Norweska scena polityczna przechodzi jedną z największych zmian od wielu lat. Jeszcze kilka lat temu to konserwatywna Høyre była naturalnym liderem centroprawicy, a Fremskrittspartiet (FrP) pełniło rolę młodszego partnera. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Najnowszy sondaż opublikowany przez VG pokazuje, że FrP osiąga rekordowe 33,3 proc. poparcia, podczas gdy Høyre spada do zaledwie 12,5 proc. Oznacza to, że partia Sylvi Listhaug ma niemal trzykrotnie większe poparcie od ugrupowania Erny Solberg. Według komentatorów politycznych, gdyby wybory odbyły się dziś, byłby to najgorszy wynik Høyre od zakończenia II wojny światowej.
Skąd bierze się sukces FrP?
Eksperci wskazują kilka przyczyn. Jedną z nich może być fakt, że po latach wysokiej inflacji, wzrostu kosztów życia, droższej energii i debat o podatkach wielu wyborców szuka prostszych i bardziej radykalnych rozwiązań. A FrP konsekwentnie promuje niższe podatki i ograniczenie wydatków państwa, z czym wiąże się również zaostrzenie polityki migracyjnej oraz ograniczenie biurokracji. Sylvi Listhaug skutecznie przedstawia partię jako alternatywę zarówno dla rządu Partii Pracy (Ap), jak i dla bardziej umiarkowanej Høyre.
W analizach norweskich mediów często pojawia się zarzut, że Høyre znalazła się „pomiędzy” wyborcami centrum a bardziej konserwatywnym elektoratem. Dla części wyborców partia Erny Solberg jest zbyt podobna do rządzącej Partii Pracy w kwestiach gospodarczych i energetycznych. Z kolei bardziej prawicowi wyborcy przechodzą do FrP, która oferuje bardziej jednoznaczny przekaz.
Norwescy komentatorzy zauważają podobieństwo do sytuacji w wielu krajach Europy, gdzie partie prawicowo-populistyczne rosną kosztem tradycyjnych partii konserwatywnych.
Podobne procesy można było obserwować m.in. w Szwecji, Holandii czy we Włoszech. FrP staje się głównym beneficjentem niezadowolenia społecznego, szczególnie poza największymi miastami.
Nie wszystkie badania są aż tak spektakularne jak najnowszy sondaż VG, ale wszystkie pokazują ten sam trend.
W maju br. badania wskazywały że FrP może liczyć na poparcie między 29 a 33 proc. wyborców, na drugim miejscu z wynikiem około 23 proc. znajduje się socjaldemokratyczna Ap, a na trzecim Høyre z poparciem 15-18 proc. badanych. Inne partie jak MDG, Rødt, SP, SV popierane są przez około 6-5 proc. społeczeństwa.
Jednakże paradoksalnie rekordowe wyniki nie gwarantują FrP przejęcia władzy. Norweska polityka opiera się na koalicjach, a tutaj pojawia się problem. Tradycyjny i może bardziej naturalny sojusz Høyre–FrP raczej się nie sprawdzi.
Po wyborach 2025 r. liberalna Venstre przeprowadziła głęboką analizę i doszła do wniosku, że jej wyborcy nie chcą bliskiej współpracy z FrP. Liderka partii Guri Melby coraz częściej mówi o współpracy ponad blokami politycznymi, a nawet nie wyklucza bliższych relacji z Partią Pracy.
Chrześcijańscy Demokraci (KrF) mogą wspierać część postulatów FrP, ale różnice w polityce społecznej i migracyjnej pozostają znaczące i nie gwarantują koalicji.
Jednym z najbardziej prawdopodobnych wariantów jest ten, że FrP stanie się największą partią prawicy, a Sylvi Listhaug nie będzie już partnerem Erny Solberg, lecz liderką całego obozu centroprawicowego.
Innym wariantem może być powstanie szerokiej koalicji centrowej – już dziś pojawiają się spekulacje o współpracy Ap, Høyre, Venstre i części partii centrum w kluczowych sprawach gospodarczych, podatkowych czy bezpieczeństwa. Dyskusja o ponadpartyjnym porozumieniu podatkowym jest już prowadzona w Oslo.
Inną możliwą alternatywą jest trwała przebudowa norweskiej polityki – niektórzy analitycy wskazują, że tradycyjny podział „Ap kontra Høyre” już przestaje dominować. Coraz bardziej widoczny staje się nowy konflikt pomiędzy partiami establishmentowymi jak Ap, Høyre, Venstre, a partiami antysystemowymi, do któych zaliczyć można FrP, częściowo SP i Rødt.
Taki układ przypomina procesy obserwowane w wielu innych krajach europejskich.
Jeżeli obecny trend utrzyma się przez kolejne miesiące, Sylvi Listhaug może na stałe przejąć pozycję liderki norweskiej prawicy. Jednocześnie droga FrP do realnej władzy pozostaje skomplikowana, ponieważ sukces wyborczy nie oznacza automatycznie zdolności do zbudowania większości parlamentarnej. Wygranym będzie ten, kto stworzy stabilny rząd w coraz bardziej podzielonej Norwegii.
