Szczepan w krainie lodu. Odcinek 11

Księżna Edi

Obserwował swojego pomocnika przez okno.

– Tylko nie narób hałasu jak ostatnio, żeby cię znowu ten kretyn nie spłoszył – powiedział niby do niego wiedząc, że i tak go nie usłyszy. – I z obu stron, porządnie.

Jeszcze kilka takich zabiegów i wreszcie jego plan się powiedzie, prędzej czy później. Najważniejsze by nie zostawić śladów.  

– Szczepan masz chwilkę? – Łysy pyta mnie znienacka.

– Jasne, tylko odpiszę esesmana Alene. 

– Ty zakochańcu, po każdym esemesie od niej jesteś zakręcony jak stonka po oprysku, ale może będziesz musiał do niej więcej pisać. Sprawa jest poważna, chodzi o Karola.

– Co z nim?

– Zrobię po malutkim, ale takim mini-mini drineczku i pogadamy.

– Spox, przed domem?

– No co ty? Mało ci bullerbyńskich ataków w pracy to jeszcze chcesz narażać się przed domem?

Łysy ma rację, od kiedy remontujemy pobliskie przedszkole dzieci-Bullerbyny nie dają nam spokoju, nawet podczas pracy.

– Dobra to u mnie za pięć minut.

Łysy wchodzi ze szklankami i siada w fotelu.

– Posłuchaj, Karol ma problem z pracą, to znaczy z szefem, to znaczy z… szefową!

– A w czym ja mogę pomóc?

– No… może pogadałbyś z Alene.

– Ok, ale co się stało?

– Karol mieszka pod Arendal, ale pracuje w Grimstad, w pewnej norweskiej firmie, której właścicielką jest Polka. No z pochodzenia znaczy się. Mieszka już tutaj kilkanaście lat. Z tego co mówił Karol, to stara emigracja, jej rodzice musieli uciekać z Polski przez komunę, to jacyś działacze Solidarności czy ktoś taki. Ona nawet po polsku słabo mówi. Zatrudnia samych Polaków i stwarza wrażenie jakby im pomagała, bo daje im pracę. Jest bardzo miła i wzbudza zaufanie. Nazywają ją Księżną Edi.

– To chyba dobrze, no nie?

– Niby tak, ale to tylko przykrywka taka.Generalnie oszukuje ludzi. Nie płaci nadgodzin, bo w umowach jest zapisany czas pracy od szóstej do dwudziestej. Muszą mieć własne ubrania i buty robocze, ponieważ jest u niej taka rotacja pracowników, że jak sama mówi zbankrutowałaby kupując każdemu ciuchy. To rzekome bankructwo też jest elementem swoistego szantażu – pracujcie więcej i szybciej, bo firma padnie i nie będziecie mieli pracy. Sama wynajmuje chłopakom domy i upycha ich tam po trzech, czterech w pokoju, w sumie kilkunastu gości na stu metrach kwadratowych. Taki domek kosztuje miesięcznie około siedmiu do ośmiu tyśków, a sama pobiera po cztery od łebka! Zdarza się, że „załatwia” im fuchy…

– In black?

– Hahaha! Tak, in black. I płaci stówkę za godzinę pracy, sama biorąc pewnie drugie tyle od klientów i co dziwne, przy każdej wypłacie gotówkowej, brakuje jej kolejnej stówy, bo bankomat, bo coś. I każdy normalny człowiek macha na to ręką, a ona urywając każdemu po stówce, wkłada tysiaka do kieszeni.

– I oni się na to godzą?

– W pewnym sensie nie mają wyjścia. Boją się stracić pracę i nie znają języka. 

– Ale przecież mogą się zbuntować czy coś próbować negocjować!

– Od czasu do czasu to robią i wtedy ona organizuje spotkanie, na którym każdy może powiedzieć, co jest nie tak według niego. Ale jak to bywa, emocje się rozładują, ona wytłumaczy się podpierając znajomością prawa pracy i potem coś im obiecuje i wszystko wraca do normy. O, przypomniało mi się też, że Karol mówił coś o zwolnieniach lekarskich, że ich nie przyjmuje, to znaczy nie chcąc płacić chorobowego mówi im, że mogą wykorzystać urlop podczas choroby i potem jakoś się dogadają.

– To jakaś masakra! 

– A wiesz co jest najgorsze? Jeden z chłopaków, który pracował u niej tylko chwilę mówi trochę po norwesku i był mimowolnym świadkiem jej rozmowy z jakimś facetem, chyba kolegą z branży. Ona ma niewiarygodnie wręcz pogardliwy stosunek do Polaków! Uśmiecha się do swoich pracowników, a za plecami uważa ich za ludzkie bydło, na którym można zarobić. 

– To obrzydliwe, przecież jest Polką!

– No dąży do bycia Norweżką, jest Norweżką, jest bardziej norweska niż król Harald V! Z Polski to lubi tanią siłę roboczą, mięso i alkohol po słowiańskich cenach, choć do tych zakupów? się nie przyznaje, nawet ogórków kiszonych nie lubi. 

– To skąd Karol wie o zakupach robionych w Polsce?

– Pewien znajomy przewoźnik się wygadał, że Księżna Edi regularnie zamawia żarcie u niego. 

– Poważnie? Przecież to śmieszne!

– No dla chłopaków średnio.

– Mówię o zgrywaniu Norweżki.

– Aaa to tak. Czasem kręcą z niej bekę, to prawda.

– To ja pogadam z Alene, to się musi skończyć!

– Super! Chłopaki się odwdzięczą, tak powiedzieli. 

– Daj spokój, musimy sobie pomagać… tylko wiesz co Łysy? 

– No?

– Ta Edi też jest Polką, nawet jeżeli tego nie chce. Głupio tak na nią kablować i problemów narobić. Sprawa wyjdzie na jaw i opinia o nas nie będzie najlepsza. A jeszcze trzeba mieć wzgląd na jej rodziców, byli w Solidarności.

– Kurde, racja Szczepciu. To co zrobimy?

– Trzeba coś wymyślić, tak aby wilk był syty i owca cała.

Śmigam Srebrnym Dzikiem na spotkanie z Alene. Jak jej przedstawić mój plan?

Nie wiem czy wystarczy mi słów, przecież mój angielski daleki jest od doskonałości. Dam jakoś radę!

Jest, czeka na mnie mój Anioł! Nobla temu, który wymyślił legginsy! Mieliśmy iść na długi spacer ale chyba nic z tego nie będzie, sprawa Karola jest zbyt poważna. 

– Hei Alene. Du er så vakker!

Cześć Alene. Jesteś bardzo piękna!

– Cześś Ściepan, mojaj psistojna…psistojniku!

Prawie ci się udało – mówię już po angielsku.

– Trudny ten wasz język. 

Za każdym razem, gdy się przytulamy, czuję jakbym zapadał się w słodką, pachnącą i miękką watę… tak jest i tym razem. Z trudem odrywam się i patrząc prosto w jej błękitne oczy mówię: 

– Musimy pogadać, ktoś potrzebuje pomocy. 

Ile jeszcze to będzie trwało? Cholerni amatorzy, czy Wiktor nie mógł wynająć kogoś innego do transportu tych diamentów? 

Chodził wściekły po pokoju, zagryzając wargi. Po otrzymaniu zaszyfrowanej wiadomości: Johnny złapał gumę i musi zmienić koło, która była umówionym sygnałem oznaczającym opóźnienie w dostawie zapłaty za broń, miał ochotę zwymyślać Wiktora, ale wiedział, że to i tak nic nie da.  Postanowił złe emocje wykorzystać do zemsty na tych ćwokach.  Może spróbuję znowu podrzucić im jakiś trefny towar i powiadomić policję? 

Siedzę sobie wygodnie i czekam na Łysego i Karola, którzy wkrótce powinni się pojawić. Mam nadzieję, że cała akcja się udała, czego zapewne się dowiem z ich relacji. Dla mnie przypadkowe spotkanie szefowej Karola było tak zaskakujące, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć z wrażenia. Czy moje życie musi składać się z dziwnych zbiegów okoliczności? Gdy pojechaliśmy z Łysym do Grimstad, dostarczyć chłopakom ulotki zrobione przez Alene, zatrzymaliśmy się pod siedzibą firmy Księżneji Edi. Chciałem dyskretnie wrzucić jedną z ulotek do skrzynki pocztowej, co było częścią mojego planu. Nagle w drzwiach ukazała się ona… zgrabna blondynka, ubrana w modne, zapewne bardzo drogie ciuchy. Majestatycznym krokiem, jak na księżną przystało, zbliżała się do zaparkowanego przed budynkiem Mercedesa. Nie miałem wątpliwości – to była moja koleżanka ze szkoły Edyta!

Córka zomowca, który skatował mojego tatę. Zamurowało mnie, ale podszedłem i przywitałem się mówiąc, że cieszę się z jej sukcesu, bo kilku moich kolegów dla niej pracuje i bardzo ją chwalą.

W jej oczach zobaczyłem strach, ogromny strach. Bała się zdemaskowania, przecież naopowiadała bajek o sobie wszystkim dookoła. Tylko ona i ja wiemy, że jej rodzina nie uciekła z Polski przed komuną, a wręcz przeciwnie. Wszystkie jej starania, aby ukryć przeszłość mogłyby zostać odkryte i byłaby spalona. Zaprosiła mnie do środka, łamaną polszczyzną poinformowała sekretarkę, że nie ma jej dla nikogo i zaczęliśmy cichą rozmowę, tym razem bez udawania i błędów językowych, za zamkniętymi drzwiami.Wywaliłem jej wszystko, kawa na ławę.Początkowo próbowała się bronić i tłumaczyć. Przygwoździłem ją wiedzą dotyczącą prawa pracy zaczerpniętą z ulotki przygotowanej przez Alene. Gdy próbowała podważyć te informacje, zapytałem czy chce je sprawdzić, bo tak się składa, że mam kontakt do kogoś w inspekcji pracy. Edyta wreszcie pękła…łzy płynęły ciurkiem po jej policzkach. 

Rozmawialiśmy jeszcze długo i zawarliśmy pewien układ. Zaraz dowiem się od Karola czy Edyta dotrzymała słowa. 

Słyszę klekot Passata przed domem i śmiech Łysego, wchodzą.

– Szczepan, jesteś geniuszem!  – Karol wypala od progu, niosąc jakieś pudło i kwiaty.

– Chyba Gieniusiem, haha.

– Człowieku, te twoje ulotki i cała akcja… ech, brak mi słów, by to opisać.

– Dobra. Siadaj, napij się i mów jak poszło.

Karol odkłada kwiaty i karton trzymany w rękach i siada w fotelu z filiżanką kawy, którą dostał od Waldka.

– Było tak. Za twoją radą, gdzie się tylko dało porozkładaliśmy ulotki, niby przypadkiem znalazły się na wszystkich budowach, w samochodach służbowych i oczywiście przed biurem księżnej Edi. Potem przez tydzień, każdy z nas pytał ją, w taki czy inny sposób, o to czy mógłby pracować więcej, czy nie lepiej by było gdyby kupił sobie własne narzędzia do pracy, bo może firmy na to nie stać. Zaproponowaliśmy jej także, aby do naszego domu, w ramach oszczędności, dokwaterowała jeszcze kilku chłopaków. Mogą przecież spać na dmuchanych materacach i jakoś się pomieścimy. Robiliśmy to wszystko niezbyt nachalnie, ale systematycznie. Widać było, że jest jakby wytrącona z równowagi. Kroplą, która przepełniła czarę, była propozycja jednego z kolegów. Poprosił Edi na bok i ze skruszoną miną wyznał, że chyba nie spełnia firmowych wymagań, bo nie jest wystarczająco wydajny w pracy i poprosił o obniżenie pensji.

– Hahaha! I co ona na to? – pyta Piotrek trzymając się za brzuch.

– Zgłupiała na miejscu, ale to nie koniec.

– Nu nawijaj bracie, nawijaj – Waldkowi aż wypieki wyskoczyły na pyzatej twarzy.

– Podszedłem wtedy i ja i powiedziałem, że chętnie zostanę w lipcu w pracy zamiast jechać na wakacje i dla dobra firmy zrezygnuję z feriepenger * bo i tak będę pracował. Samo słowo feriepenger  pierwszy raz zostało użyte w naszej firmie. Nigdy nikomu nie było wypłacone! 

Po całej serii tego typu zagrań z naszej strony, Księżna Edi zorganizowała zebranie.

– I co, znowu opowiadała jakieś bajki, a?

– Słuchajcie, nie wiem jak to się stało. Czy nasze durne pytania czy te ulotki, które były przecież zaprzeczeniem naszych „próśb” o pogorszenie warunków pracy to sprawiły, nie wiem,  ale… Edi nas przeprosiła! I nie tylko za to, że nas wykorzystywała i w sumie okradała. A, zapomniałem ważnej rzeczy, mówiła czystą polszczyzną! Przyznała się do kłamstw dotyczących jej przeszłości, jej rodzice nie byli prześladowani przez PRL i przyjechali do Norge w latach dziewięćdziesiątych, a nie jak mówiła wcześniej po stanie wojennym. Wygarnęła chyba całą prawdę o sobie.

Szczepan zrobiłeś coś wielkiego!

– Tego nie było w planie – mówię zaskoczony.

– Co?

– Chłopaki… ja… ja znałem Edytę z dzieciństwa. Gdy ją tu spotkałem, pogadaliśmy sobie i zawarliśmy układ.

– Jaki układ?

– Ona miała przestać was oszukiwać, a ja nigdy, nikomu nie mówić o jej przeszłości.

– O w mordę… to dlaczego sama o tym nam powiedziała?

– Myślę, że miała dość życia w zakłamaniu i postanowiła się oczyścić.

– Nu tak, ale czy zmieniloś cuś w roboci, a?

– Dosyć dużo – Karol uśmiecha się od ucha do ucha.

– Zwróciła wam zaległe pieniądze? – pyta Piotr.

– No częściowo tak. Zapłaciła zaległe feriepenger i podpisaliśmy nowe umowy o pracę. Każdy ma też prawo mieszkać, gdzie chce i kupi nam wreszcie ubrania robocze.

– No to całkiem spoko.

– Tak od razu chyba nie da się wszystkiego naprawić no i zobaczymy czy znów nie będzie próbować jakichś nowych sztuczek.

– Ciekawe czy zacznie płacić nadgodziny?

– Jeżeli nie będzie OK, to odejdziemy z pracy i tyle.

– Bardzo dobrze.

– Szczepan… podziękuj Alene, kwiaty są dla niej, a w tym pudle, jest coś dla ciebie. Tylko nie wypij wszystkiego sam!

– Nie trzeba było – mówię zażenowany – musimy sobie przecież pomagać, a napijemy się razem.

– Ta historia nadaje się do gazety – Łysy otwiera butelkę wyjętą z kartonu i rozlewa jej zawartość do szklaneczek.

– Ale niestety nie ma tu żadnej polskiej prasy. 

– Może kiedyś, ktoś mądry wpadnie na pomysł wydawania polskiej gazety takiej, która by nas łączyła z tym krajem. Przecież żyjemy tu w Norwegii razem z nimi, razem pracujemy, razem wypoczywamy i wiele innych rzeczy robimy RAZEM!

* pieniądze odkładane przez pracodawcę dla pracownika, wypłacane zazwyczaj w czerwcu zamiast pensji



Przeczytaj również:

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 1

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 2

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 3

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 4

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 5

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 6

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 7

Szczepan w kranie lodu. Odcinek 8

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 9

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 10

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 11

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 12, prawie ostatni

Ekskluzywny wywiad ze Szczepanem Fuksem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *