Pięć dni po katastrofalnym pożarze, który zniszczył 116 domów w Krokstadelva w gminie Drammen, norweska policja poinformowała, że jedna osoba otrzymała formalny status podejrzanego. Jednocześnie śledczy podkreślają, że na obecnym etapie nie mają żadnych konkretnych podstaw, by twierdzić, że doszło do przestępstwa.
To ważne rozróżnienie, ponieważ w norweskim postępowaniu karnym nadanie statusu podejrzanego może służyć przede wszystkim zagwarantowaniu danej osobie praw procesowych, takich jak możliwość korzystania z pomocy adwokata podczas przesłuchań.
To nie oznacza, że popełniono przestępstwo
Jak poinformowała pełnomocnik policji Nina Fladhus z okręgu Sør-Øst politidistrikt, śledczy mają już przypuszczenia dotyczące miejsca, w którym rozpoczął się pożar. Nadal jednak nie są w stanie określić jego przyczyny.
– Sam fakt nadania komuś statusu podejrzanego nie oznacza, że policja wie, jak doszło do pożaru ani że doszło do czynu zabronionego – podkreśliła Fladhus w rozmowie z dziennikiem VG.
Policja odmawia ujawnienia, czego formalnie dotyczy podejrzenie oraz nie zdradza szczegółów dotyczących osoby objętej postępowaniem. Wiadomo jedynie, że jest to mężczyzna, który został już przesłuchany. Jego obrończyni, adwokat Sara Marie Skjellstad, przekazała mediom, że jej klient znajduje się w szoku i przeżywa tragedię podobnie jak pozostali mieszkańcy dotknięci katastrofą.
Dochodzenie dopiero się rozpoczyna
Policja przeprowadziła już liczne przesłuchania świadków oraz zabezpiecza zdjęcia i nagrania wykonane przed wybuchem pożaru. Nadal apeluje do mieszkańców o przekazywanie fotografii i filmów z piątku 17 lipca, zwłaszcza z godzin między 13:00 a 16:00.
Najważniejszy etap śledztwa – oględziny kryminalistyczne – wciąż jednak nie mógł się rozpocząć w pełnym zakresie. Przez kilka dni temperatura na pogorzelisku była tak wysoka, że wejście techników wiązało się ze zbyt dużym zagrożeniem.
W dochodzeniu wezmą udział również eksperci z Kripos, norweskiego biura do spraw zwalczania przestępczości, którzy wesprą lokalną policję podczas badań miejsca pożaru (za: Aftenposten).
Straż pożarna: sytuacja jest już opanowana
We wtorek straż pożarna po raz pierwszy oficjalnie poinformowała, że pożar znajduje się pod kontrolą. Nie oznacza to jednak zakończenia działań.
Przez kolejne dni strażacy, Sivilforsvaret (Obrona Cywilna) oraz inne służby będą prowadzić dogaszanie pogorzeliska, zabezpieczać teren oraz monitorować miejsca, w których pod powierzchnią ziemi nadal utrzymuje się wysoka temperatura. W gotowości pozostaje również śmigłowiec gaśniczy.
Według straży najgroźniejsza faza akcji ratowniczej dobiegła końca, jednak teren nadal pozostaje niebezpieczny.
116 domów zniszczonych
Burmistrz Drammen Kjell Arne Hermansen potwierdził w NRK, że w pożarze całkowicie zniszczonych zostało 116 budynków mieszkalnych. Kilkaset osób straciło dach nad głową.
Gmina przygotowała już 139 mieszkań tymczasowych dla rodzin, które nie mogą wrócić do swoich domów. Władze podkreślają, że zapewnienie mieszkań oraz długoterminowej pomocy psychologicznej będzie jednym z największych wyzwań w najbliższych miesiącach.
Ponad 500 zgłoszeń alarmowych
Skala akcji ratowniczej była bezprecedensowa.
Centrum alarmowe 110 Sørøst odebrało w piątek ponad 500 zgłoszeń, a w nocy kolejne 120 telefonów. Większość dotyczyła właśnie pożaru w Krokstadelva.
Strażacy podkreślają, że ogień rozwijał się niemal eksplodująco. Po kilku dniach upałów roślinność była całkowicie wysuszona, a silny wiatr błyskawicznie przenosił płomienie pomiędzy budynkami.
Dodatkowym problemem były wąskie uliczki, gęste żywopłoty oraz znajdujące się przy domach grille gazowe, które zwiększały intensywność pożaru.
W kulminacyjnym momencie w akcji uczestniczyło około 150 strażaków z całej wschodniej Norwegii, wspieranych przez śmigłowce gaśnicze, Sivilforsvaret, Heimevernet (Gwardia Krajowa) oraz wojsko.
Nie wszyscy byli ubezpieczeni
Katastrofalny pożar ujawnił również problem braku ubezpieczenia części mieszkańców. Pełniący obowiązki dyrektora gminy Drammen, Sudhir Sharma, poinformował w dzienniku NRK, że co najmniej 10 gospodarstw domowych nie posiadało pełnego ubezpieczenia. W części przypadków brakowało ubezpieczenia domu lub mienia ruchomego, a niektórzy poszkodowani nie mieli żadnej polisy. Osoby te nie mogą liczyć na odszkodowanie od ubezpieczycieli i otrzymują pomoc za pośrednictwem NAV, który – w zależności od sytuacji finansowej rodzin – zapewnia m.in. tymczasowe zakwaterowanie i inne formy wsparcia.
Premier: „To wygląda jak strefa wojny”
We wtorek pogorzelisko odwiedził premier Jonas Gahr Støre.
Szef norweskiego rządu stwierdził, że są to obrazy przypominające katastrofy znane raczej z innych części świata niż z Norwegii.
– To największy pożar tego rodzaju we współczesnej historii Norwegii. Gdy patrzy się na to miejsce, wygląda ono jak strefa wojny – powiedział premier cytowany przez NRK.
Støre podkreślił jednocześnie, że największym powodem do ulgi pozostaje fakt, iż mimo ogromnych zniszczeń nikt nie stracił życia. Zwrócił również uwagę na ogromną solidarność mieszkańców oraz zaangażowanie setek wolontariuszy, którzy od pierwszych godzin tragedii organizowali pomoc dla poszkodowanych rodzin.
Co wiadomo na dziś?
- Policja wskazała jedną osobę jako formalnie podejrzaną, ale nie ma obecnie podstaw, by twierdzić, że doszło do przestępstwa.
- Śledczy prawdopodobnie już wiedzą, gdzie rozpoczął się pożar, jednak jego przyczyna pozostaje nieznana.
- Dochodzenie kryminalistyczne rozpocznie się po pełnym zabezpieczeniu pogorzeliska.
- Straż pożarna opanowała sytuację, ale dogaszanie i monitoring terenu potrwają jeszcze kilka dni.
- Katastrofa zniszczyła 116 domów, a setki mieszkańców pozostają bez własnego miejsca zamieszkania.
