Szczepan w krainie lodu. Odcinek 12, prawie ostatni

Rozwiązanie 

Przewiercenie się przez ścianę było dosyć proste, ale naruszenie kabla zasilającego pralkę stojącą po drugiej stronie tej ściany wymagało cierpliwości i skupienia, zwłaszcza, że ma to wyglądać na przypadek. Poświecił raz jeszcze w głąb otworu i wsunął do niego dentystyczne lusterko. Tak, wreszcie się udało! Kabel wygląda na pogryziony przez myszy, wyraźnie widać ślady zębów, zrobił je małym półokrągłym dłutkiem do linorytów, tak na wszelki wypadek gdyby któryś z dochodzeniowców okazał się wyjątkowo dociekliwy. Teraz czekała go najtrudniejsza część zadania – podklejenie malutkiej, plastikowej fiolki z kwasem powyżej napiętego przewodu. Przydałby się jeszcze jeden otwór… udało się! Plastik rozpuści się za kilka godzin i kwas zaleje to wszystko. 

Ja będę już daleko, pomyślał i uśmiechnął się do siebie. Te ćwoki nigdy się nie wypłacą, będą harować do końca życia, aby pokryć straty. Dobra, trzeba jechać, bo czeka mnie jeszcze kawałek drogi, do Antwerpii płynie się ze dwa dni. 

Zerknął przez okno. Ten młody chyba właśnie zamierzał wsiąść do swojego grata. Chciał jeszcze raz popatrzeć na ten parszywy, słowiański ryj, poczuć satysfakcję z zemsty. Kiedy zszedł na dół po schodach, zorientował się, że nie zdążył. 

– Nic to – mruknął i wsiadł do swojego auta. 

***

– Szczepan, cholera znowu widziałem tego dziada, jak się kręcił koło samochodów! Może trzeba to zgłosić, nie wiem… na policję? 

– I co im powiesz Łysy? Nasz sąsiad-nazista przechodzi koło samochodów na wspólnym podjeździe?

– No w sumie masz rację, bo szkód żadnych nie ma, ale wkurza mnie ten Mattsen. Wczoraj, gdy byłeś u Alene cały wieczór puszczał te swoje marsze wojskowe, masakra jakaś.

– Mikness mi mówił, że on ma jakieś sprawy z przeszłości, że do Ameryki południowej to on sobie ot tak nie pojechał zaraz po wojnie. Gadałem też z Piotrkiem na jego temat, a bardziej, w sumie ogólnie o podejściu Norwegów do nazizmu w czasie okupacji. Możliwe, że to jakiś kolaborant czy były esesman.

– Możliwe, pewnie mu jeszcze zostało z tamtych lat. Tak łatwo się poglądów nie zmienia. Trzeba uważać.

– Masz rację, gdyby ktoś mi porysował Srebrnego Dzika to bym się chyba zapłakał.

– A może w takim razie ten Mattsen nie jest aż taki zły? Porysowanie Atosa to w sumie przysługa dla ludzkości, wielki krok w stronę wysłania kolejnego Atosa na złom i oczyszczenia świata z tego badziewia! 

– Hahaha! Brzmi to odrobinkę znajomo, może wraz z sąsiadem utworzycie obozy dla Atosów?

– I zapanujemy nad całym transportem osobowym!

– O wilku mowa, wylazł naziol ze swej nory.

Rzeczywiście. Nasz sąsiad Mattsen zamyka właśnie drzwi od domu i idzie w naszym kierunku.

– Nie chcę z nim gadać – mówię do Łysego zamykając drzwi – Jadę do Alene, narka!

– Narka – mówi i znika w domu.

W lusterku widzę, że nazi-sąsiad wsiada do swojego Volvo i jedzie za mną. 

Nic, przecież wolno mu, pewnie zakupy będzie robił albo coś.

Czego ten Łysy czepia się tak bardzo mojego Dzika? To całkiem dobre autko. 

Mało pali, nie psuje się, na prostej jest całkiem żwawy i hamulce ma jak dzwon…

– W mordę, co jest? – mówię do siebie.

Wciskam pedał hamulca, a Srebrny Dzik nie zwalnia! Jeszcze i jeszcze raz!

Patrzę na zegar, jadę osiem dych na godzinę, a skrzyżowanie zbliża się nieubłaganie! Szarpię za dźwignię ręcznego i też nic!

Zerkam w lusterko, bo widzę błyski świateł tego Volvo Mattsena, który nadal za mną jedzie.

– O, rany!!! Tir!!!

Niebo…Zieleń…Asfalt…Niebo…Huk…Plusk… Mokro…Zimno…Nic…

Słyszę powtarzający się dźwięk.

Pip, pip, pip i szum, chyba wentylatora.

Boję się otworzyć oczy, nie wiem, gdzie jestem ale czuję ciepło na lewej dłoni i znajomy zapach… Alene! Chcę krzyknąć, ale głos więźnie mi w gardle, jestem jakby otumaniony i niezdolny do czegokolwiek. Otwieram jednak oczy i jakby przez mgłę widzę ukochany obraz mojego anioła. 

– Szciepan, już wszystko dobrze, jestem przy tobie. 

– Yyy…Gchcie.. jessstem?

– Jesteś w szpitalu, nic ci nie będzie, ale musisz odpoczywać. Dostałeś silne leki, śpij proszę, będę tu cały czas.

Ciemno…

Budzę się i czuję ból w całym ciele. Nie jakiś wielki, ale jednak go czuję. 

Alene śpi siedząc obok na krześle i cały czas trzyma mnie za rękę.

Jest przepiękna. 

Odwracam wzrok w drugą stronę.

– Łysy? – tym razem mogę mówić już chyba normalnie.

– Serwus Szczepciu! Nareszcie się obudziłeś.

– Co się stało?

– O człowieku! Tego nie da się opisać w dwóch zdaniach. Wszystko ci opowiemy jak się lepiej poczujesz. Teraz powiem ci tylko tyle, że miałeś wypadek i uratował cię nasz sąsiad!

– Mikness? Skąd on się tam wziął?

– Mikness, siedzi w pierdlu! Uratował cię Mattsen.

– Co, sąsiad-naziol?

– Żaden z niego naziol, to twój anioł stróż.

Spoglądam na śpiącą Alene.

– Wygląda na to, że mam dwóch aniołów, czy może raczej dwoje.

– No, chyba tak. Chyba jednak nie będę czekał z opowieścią, dasz radę słuchać?

– Jasne!

– To co powiem będzie szokujące, sam jeszcze nie do końca to ogarniam.

Nasz miły sąsiad Sztefan Mikness, ten z numerem obozowym wytatuowanym na ręce, nie jest wcale byłym więźniem. Nie jest nawet Norwegiem. Jego prawdziwe nazwisko to Stefan Miknik! Jest Żydem polskiego pochodzenia, zbrodniarzem sądowym poszukiwanym listem gończym od lat. 

– Łysy ty też dostałeś tu jakieś leki, co ty bredzisz?

– Słuchaj lepiej. To przyrodni brat redaktora naczelnego polskiej Gazety Elekcyjnej! Był komunistycznym sędzią wojskowym. Skończył szkołę prawniczą Duracza, takie przyspieszone kursy dla prawników organizowane przez nową władzę po wojnie. Skazał na śmierć ponad trzydziestu działaczy podziemia niepodległościowego w Polsce(!).Potem, jak przystało na porządnego Stalinowca, uciekł na zachód. Mieszkał początkowo w Szwecji, ale później zmienił nazwisko i przeniósł się tutaj. Współpracował też z Wiktorem Butem.

– Kim? 

– But to największy handlarz bronią na świecie. 

– Łysy, zawołam lekarza, niech coś ci  da, bo bredzisz!

– He, he! Chcesz słuchać? Cały czas mówię prawdę.

– Dobra, już milczę.

– Miknik miał szerokie kontakty i pomagał Butowi w interesach. Sam widziałeś, że często wyjeżdżał. Ten czarnoskóry koleś, Malkolm chyba się nazywa, to nie żaden uchodźca tylko syn pewnego zwyrodnialca z Afryki, Josepha Kony’ego. Przyjechał tu jako zabezpieczenie transakcji. But z Miknikiem dostarczyli mu broń, w którą wyposażał swoją armię złożoną z … dzieci!

– Co?

– Tak, porywał dzieci, prał im mózgi i uczył zabijać. Powstała z tego Boża Armia Oporu.

Nie chcę o tym mówić, bo to straszne i osobny temat. Kony, dostał kałasze, a zapłacił diamentami. Jego syn był właśnie zabezpieczeniem tej wymiany, bo  wbrew pozorom nie jest tak łatwo wywieźć diamenty nawet z Afryki.

– A ten tatuaż na ręku?

– To pic na wodę, zrobiony po ucieczce z Polski, takie zacieranie śladów. Miknik jest w tym mistrzem. Po polsku przecież mówi jak Mickiewicz, a udawał, że coś tylko duka. Ale do rzeczy! On nienawidzi Polaków organicznie, za wyrzucenie z kraju, list gończy i pewnie też za to, że nie mógł przez tyle lat odwiedzić brata. Te wszystkie dziwne przypadki są jego dziełem, twój wypadek też.

– Słucham?

– To słuchaj. Nasyłanie inspekcji, niszczenie aut, podrzucanie trefnych towarów i próby wrobienia nas w kradzieże, czy inne afery, za wszystkim stał on.

Pamiętasz jak rozmawialiśmy o kręceniu się przy autach?

– Tak.

– Wysyłał tego Malkolma, a ten co noc wylewał odrobinę jakiegoś kwasu na przewody hamulcowe. Mattnes go spłoszył kilka razy, dlatego widzieliśmy go przy samochodach. Przed wypadkiem, pamiętasz jak wychodził z domu? Chciał cię ostrzec, ale nie chciałeś z nim rozmawiać i pojechałeś do Alene. Ruszył za tobą.

– Pamiętam, mrugał światłami! W sumie to ostatnie, co pamiętam.

– No właśnie. Nie zdążył, chcąc uniknąć zderzenia z ciężarówka, wpadłeś w poślizg, dachowałeś i wleciałeś do morza. Mattnes wskoczył za tobą, pomimo podeszłego wieku ma świetną kondycję, bo kiedyś był nurkiem, i wyciągnął cię z wody!

– Nurkiem?

– Tak, on nie jest żadnym naziolem tylko historykiem, badaczem i rzeczoznawcą. Te wszystkie artefakty ze swastykami, broń i tak dalej są obiektem jego pracy, to znaczy badań. Kiedyś był aktywnym poszukiwaczem podwodnych wraków.

– A są wraki nawodne?

– He, he widzę, że wraca ci humor, wyobraź sobie, że są. Ale słuchaj dalej. Mattnes ma problemy ze słuchem i dlatego ta jego muzyka tak nawala całymi dniami. Podejrzewał też Miknika o jakieś przestępstwa, ale nie miał żadnych dowodów, dopiero jak zrobił analizę tego kwasu, którym polewane były hamulce w samo… tfu, w Atosie, zdecydował się nas ostrzec i to było właśnie wtedy, kiedy nie chcieliśmy z nim rozmawiać.

– O w mordę!

– No w mordę to Miknik dostał i to solidnie.

– Od kogo, a w ogóle skąd ty to wszystko wiesz?

– Od agenta Interpolu znanego ci jako..Piotrek!

Przypomniały mi się słowa Piotrka, które wypowiedział w garażu „jestem tajnym agentem, ale nie mów nikomu, bo musiałbym cię zabić”.  On wtedy nie kłamał! 

– To brzmi jak fragment słabej powieści.

– Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale to szczera prawda. Sam zapytasz Piotrka, też leży w tym szpitalu. Dostał postrzał w… pośladek, ale wszystko z nim Ok, tylko nie może siedzieć.

– Ja pierdziu! Mało honorowe miejsce sobie wybrał na postrzał. Ciężko się potem pochwalić, hehe.

– Masz rację, ale daj mi skończyć! Podczas gdy Mattnes cię dmuchał… w sensie, robił ci sztuczne oddychanie, Piotrek powiadomiony przez niego wcześniej, ruszył za Miknikiem i Malkolmem. Zresztą sam skądś wiedział o wszystkim. W ogóle to praca u Kristiana była przykrywką! Jezu, zaczyna mi się wszystko plątać, tyle tego jest. 

– Przecież nic nie mówię,  milczę jak grób.

– Dogonił tych dwóch w porcie, gdy wsiadali na jacht Miknika, którym mieli płynąć do Antwerpii, aby tam opylić diamenty i oddać Malkolma Kony’emu.

– Jachtem?

– No takim motorowym, wielkim jak statek. To własność Miknika.

Piotrek wskoczył na niego z tajniaka i czekał na wsparcie policji, ale odkrył go ten Malkolm. Nasz Piotruś dał mu w ryja i załatwił po kolei pozostałych członków załogi. Dorwał wreszcie naszego sąsiadunia i chciał go aresztować. Miknik wyjął skądś spluwę i strzelił do Piotra. Ten uskoczył ale dostał rykoszetem w… ten…no dostał rykoszetem, ale zdążył grzmotnąć tamtego z taką siłą, że dziad wpadł do morza. Piotrek skoczył za nim, przytrzymał i … walnęła go w głowę policyjna motorówka, która ich goniła!

– Brakuje jeszcze rekinów i gradobicia!

– Hehe, wyciągnęli ich wreszcie i wsadzili do paki. To znaczy Piotrka nie.

– Byłoby ciekawiej, haha! A Piotrek nie miał broni? 

– Nooo… nie mógł znaleźć, nie mówmy o tym.

– Dlaczego?

– Znasz mnie i mój pedantyzm, schowałem mu nieświadomie na strychu. Wkurzała mnie ta jego walizka, co wiecznie leżała w pokoju, a w niej był pistolet. 

– Teraz widzisz do czego prowadzi nadgorliwość w sprzątaniu, naraziłeś życie człowiecze! A co z Waldkiem?

– Waldek ugasił pożar w zarodku i …

– Jaki pożar, co z Maszyną?

– Miknik przewiercił się przez ścianę do nas. Naciął dłutem kabel i nad nim przykleił, na gumę do żucia, pojemnik z biodegradowalnego plastiku, wypełnionego kwasem. Miał się stopić, kwas miał się wylać i doprowadzić do zwarcia i pożaru. Na szczęście Maszyna zgubił skarpetkę.

 – Łysy zlituj się! Co to ma wspólnego z pożarem?

– No ma! Waldek chciał zrobić pranie i nie mógł znaleźć skarpetki jednej. Pomyślał, że mogła wpaść za pralkę, odsunął ją i zobaczył kabel jakby nadgryziony przez mysz i fiolkę z czymś.

Chwycił za nią i wtedy pękła rozlewając kwas na goły przewód. Zaiskrzyło i zaczęło się palić. Twój ręcznik szlag trafił.

– Co?

– Waldek chwycił twój ręcznik i ugasił pożar.

– Nie mógł swoim albo najlepiej twoim?

– No jakoś nie. Poparzył sobie ręce i ogniem i tym kwasem, nic mu nie jest, ale cierpi przez ryby.

– Łysy, zaraz wstanę i ty będziesz cierpiał! Jakie znowu ryby?

– Ma zabandażowane dłonie i nie może łowić ryb.

– No tak, to najważniejsza wiadomość, bez niej wszystko straciłoby sens. A ty, co robiłeś w tym czasie? 

– Ja dokonałem czynu iście bohaterskiego! To znaczy spałem.

– Ha, ha, ha!

– Waldek mnie obudził i zawiozłem go do szpitala. Na parkingu przywaliłem moim Passatem, bo moje hamulce też zniszczył kwas Miknika, i to cholera w Hyundaia Atosa! Co za upokorzenie!

– Mówiłem ci, że to świetne auta!

– Taa, bardzo. Twój na szczęście leży na dnie morza. 

– Srebrny Dzik!!!

– Teraz nawet podwodny! Nie martw się, bo zaraz powiem ci coś takiego, że padniesz.

– Już leżę.

– No to wstaniesz i padniesz. Za pomoc lub złapanie Miknika była wyznaczona nagroda! No i wygląda na to, że jej część przypadnie tobie! 

– Mi? A niby za co?

– Dużo z nim rozmawiałeś, a potem Piotrek wyciągał te informacje od ciebie. Żebyś mu nie przeszkadzał i czegoś się nie domyślił, skierował twoje podejrzenia na Mattnesa! No i jesteś bezcennym świadkiem dla Interpolu. 

– Ja pierdziu! 

– Lepiej nie tutaj he, he!

– A co z tym Koniem, czy jak mu tam?

– Kony’m. Uciekł do Sudanu, Miknik mu pomógł, poprzez Buta. 

– Trochę to dziwnie brzmi: Miknik poprzez buta pomógł koniowi uciec do Sudanu!

– Ha,ha,ha!!! O, cześć Alene, twój Siepan już w formie!

Odwracam głowę i widzę mojego anioła. Uśmiecha się do mnie,ale piękne oczy ma zmęczone. Podnosi się i pochyla nade mną…nie sądzę, aby oko miało kąt, ale właśnie nim widzę jak Łysy dyskretnie się wycofuje z pokoju. Poczułem ciepło jej warg…

– O, widzę, że wracasz do zdrowia Śpepan! Zabieramy cię na badania! 

Musiał teraz? Doktor wygląda na miłego, ale wyczucia czasu to on nie ma.

– Poczekam na ciebie – powiedziała Alene.

– Po badaniu będzie trochę oszołomiony, bo dostanie najlepsze lekarstwo.

– Jakie?

– No jak to jakie? PARACET!

Dwa lata później…

Siedzę i czekam w poczekalni szpitala. Tyle się wydarzyło.

Telefon wibruje mi w kieszeni, dzwoni Piotrek.

– Serwus Piotras, co tam?

– Złapaliśmy Buta w Bangkoku! Będzie wielki proces. A wy już?

– Jeszcze nie, czekam. 

– Szczepciu, dlaczego uparliście się, żeby nie znać wcześniej płci?

– Tak jakoś, ale raczej chłopak będzie, bo Alene ma wielki brzuch. 

Otworzyły się drzwi i podchodzi do mnie facet w kitlu i masce.

– Poczekaj Piotrek – mówię do telefonu, i odwracam wzrok na lekarza.

– Šfepen, gratulacje! – uśmiecha się zdejmując maskę. – Alene czuje się dobrze, masz TRZECH zdrowych i ślicznych synów!!! 

Czarno…


Przeczytaj również:

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 1

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 2

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 3

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 4

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 5

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 6

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 7

Szczepan w kranie lodu. Odcinek 8

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 9

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 10

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 11

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *