Norweska branża budowlana znalazła się w poważnym kryzysie. Sprzedaż nowych mieszkań spadła do historycznie niskiego poziomu, przedsiębiorstwa mają coraz mniej zleceń, a część z nich pozbywa się maszyn, aby zdobyć pieniądze na bieżące wypłaty. Choć statystyki upadłości mogą sugerować poprawę sytuacji, przedstawiciele branży ostrzegają: rzeczywistość jest znacznie gorsza. Dla Polaków pracujących w Norwegii to szczególnie ważna wiadomość.
– Firmy sprzedają maszyny budowlane, żeby mieć pieniądze na wynagrodzenia – mówi w rozmowie z E24 Sverre Huse-Fagerlie z Maskinentreprenørenes Forbund (MEF), organizacji zrzeszającej przedsiębiorstwa z branży budowlanej i robót ziemnych.
Według niego sytuacja pogorszyła się w ciągu ostatniego roku. Zlecenia wprawdzie są, ale w wielu miejscach koncentrują się wokół największych przedsiębiorstw i dużych kontraktów. Mniejsze firmy coraz częściej walczą o przetrwanie.
Problem potwierdza również Norweski Związek Przedsiębiorców Budowlanych (Byggmesterforbundet). Jego dyrektor Harald Hansen mówi E24, że wielu przedsiębiorców obawia się zamknięcia działalności. Nie zawsze kończy się to formalnym bankructwem – część właścicieli po prostu likwiduje firmy, ponieważ nie ma dla nich wystarczająco dużo pracy.
Rekordowo słaba sprzedaż nowych mieszkań
Jednym z najważniejszych powodów problemów jest sytuacja na rynku nowych mieszkań.
Dane Norweskiego Stowarzyszenia Budownictwa Mieszkaniowego (Boligprodusentenes Forening) pokazują, że sprzedaż nowych mieszkań w drugim kwartale 2026 roku była najniższa dla tego okresu od rozpoczęcia kwartalnych pomiarów w 1999 roku. Również czerwcowa sprzedaż była najniższa od rozpoczęcia miesięcznych pomiarów w 2010 roku.
W drugim kwartale sprzedano 3069 nowych mieszkań i domów – o 18 procent mniej niż rok wcześniej. W przypadku samych mieszkań spadek wyniósł aż 31 procent
– Rynek nowych mieszkań jest w kryzysie – ocenia Maria Hoff, pełniąca obowiązki dyrektora Boligprodusentenes Forening.
Problem jest tym poważniejszy, że Norwegia potrzebuje znacznie więcej mieszkań. Według najnowszych obliczeń średnie roczne zapotrzebowanie na lata 2026–2030 wynosi 28 194 mieszkania. Największego wzrostu potrzeb mieszkaniowych oczekuje się m.in. w Oslo, regionach Akershus i Rogaland.
Budownictwo zwalnia od 2023 roku
Problemy widać również w oficjalnych danych norweskiego Urzędu Statystycznego (Statistisk sentralbyrå, SSB). Aktywność w budownictwie i infrastrukturze spadła w drugim kwartale 2026 roku o około 1,1 procenta w porównaniu z poprzednim kwartałem. W czerwcu była o około 1,8 procent niższa niż rok wcześniej. SSB wskazuje, że tendencja spadkowa w branży utrzymuje się od początku 2023 roku.
Za kryzysem stoją m.in. wysokie koszty budowy, drogie finansowanie i osłabiony popyt. W efekcie firmy konkurują o mniejszą liczbę zleceń, a marże przy dostępnych kontraktach są niewielkie.
Paradoks: liczba bankructw spada
Na pierwszy rzut oka dane o upadłościach mogą wyglądać optymistycznie. Według informacji przytoczonych przez E24 liczba bankructw w sektorze budowlanym i infrastrukturalnym od początku roku była o około 9 procent niższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Spadła również liczba spraw windykacyjnych.
Nie oznacza to jednak, że branża wychodzi z kryzysu.
Morten Trasti z firmy Intrum zwraca uwagę, że wcześniej doszło już do „odsiania” części przedsiębiorstw. Firm jest mniej, a poziom aktywności pozostaje niższy niż wcześniej. Dlatego mniejsza liczba bankructw nie musi oznaczać poprawy rentowności całej branży.
Dane SSB pokazują skalę problemu: w drugim kwartale 2026 roku w sektorze budowlanym i infrastrukturalnym otwarto 237 postępowań upadłościowych. W pierwszym kwartale było ich 250.
Jednocześnie nie wszystkie problemy przedsiębiorstw trafiają do statystyk upadłości. MEF obserwuje firmy, które decydują się zakończyć działalność, zanim dojdzie do formalnego bankructwa.
Ludzie odchodzą z budownictwa
Kryzys zaczyna być widoczny także na rynku pracy. Według SSB w IV kwartale 2025 roku w norweskim budownictwie i infrastrukturze pracowało 232 945 osób. To o 1,9 procent mniej niż rok wcześniej.
Przedstawiciele branży obawiają się jednak nie tylko zwolnień. Problemem jest również odpływ fachowców.
Budowlańcy, którzy nie znajdują wystarczająco dużo pracy, przechodzą do innych sektorów. Harald Hansen z Byggmesterforbundet zwraca uwagę, że wykwalifikowany rzemieślnik może stosunkowo łatwo znaleźć inne zatrudnienie. Kiedy rynek budowlany ponownie ruszy, odzyskanie tych pracowników może być bardzo trudne.
Pojawia się też kolejny problem: brakuje miejsc dla uczniów odbywających praktyczną część kształcenia zawodowego. Część młodych ludzi rozpoczynających naukę zawodu może mieć trudności z jej ukończeniem, ponieważ przedsiębiorstwa ograniczające działalność nie przyjmują praktykantów.
Co to oznacza dla Polaków w Norwegii?
Dla polskiej społeczności sytuacja w budownictwie jest szczególnie istotna. Budownictwo od wielu lat jest jednym z sektorów norweskiej gospodarki silnie związanych z pracownikami pochodzącymi z Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Dlatego kryzys nie musi objawiać się wyłącznie spektakularnymi bankructwami dużych przedsiębiorstw. Dla pracowników pierwszym sygnałem może być mniejsza liczba zleceń, brak nadgodzin, krótsze kontrakty, permittering, redukcja etatów albo konieczność szukania zatrudnienia w innej branży.
Szczególnie narażone mogą być osoby zatrudnione w mniejszych przedsiębiorstwach zajmujących się budową nowych domów i mieszkań. Nieco inaczej wygląda sytuacja w części rynku remontowego oraz przy dużych inwestycjach infrastrukturalnych. Byggmesterforbundet wskazuje też na różnice regionalne – nieco lepsza sytuacja widoczna jest na zachodzie kraju, m.in. w Rogaland.
Dzisiaj problemem jest brak pracy. Jutro może nim być brak fachowców
Kryzys budowlany może mieć konsekwencje znacznie wykraczające poza samą branżę. Jeżeli kolejne firmy znikną z rynku, a doświadczeni fachowcy przejdą do innych zawodów, Norwegia może mieć problem w momencie, gdy popyt na nowe mieszkania ponownie wzrośnie. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy już teraz powstaje znacznie mniej mieszkań, niż wynika z prognozowanego zapotrzebowania. Boligprodusentenes Forening ostrzega, że zbyt mała liczba nowych inwestycji dzisiaj może w przyszłości oznaczać mniej dostępnych mieszkań, większą presję na rynek najmu i wzrost cen.
Dlatego spadająca liczba bankructw nie powinna uspokajać. Norweskie budownictwo może przechodzić mniej widoczny, ale bardzo poważny proces: firm jest coraz mniej, zleceń brakuje, a pracownicy i kompetencje odpływają do innych branż.
