Jeszcze kilka lat temu media społecznościowe były pełne smoothie bowls, mleka owsianego i przepisów na wegańskie burgery. Dziś algorytmy pokazują coś zupełnie innego: steki, chleb na zakwasie, warzywa prosto z pola. A pomiędzy nimi uśmiechnięty Erling Braut Haaland z talerzem pełnym jedzenia.
I tak w Norwegii rodzi się nowy styl życia, dla niektórych ma już własną nazwę: „norsketarianizm”. To sposób myślenia: jedz lokalnie, wybieraj żywność jak najmniej przetworzoną, kupuj od rolników, wracaj do smaków swoich przodków.
Powrót do przeszłości
Przez lata Norwegowie zachwycali się tym, co przyjeżdżało z zagranicy. Pizza, kebab, sushi czy tacos codziennie trafiały na norweskie stoły. Później przyszła fala wegetarianizmu. Szczególnie młodzi ludzie, zwłaszcza młode kobiety, zaczęli rezygnować z mięsa, kierowani troską o klimat i zwierzęta.
Ale trendy szybko się zmieniają.
Dziś coraz więcej młodych ludzi odkrywa coś, co przez dekady wydawało się zwyczajne: ziemniaki z lokalnego gospodarstwa, fermentowane warzywa, masło, sery, chleb pieczony na zakwasie i mięso kupowane bezpośrednio od producenta.
Jak zauważa badaczka żywienia Annechen Bahr Bugge, cytowana przez NRK, to właśnie przeszłość stała się dla młodego pokolenia czymś nowym i egzotycznym.
Efekt Haalanda
Współcześnie wpływ na wiele decyzji posiadają „influencerzy”.
Dla pokolenia Z jednym z nich jest bez wątpienia Erling Braut Haaland.
Na Instagramie śledzi go blisko 70 milionów osób. Pokazuje treningi, życie codzienne, a coraz częściej również to, co ląduje na jego talerzu. Mówi o kupowaniu produktów bezpośrednio od rolników, zachwala norweskie warzywa korzeniowe, nie ukrywa, że je dużo mięsa.
To wystarczy, by miliony młodych ludzi zaczęły patrzeć na jedzenie inaczej.
Haaland stał się twarzą prostoty, lokalności i powrotu do korzeni. Oraz mięsożerności.
Czy to pod wpływem jego popularności coraz więcej wegetarian wraca do mięsa?
Zmęczenie ograniczeniami
Statystyki pokazują zmianę nastrojów.
Jeszcze pięć lat temu niemal co trzeci Norweg deklarował chęć ograniczenia spożycia mięsa. Dziś robi to już niespełna co piąty. Ludzie chcą jedzenia wyprodukowanego lokalnie, bez przemysłowej obróbki.
To w przenośni, ale i dosłownie – powrót do korzeni – zwłaszcza jeśli spojrzymy na talerze Norwegów z marchewką wykopaną kilka kilometrów od domu.
