Dla wielu Polaków mieszkających dziś w Norwegii historia obecności naszych rodaków w tym kraju zaczyna się od emigracji zarobkowej ostatnich dwóch dekad. Tymczasem polskie ślady w Norwegii sięgają znacznie dalej.
Podczas II wojny światowej polscy żołnierze, marynarze i lotnicy walczyli na norweskiej ziemi, w głębi norweskich fiordów i nad norweskim niebem. Za wielkimi wydarzeniami historycznymi kryją się konkretni ludzie – ich odwaga, poświęcenie i często tragiczne losy.
Generał Zygmunt Bohusz-Szyszko – dowódca spod Narwiku

Gdy w kwietniu 1940 roku Niemcy zaatakowali Norwegię, alianci rozpoczęli operację mającą odzyskać kontrolę nad strategicznym portem Narwik. Wśród wysłanych tam sił znalazła się Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich dowodzona przez generała Zygmunta Bohusza-Szyszkę.
Podhalańczycy walczyli w wyjątkowo trudnych warunkach arktycznych, zdobywając niemieckie pozycje w górach otaczających Narwik. Ich działania odegrały ważną rolę w odzyskaniu miasta 28 maja 1940 roku – było to jedno z pierwszych alianckich zwycięstw nad Wehrmachtem podczas wojny.
Dziś nazwisko Bohusza-Szyszki jest nierozerwalnie związane z polskim wkładem w obronę Norwegii. W Narwiku regularnie odbywają się uroczystości upamiętniające żołnierzy jego brygady.
Kapitan Józef Roman Utnicki – Polak odznaczony przez króla Norwegii

Jednym z bohaterów kampanii norweskiej był kapitan Józef Roman Utnicki.
Walczył w szeregach Brygady Podhalańskiej podczas walk o Narwik. Za swoją odwagę został odznaczony polskim Orderem Virtuti Militari. Co jednak szczególnie interesujące z perspektywy polsko-norweskiej historii – znalazł się w niewielkim gronie Polaków wyróżnionych przez króla Haakona VII norweskim Krzyżem Wojennym z Mieczem.
To jedno z najwyższych norweskich odznaczeń wojskowych ustanowione w 1941 roku, a przyznawane za odważne czyny lub wybitne dowództwo podczas walki. Wśród odznaczonych znajduje się 12 Polaków walczących w obronie Norwegii w 1940 roku. Otrzymywali je wyłącznie ci, którzy wykazali się wyjątkowym bohaterstwem.
Komandor Aleksander Hulewicz i tragedia ORP „Grom”
Nie tylko żołnierze lądowi walczyli o Norwegię. Na wodach fiordów działały również polskie okręty.
Jednym z nich był nowoczesny niszczyciel ORP „Grom”, dowodzony przez komandora Aleksandra Hulewicza. Okręt brał udział w operacjach wspierających alianckie działania pod Narwikiem. Niemcy szybko dostrzegli zagrożenie, jakie stanowiła polska jednostka. 4 maja 1940 roku podczas operacji w fiordzie Rombakken „Grom” został zaatakowany przez niemieckie bombowce.

Jedna z bomb trafiła bezpośrednio w okręt. Nastąpiła potężna eksplozja. Zginęło 59 polskich marynarzy.
Wrak ORP „Grom” do dziś spoczywa na dnie norweskiego fiordu i pozostaje jednym z najważniejszych polskich miejsc pamięci wojennej poza granicami kraju.
Załoga ORP „Błyskawica” – bohaterowie Morza Północnego
Drugim symbolem polskiej obecności na północnych wodach była ORP „Błyskawica”.
Kiedy w kwietniu 1940 roku Niemcy zaatakowali Norwegię, na północne wody skierowano jeden z najnowocześniejszych okrętów alianckich – zbudowany w Wielkiej Brytanii polski niszczyciel ORP „Błyskawica”. Wraz ze swoim bliźniaczym okrętem ORP „Grom” stał się postrachem niemieckich wojsk walczących w rejonie Narwiku.
Okręt wyróżniał się dużą prędkością, silnym uzbrojeniem artyleryjskim i nowoczesną konstrukcją. Dzięki temu mógł skutecznie wspierać działania wojsk lądowych operujących w trudnym terenie północnej Norwegii.
Od końca kwietnia 1940 roku „Błyskawica” prowadziła działania bojowe w rejonie Narwiku. W okresie kampanii norweskiej dowódcą okrętu był komandor porucznik Jerzy Umecki. Pod jego dowództwem jednostka prowadziła działania patrolowe i bojowe przeciwko niemieckim siłom w Norwegii Na pokładzie służyło ponad 180 marynarzy – artylerzystów, sygnalistów, mechaników i radiotelegrafistów.

Dziś ORP „Błyskawica”, zacumowana jako okręt-muzeum w Gdyni, jest nie tylko zabytkiem techniki wojskowej. Jest także pływającym pomnikiem polsko-norweskiego braterstwa broni i świadectwem odwagi marynarzy, którzy walczyli w fiordach Narwiku ponad osiemdziesiąt lat temu.
Franciszek Sobkowiak – piłkarz, który został lotnikiem
Jedną z najbardziej niezwykłych postaci związanych z Norwegią był Franciszek Sobkowiak.
Przed wojną był reprezentantem Polski w piłce nożnej i zawodnikiem Warty Poznań. Po klęsce wrześniowej przedostał się na Zachód, gdzie został pilotem Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.

W 1942 roku uczestniczył w specjalnej misji lotniczej związanej z pomocą dla polskiego ruchu oporu. Jego samolot został zestrzelony podczas lotu nad okupowaną Norwegią.
Sobkowiak zginął mając zaledwie 31 lat. W nocy z 29 na 30 października 1942 roku samolot Halifax NF-S (W7773), którym leciał, rozbił się w okolicach Egersund. Na pokładzie znajdowała się cała załoga oraz trzech cichociemnych, przygotowywanych do działań w okupowanej Polsce. Za swoje zasługi został pośmiertnie odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy. Spoczywa wraz z towarzyszami broni we wspólnym grobie na cmentarzu w Egersund.
Polscy lotnicy nad norweskim wybrzeżem
Wielu polskich pilotów służących w Royal Air Force wykonywało loty bojowe nad Norwegią. Wśród nich byli między innymi piloci słynnych polskich dywizjonów myśliwskich i bombowych. Patrolowali Morze Północne, prowadzili ataki na niemiecką żeglugę czy ochraniali konwoje arktyczne. Nie wszyscy przeszli do historii jako znani bohaterowie. Wielu z nich pozostaje dziś bezimiennych dla szerokiej publiczności, choć ryzykowali życie niemal każdego dnia.
Król Haakon VII i pamięć o Polakach
W historii polsko-norweskiej warto wspomnieć także o człowieku, który nie był Polakiem, ale odegrał ważną rolę w zachowaniu pamięci o polskich bohaterach.

Król Haakon VII, symbol norweskiego oporu wobec niemieckiej okupacji, wielokrotnie podkreślał zasługi polskich żołnierzy walczących w Norwegii.
To właśnie za jego panowania przyznawano polskim uczestnikom kampanii norweskiej wysokie odznaczenia wojskowe. Był to wyraz wdzięczności Norwegii wobec narodu, który mimo własnej tragedii znalazł siłę, by walczyć także o wolność innych.
Wspólne dziedzictwo
Historie generała Zygmunta Bohusza-Szyszki, kapitana Józefa Romana Utnickiego, komandora Aleksandra Hulewicza, Jerzego Umeckiego czy lotnika Franciszka Sobkowiaka pokazują, że polsko-norweskie relacje nie są jedynie efektem współczesnej migracji. To także wspólna historia wojennego braterstwa, budowana przez ludzi, którzy w najtrudniejszych chwilach XX wieku stanęli po tej samej stronie.
Dlatego, pamiętajmy, że nasi rodacy byli obecni w historii tego kraju na długo przed otwarciem granic i współczesną emigracją. Walczyli tutaj, ginęli tutaj i pozostawili po sobie ślad, który do dziś jest pamiętany w Narwiku, w norweskich fiordach i na wojennych cmentarzach rozsianych po całym kraju.
Ich historie są częścią zarówno polskiej, jak i norweskiej pamięci narodowej – i warto je opowiadać kolejnym pokoleniom.
