Ekskluzywny wywiad ze Szczepanem Fuksem

Drodzy Czytelnicy, pragnę przybliżyć Wam kulisy powstania bestsellerowej powieści „Szczepan w krainie lodu” i jej głównego bohatera, który z pewnością zdołał oczarować niejednego i niejedną z Was.

Dziś udaję się na spotkanie ze Szczepanem, młodym mężczyzną, któremu sławę przyniosła niebagatelna powieść wybitnego twórcy Jutte Herrensa. Dzieła Herrensa nawiązują do realistycznego nurtu powojennej Finlandii, jednakowoż nie brak w nich i odniesień do klasyki literatury kryminalnej. 

***

Wywiadów mi się zachciało, po co ja się na to zgodziłem? Czuję się trochę jak dzik na polowaniu. I co ja powiem tej redaktor Katrinie, że to wszystko przez przypadek? Chyba lepiej by było, gdyby zrobiła wywiad z Borysem Szycem, w końcu to on jest gwiazdą.

***

Udaję się do siedziby firmy Szczepana położonej w uroczym zaułku przy porcie w Kristiansand. Delikatna bryza pobudza szarogranatowe wody morza do spokojnego falowania. Przede mną wznosi się nowoczesna biurowa konstrukcja. Oto jestem na miejscu.

Szczepan wita mnie w przestronnym biurze, którego ściany zdobią dzieła profesjonalnych artystów z regionu. Ubrany jest, to znaczy spowija go mgiełka tajemniczości w postaci delikatnych warstw pyłu z tynku na modnie skrojonych spodniach roboczych. 

Po wymianie uprzejmości i dolaniu mleka do kawy rozpoczynamy naszą rozmowę.

Katrina Karpfisk-Łazienkowska: Wielu czytelników wysyła do wydawnictwa wiadomości z nurtującym pytaniem: jakie były dalsze losy Szczepana po wypadku spowodowanym przez niecnego Miknika? Czy mógłbyś odsłonić rąbek tajemnicy?

Szczepan Fuks: Proszę wybaczyć, mój strój… to znaczy pył… to znaczy zapylone ubranie, ale rozbieramy sufit w starej kamienicy i trochę się zawalił. Ale do brzegu. Po opuszczeniu szpitala wróciłem do pracy. Byłem zajechany jak pięty Mojżesza, ale marzył mi się zakup nowego Atosa, dlatego zagryzłem zęby i się nie poddawałem. Nagle okazało się, że nagroda za pomoc w ujęciu Miknika była na tyle duża, że mogłem pozwolić sobie na Passata w TDI. Przyciemniłem szyby, założyłem mu srebrne, wielkie alusy i teraz to ja mogłem kręcić  bekę z Łysego, ale i tak tęskniłem za moim Srebrnym Dzikiem.

K.K.Ł. To wspaniałe wieści. Czy posiadasz wiedzę dotyczącą Miknika? Co stało się z tym łotrem? 

S. F. Dostał 19 lat odsiadki. Byłem świadkiem na jego procesie, czułem się tam jak przysłowiowy chłop w sądzie i, choć na to zasłużył, jest mi go trochę żal. Piotrek pojechał śladami Wiktora Buta i dorwał dziada w Bangkoku. Był ścigany przez Interpol, FBI i pewnie ZUS też. Teraz siedzi i zapewne handluje fajkami w pudle, taki typ. Piotrek dzwoni do mnie czasami, ja do niego mogę jedynie wysyłać maile, bo jego numer jest ścisłe przez poufne. I w dodatku zastrzeżony. 

K.K.Ł. Pasjonujące. Czy z innymi kolegami, byłymi współlokatorami wciąż utrzymujesz kontakty?

S. F. Jasne. Bezcłówka zostawiła Łysego , bo nie mogła znieść ciągłego sprzątania i przyczepki.

K.K.Ł. Przyczepki?

S.F. No, przyczepia się przecież o wszystko bezustannie. A to ręcznik źle powieszony albo w lodówce ser ktoś położył z lewej, a nie z prawej strony i tak dalej.

Jak my mogliśmy z nim wytrzymać w jednym mieszkaniu, to sam nie wiem. Ale trafiła kosa na kamień. Ma teraz żonę Chinkę i ona jest jeszcze większą pedantką od niego. Wiem, wiem, to nie do wyobrażenia, ale jednak. Łysy jako pedant i nadgorliwiec w sprawach czystości i legalizmu wyżywa się w pracy, bo znalazł zatrudnienie Arbeidtilsynet. Awansował szybko i jest wiceszefem oddziału w Vest-Agder. Czasem wpadamy do nich w odwiedziny, ale źle znoszą zabawy naszych trojaczków, które z pedantyzmem w zasadzie nie mają nic wspólnego. A z Waldkiem to współpracuję na co dzień. Sprowadził wreszcie swoją rodzinę z Polski, kupił dom i nadal pracuje u Kristiana, teraz jako brygadzista. Razem z żoną Halinką organizują wyprawy wędkarskie, a Halinka dodatkowo kursy gotowania. Jestem jej bardzo wdzięczny, bo z tych kursów skorzystała moja Alene, która jest cudowna, ale jeżeli chodzi o gotowanie… powiem szczerze, że wcześniej perfekcyjnie potrafiła włożyć mrożoną pizzę do piekarnika, a teraz dzięki Halince umie ją sama zrobić! Mi udało się pomóc Kristianowi sprowadzić nowych pracowników, w tym Karola z Grimstad. W zamian za to Kristian pomógł mi z otwarciem własnej firmy.

K.K.Ł. Gratuluję, imponujące biuro i atrakcyjne logo. AngelBygg? Dlaczego wybrałeś akurat taką nazwę?

S.F. Nie mogło to być SzczepanBygg, bo ludzie łamaliby sobie języki i pewnie niechętnie dzwonili. No bo jak zapytać: Dzień dobry, czy to firma ŠćzppenBygg, Bygg rozumiem a Šfepun to co to, i czy zbudujcie mi garaż? A tak, dzięki anielskiej, a dla mnie symbolicznej nazwie, firma rozrosła się i po dwóch latach działalności zatrudniam 37 osób i widzę, że im uczciwiej człowiek działa, tym lepiej na tym wychodzi. 

K.K.Ł. Z kolei ty z każdej opresji wychodzisz obronną ręką, a fortuna mruga szczodrze w twą stronę. Jakich rad mógłbyś udzielić innym?

W tym momencie cichutko dzwoni telefon Szczepana.

S. F. Przepraszam, to musi być bardzo ważne, bo uprzedziłem wszystkich, żeby nie dzwonili bez powodu.

– Co tam Mati? Zgłupiałeś chyba, czy to takie ważne, że znaleźliście pazłotko pod sufitem? I nie mówi się pazłotko tylko folia aluminiowa! A, puzderko? To mów wyraźniej he, he. Co w nim jest? Dokumenty po niemiecku i mapa? Nic nie ruszajcie, zadzwonię do Mattsena i on już się tym zajmie. Nara. 

Sorki musiałem odebrać. Znowu jakiś przypadek w moim życiu. Tak to już jest, że jak mi stary sufit na łeb spadnie to pod nim będzie jakieś pazł… puzderko z dokumentami i mapą. O czym mówiliśmy?

K.K.Ł. Pytałam o to, czy mógłbyś udzielić jakiejś rady innym bo wygląda na to, że bez względu na okoliczności szczęście ci sprzyja.

S.F. A już pamiętam. Myślę, że nie jestem wyjątkowy, i że w nas Polakach jest wielki potencjał. Ktoś może to nazwać cwaniactwem, ale ja nie lubię tego słowa. Po prostu jesteśmy zaradni. W domach u wielu z nas się nie przelewało, były niedostatki i uczyliśmy się sobie z tym radzić. Nie jest też prawdziwy ten mit, że my Polacy za granicą to sobie tylko szkodzimy. Owszem są takie przypadki jak na przykład, Księżna Edi, ale generalnie wspieramy się i pomagamy gdy trzeba. A rada? Hmmm…. Trzeba lubić ludzi i wszystko będzie git!

K.K.Ł. Czy jest coś szczególnego, czego nauczyły cię norweskie doświadczenia? 

S.F. Oczywiście języków! To straszne, kiedy nie można się dogadać, nie bałem się jednak i bezustannie próbowałem, aż wreszcie chyba się nauczyłem. Ale nauczyłem się też tolerancji dla innych. I tego, że można sobie radzić w obcym kraju i nie czuć się ani przez chwilę gorszym i innych też tak nie traktować. Nie żebym wcześniej był nietolerancyjny, ale po prostu nie miałem okazji tego doświadczyć na własnej skórze w Polsce, bo większość z nas jest tolerancyjna po prostu, jakby naturalnie.

K.K.Ł. Poruszające zwierzenie. Bardzo ci dziękuję. Na koniec koniecznie opowiedz jak to się stało, że twoje przeżycia trafiły na karty książki tak znamienitego pisarza, jak Jutte Herrens?

S.F. Nikomu o tym nie mówiąc, pisałem pamiętnik i oczywiście go zgubiłem. Znalazł go Jutte Herrens i wykorzystał do napisania bestsellerowej powieści, nie mając pojęcia, kim jestem. Gdy powieść się ukazała, Alene uwielbiająca czytać mrożące krew w żyłach kryminały, kupiła mi tę książkę w prezencie na Wielkanoc. Trzeba było widzieć moją minę, zupełnie zdurniałem czytając książkę o sobie. Na końcu autor wyjaśnił skąd miał rękopis, na podstawie którego napisał to dzieło i prosił o ewentualny kontakt. Nawiązałem z nim kontakt, zaprzyjaźniliśmy się. Wcześniej o tym  nie wiedziałem, że Jutte Herrens jest z pochodzenia Polakiem, ale jego ojciec był Finem, który przeniósł się do Norwegii. 

K.K.Ł. A potem była ekranizacji kasowego filmu z Borysem Szycem w roli głównej. Jakie masz odczucia po premierze? Czy perspektywa bohatera jest ci bliska?

S.F. Nawet podobnie do mnie wyglądał,  gdy dokleili mu nos. Borys ma gadane i doświadczenie, a ja co? Umiem domy budować. Nie sądzę, aby moje czyny były jakoś specjalnie bohaterskie, no chyba, że chodzi o jednoczesne przewijanie lub karmienie trojaczków. A jak doszło do powstania filmu? Znów trochę przypadek. Książka Juttego stała się bardzo znana i zachwycił się nią Marek Koterski. Ot i cała historia.

Ze spotkania wychodzę uśmiechnięta. Jak często spotyka się ludzi pokroju Szczepana? Skromnych, prostolinijnych, wartych niejednej opowieści.

Szczepan stał się bogaty i sławny. Założył fundację „Alene-never” wspierającą sieroty i samotnych rodziców. 

KONIEC

Od autora

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili czas aby przeczytać Szczepana w krainie lodu! Mam nadzieję, że bawiliście się przynajmniej tak dobrze jak ja, pisząc tę… powieść? 

Powstawała ona na bieżąco, z tygodnia na tydzień. Często Szczepan był dla mnie utrapieniem, bo przecież nie jestem zawodowym pisarzem i nie mam żadnego literackiego warsztatu, co pewnie łatwo można zauważyć czytając jego dzieje. Dziękuję więc serdecznie także redaktorom i korektorom, Kasi, Sylwi oraz całej ekipie Razem, cierpliwie poprawiającym moje błędy merytoryczne, stylistyczne i ortograficzne. Dzięki wielkie ślę Fionie, która swoimi ilustracjami nadawała kolorytu temu „dziełu”. 

Poza wątkiem kryminalnym, większość przygód Szczepana wydarzyła się naprawdę, choć oczywiście nie jeden do jeden i nie jednej osobie. Tym wszystkim, którzy opowiadali mi swoje historie (w niektórych uczestniczyłem osobiście) wielkie, wielkie fenkju!

A, no i uważajcie na dziki!

Jutte Herrens 


Tu znajdziesz wszystkie przygody Szczepana:

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 1

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 2

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 3

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 4

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 5

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 6

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 7

Szczepan w kranie lodu. Odcinek 8

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 9

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 10

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 11

Szczepan w krainie lodu. Odcinek 12, prawie ostatni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *