Każdego dnia do norweskiej gospodarki trafia dodatkowe 1,33 miliarda koron, napędzane gwałtownym wzrostem cen ropy i gazu.
Wstrząsy na globalnych rynkach wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie przynoszą wyraźnych przegranych i nielicznych zwycięzców. Podczas gdy europejskie giełdy notują straty, a gospodarki uzależnione od importu energii zmagają się z rosnącymi kosztami, Norwegia doświadcza nieoczekiwanego boomu. Brytyjski Financial Times stwierdził, że Norwegia wychodzi najlepiej na wojnie na Bliskim Wschodzie.
Bogaci zyskują
Wojna, która destabilizuje światową gospodarkę, jednocześnie wzmacnia jedną z najbogatszych gospodarek Europy. Dochody Norwegii z eksportu ropy i gazu gwałtownie wzrosły od początku konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem. Według analiz rynkowych, cena ropy wzrosła z około 72 do niemal 97 dolarów za baryłkę, co przekłada się na dodatkowe 500 milionów koron dziennie dla Norwegii. Jeszcze większy wpływ ma rynek gazu — wzrost cen z 31,6 do 51 euro za megawatogodzinę generuje około 830 milionów koron dodatkowego dochodu każdego dnia. Szacuje się, że państwo zarabia obecnie o 1,33 miliarda koron dziennie więcej niż przed wybuchem wojny.
Do kasy państwa
Łącznie niemal 90 procent tych zysków trafia bezpośrednio do państwa — poprzez podatki i udziały w sektorze energetycznym.
Norweska giełda również odzwierciedla tę sytuację. Indeks OBX wzrósł o 17 procent, plasując kraj wśród najlepiej radzących sobie rynków rozwiniętych na świecie. W globalnym zestawieniu Norwegia zajmuje obecnie szóste miejsce na 92 analizowane indeksy.
Nie wszyscy jednak postrzegają tę sytuację jako powód do optymizmu, a historia pokazuje, że podczas wojny zyski koncentrują się w rękach nielicznych.
Ekonomiści zwracają uwagę, że wyższe ceny energii oznaczają również rosnącą inflację, droższe towary i potencjalnie wyższe stopy procentowe. Nawet w Norwegii, mimo rekordowych dochodów państwa, zwykli mieszkańcy mogą odczuć pogorszenie sytuacji finansowej.
Historyczne zakłócenie na rynku ropy
Jednym z kluczowych czynników wzrostu cen jest napięta sytuacja w cieśninie Ormuz — strategicznym szlaku transportowym, przez który zwykle przepływa około jedna piąta światowej ropy. Obecnie przepływ spadł do około 10 procent wcześniejszego poziomu, co wywołało największe zakłócenie dostaw w historii rynku.
Gdy globalne łańcuchy dostaw pękają, ceny energii rosną, a wraz z nimi napięcia gospodarcze na całym świecie.
Choć Norwegia korzysta na tej sytuacji, jej przywódcy zachowują ostrożność. Minister finansów podkreśla, że konflikt nie może być postrzegany jako ekonomiczna szansa.
– Wojna jest zawsze straszna. Ludzie giną, domy są niszczone, a ogromne wartości ulegają zniszczeniu – powiedział na konferencji prasowej.
Zaznaczył, że choć historycznie Norwegia czasami korzystała ekonomicznie na globalnych konfliktach – np. jako kraj żeglugowy podczas I wojny światowej czy jako producent surowców podczas kryzysów naftowych lat 70. – nie oznacza to, że tak jest teraz. Norwegia pozostaje bowiem gospodarką silnie uzależnioną od stabilności globalnej. A ta, w obliczu narastających napięć geopolitycznych, staje się coraz bardziej krucha.
Paradoks współczesnej gospodarki polega na tym, że zyski jednych krajów często rosną wprost proporcjonalnie do strat innych.
Wojna na Ukrainie również pomnożyła dochody Norwegii. Według Ministerstwa Finansów Norwegia zarobiła dodatkowe 1270 mld NOK na eksporcie gazu w latach 2022 i 2023 w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.
W tamtym okresie podczas sesji pytań w Stortingu premier Jonas Gahr Støre zaprzeczył analizie Ministerstwa Finansów. Stwierdził, że „nie zgadza się z analizą” i stanowczo odrzucił zarzuty, jakoby kraj zarabiał kosztem wojny.
