Norwegia wciąż ma nadwyżkę energii elektrycznej, ale jej margines bezpieczeństwa będzie się zmniejszał. Rosnące zużycie, rozwój przemysłu i centrów danych oraz ograniczenia sieci sprawiają, że kwestia dostępu do energii staje się jednym z ważniejszych sporów politycznych. FrP proponuje wykorzystanie norweskiego gazu do produkcji prądu. Problem w tym, że elektrownie gazowe mają nie tylko zwolenników, ale też poważne ograniczenia ekonomiczne i klimatyczne.
Norwegia nie stoi dziś przed perspektywą ogólnokrajowego braku energii elektrycznej. Dane i prognozy norweskich władz energetycznych pokazują jednak, że sytuacja będzie w kolejnych latach bardziej napięta.
W kwietniu 2025 r. NVE prognozowało, że przy obowiązujących założeniach Norwegia nadal będzie miała dodatni bilans energii elektrycznej w 2029 r. – około 11 TWh. To jednak o 7 TWh mniej niż obecnie. Według tej samej prognozy zużycie energii miało w ciągu czterech lat wzrosnąć o około 10 TWh, podczas gdy produkcja miała zwiększyć się o około 4 TWh.
To właśnie tę coraz mniejszą nadwyżkę wykorzystuje w swojej argumentacji Fremskrittspartiet.
FrP chce otworzyć drogę dla gazu
W poniedziałek 17 sierpnia Kristoffer Sivertsen, rzecznik FrP ds. polityki energetycznej, ponownie wezwał do umożliwienia budowy elektrowni gazowych.
Partia argumentuje, że Norwegia posiada duże zasoby gazu, a jednocześnie norweski przemysł potrzebuje coraz więcej energii. Według Sivertsena część gazu mogłaby być wykorzystywana w kraju zamiast trafiać wyłącznie na eksport.
Polityk wskazuje szczególnie na Nord-Jæren. W tym regionie istnieje już infrastruktura gazowa, którą jego zdaniem można byłoby wykorzystać przy nowych projektach energetycznych.
FrP nie proponuje przy tym, aby gaz zastąpił hydroenergetykę. Sivertsen przedstawia go jako dodatkowe źródło energii dla przemysłu i przedsiębiorstw energetycznych.
Jednocześnie FrP chce zrezygnować z wymogu wychwytywania i składowania CO₂ dla nowych elektrowni gazowych. Partia przyjęła takie stanowisko na swoim ubiegłorocznym kongresie.
To właśnie ten element sprawia, że propozycja szybko wykracza poza dyskusję o bezpieczeństwie energetycznym i staje się również sporem o norweską politykę klimatyczną.
Problem jest realny, ale nie wygląda tak, jak przedstawia go polityczny slogan
Najważniejszy fakt w tej debacie jest często pomijany: Norwegia nadal ma nadwyżkę energii elektrycznej.
NVE podało w swojej prognozie, że w normalnych warunkach kraj będzie w najbliższych latach pozostawał eksporterem netto energii. Jednocześnie bilans będzie coraz bardziej napięty.
Podobnie ocenia sytuację Statnett.
W analizie rynku na lata 2025–2030 operator norweskiego systemu przesyłowego zakłada wzrost produkcji energii o około 4 TWh. Jednocześnie w zależności od scenariusza zużycie może wzrosnąć od 6 do nawet 30 TWh. W scenariuszu średnim Statnett zakłada wzrost zużycia o około 16 TWh.
Oznacza to prostą zależność: jeśli zapotrzebowanie będzie rosło szybciej niż produkcja, norweska nadwyżka będzie się kurczyć.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że w Norwegii zabraknie energii dla gospodarstw domowych.
Norweski system ma jeszcze jedną przewagę
Norwegia ma ogromne możliwości magazynowania energii w zbiornikach wodnych. To odróżnia ją od wielu europejskich państw.
Jednak hydroenergetyka jest zależna od pogody. Ilość wody dopływającej do norweskich zbiorników może się bardzo różnić między poszczególnymi latami. W latach o normalnych opadach Norwegia może eksportować nadwyżkę, natomiast w suchych latach potrzebuje importu.
Dlatego możliwość importowania energii z zagranicy jest częścią bezpieczeństwa norweskiego systemu, a nie oznaką jego niewydolności.
Tegoroczna sytuacja pokazuje znaczenie pogody
W 2026 r. warunki hydrologiczne były dla norweskiej energetyki trudniejsze niż zwykle.
NVE informowało w pierwszym kwartale o mniejszych niż normalnie opadach we wszystkich norweskich obszarach cenowych oraz o wyjątkowo małej ilości śniegu w górach.
Latem sytuacja zaczęła się poprawiać.
Według najnowszej dostępnej w momencie publikacji informacji NVE, dotyczącej 32. tygodnia roku, poziom napełnienia norweskich zbiorników wynosił 64,1 proc., po wzroście o 1,3 punktu procentowego w ciągu tygodnia.
NVE oceniło jednocześnie, że wymiana energii w południowej Norwegii pozostawała zbilansowana.
Największym wyzwaniem może być nie produkcja, lecz sieć
W debacie o energii często pojawia się pytanie: „Czy Norwegia produkuje wystarczająco dużo prądu?”.
Drugie pytanie jest równie ważne:
Czy można dostarczyć ten prąd tam, gdzie jest potrzebny?
Norweska sieć elektroenergetyczna ma ograniczenia między poszczególnymi regionami. Dlatego nawet przy wystarczającej produkcji w skali całego kraju mogą pojawiać się problemy z dostępem do mocy w konkretnych miejscach.
Statnett prowadzi inwestycje i planuje dalszą rozbudowę sieci właśnie po to, aby zwiększyć możliwości przesyłania energii pomiędzy regionami. Operator wskazuje, że wzrost zużycia związany z przemysłem, centrami danych i elektryfikacją zwiększa potrzebę takich inwestycji.
To również wyjaśnia, dlaczego w niektórych częściach kraju przedsiębiorstwa mają problemy z uzyskaniem dostępu do wystarczającej mocy.
Centra danych zwiększają presję
Jednym z nowych elementów norweskiego rynku energetycznego są centra danych.
NVE informowało 12 sierpnia, że zużycie energii przez centra danych szybko rośnie. Według dyrekcji odpowiadają one obecnie za około połowę zgłaszanego do operatorów sieci przyszłego zapotrzebowania na energię.
To zmienia charakter debaty.
Norwegia nie musi tylko zapewnić energii dla istniejących gospodarstw domowych i przemysłu. Musi również zdecydować, które nowe inwestycje mają otrzymać dostęp do ograniczonej przepustowości sieci.
Przeczytaj również:
Nie dla wszystkich wystarczy prądu? Norwegia musi wybierać
W przyszłości konkurencja o energię może więc dotyczyć nie tylko państwa i przedsiębiorstw, ale również różnych rodzajów przemysłu.
Gaz nie jest jednak prostym rozwiązaniem
FrP przedstawia elektrownie gazowe jako sposób na szybkie zwiększenie dostępności energii.
Z punktu widzenia technicznego gaz ma pewną zaletę: produkcja nie zależy bezpośrednio od poziomu wody w zbiornikach ani od wiatru czy słońca.
Norwegia ma również własny przemysł gazowy i rozbudowaną infrastrukturę.
Historia pokazuje jednak, że elektrownie gazowe nie zawsze są ekonomicznie atrakcyjne.
Elektrownia na Kårstø w Rogaland została uruchomiona w 2007 r. i zakończyła działalność około dziesięć lat później. Jednym z podstawowych problemów była jej niska rentowność.
To istotny argument w obecnej dyskusji. Sam fakt posiadania gazu nie oznacza jeszcze, że produkcja energii z gazu będzie konkurencyjna cenowo.
Jest też problem emisji
Drugą kwestią są emisje CO₂.
FrP chce dopuścić elektrownie gazowe bez obowiązku wychwytywania i składowania dwutlenku węgla. Sivertsen argumentuje, że gaz spalony w Norwegii zamiast eksportowanego gazu nie zmieni zasadniczo globalnego poziomu emisji.
Dla norweskiej polityki klimatycznej pozostaje pytanie, czy zwiększanie krajowego wykorzystania paliw kopalnych jest zgodne z celami redukcji emisji.
I właśnie dlatego propozycja FrP spotyka się z krytyką ze strony partii, które chcą przyspieszać elektryfikację i rozwój odnawialnych źródeł energii.
Norwegia stoi przed wyborem
W praktyce kraj ma kilka dróg.
Może zwiększać produkcję z istniejącej hydroenergetyki, rozwijać nowe źródła odnawialne, inwestować w sieć i poprawiać efektywność energetyczną.
Może również zwiększyć wykorzystanie innych technologii, w tym gazu.
Problem polega na tym, że każda z tych dróg ma swoje koszty i ograniczenia.
NVE wskazuje, że przy obecnych instrumentach Norwegia nie jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu ograniczenia zużycia energii elektrycznej w budynkach o 10 TWh do 2030 r. Nie jest również na ścieżce do osiągnięcia ambicji 8 TWh produkcji energii słonecznej do tego samego roku.
Z kolei Statnett podkreśla potrzebę dalszej rozbudowy sieci, ponieważ nawet wzrost produkcji nie rozwiąże problemu, jeśli energia nie będzie mogła zostać przesłana tam, gdzie jest potrzebna.
Raport przygotowany z wykorzystaniem AI
