili kilka tygodni w areszcie. Po zwolnieniu wrócili do Niemiec.
Jeden zarzut może oznaczać 15 lat więzienia
Prokuratura postawiła obu mężczyznom zarzuty poważnego uszkodzenia mienia oraz naruszenia przepisów przeciwpożarowych w związku z pięcioma pożarami.
Wobec jednego z nich akt oskarżenia jest znacznie poważniejszy. Odpowie za podpalenie zagrażające życiu i zdrowiu ludzi na podstawie § 355 norweskiego kodeksu karnego. Przepis ten przewiduje karę od dwóch do 15 lat pozbawienia wolności.
Według aktu oskarżenia oskarżony podpalił materiały łatwopalne znajdujące się w drewutni przylegającej do domu. W chwili wybuchu pożaru w budynku przebywały dwie osoby. Zdaniem prokuratury mogły one zginąć, gdyby ogień nie został zauważony odpowiednio wcześnie.
Obrońca głównego oskarżonego Patrick Lundevall-Unger poinformował NRK, że jego klient przyznaje się jedynie do części zarzutów.
Zaprzecza natomiast odpowiedzialności za najpoważniejsze czyny, w tym za świadome narażenie życia ludzi oraz stworzenie zagrożenia dla budynku mieszkalnego.
Mają pojawić się w sądzie
Proces rozpocznie się 10 sierpnia przed sądem Salten og Lofoten tingrett w Svolvær i potrwa pięć dni. Oskarżeni mają obowiązek stawić się osobiście.
– Plan jest taki, że obaj pojawią się w sądzie. Nie mamy powodów przypuszczać, że będzie inaczej – powiedziała prokurator policji Emilie Kaels Kalleberg z okręgu Nordland.
Jak podkreśla, sprawa jest wyjątkowo poważna nie tylko ze względu na liczbę pożarów, ale również na realne zagrożenie dla mieszkańców.
– Mówimy o kilku podpaleniach dokonanych w stosunkowo krótkim czasie – zaznaczyła.
Prokurator zwróciła również uwagę na rolę lokalnej społeczności.
– Zaangażowanie mieszkańców miało istotne znaczenie. To dzięki ich działaniom policji udało się zidentyfikować osoby, które zasiądą na ławie oskarżonych.
