126 dzieci w Stavanger i Sandnes mieszkało w ubiegłym roku z rodzicami uznanymi za osoby bezdomne. To więcej niż w Oslo. Najnowsze dane pokazują problem, który coraz częściej nie dotyczy wyłącznie osób znajdujących się na marginesie społecznym. Wśród rodzin bez stałego miejsca zamieszkania są także osoby pracujące. Rosnące ceny najmu i coraz trudniejszy dostęp do mieszkań sprawiają, że część rodzin potrzebuje pomocy NAV, aby mieć gdzie mieszkać.
Dane opublikowane 1 września przez Stavanger Aftenblad zwracają uwagę na skalę problemu w dwóch sąsiadujących ze sobą miastach Rogalandu. W Stavanger i Sandnes w 2025 roku 126 dzieci mieszkało razem z rodzicami znajdującymi się w sytuacji bezdomności. Łącznie było ich więcej niż w znacznie większym Oslo.
Nie oznacza to jednak, że 126 dzieci spało na ulicach. Norweskie pojęcie bostedsløs jest znacznie szersze.
Bezdomność w Norwegii nie musi oznaczać życia na ulicy
Do osób bezdomnych (bostedsløse) zalicza się również ludzi, którzy nie mają własnego, stałego miejsca zamieszkania i przebywają tymczasowo między innymi w lokalach interwencyjnych albo u znajomych czy rodziny.
To bardzo ważne w przypadku rodzin z dziećmi. Ich kryzys mieszkaniowy może być na pierwszy rzut oka niewidoczny: rodzina ma dach nad głową, ale nie ma miejsca, które może nazwać swoim domem.
Najnowsze badanie NIBR pokazuje, że w całej Norwegii w 2025 roku 244 dorosłych było bezdomnych razem ze swoimi małoletnimi dziećmi. Towarzyszyło im łącznie 499 dzieci. W 2020 roku takich dzieci było 142.
Oznacza to ponad trzykrotny wzrost w ciągu pięciu lat.
Bezdomność dotyka również osoby pracujące. Niemal co trzeci rodzic objęty badaniem utrzymywał się głównie z dochodów z pracy, a mimo to nie miał wraz z rodziną stałego miejsca zamieszkania. Ponad 40 procent rodzin korzystało z tymczasowego zakwaterowania, a dla około 60 procent bezdomność była nowym, nagłym problemem.
To pokazuje, że utrata stabilnego miejsca zamieszkania nie zawsze jest konsekwencją wieloletniego wykluczenia.
Stavanger: liczba bezdomnych wzrosła o niemal 78 procent
Sytuacja w Stavanger jest szczególnie niepokojąca.
W przeprowadzonym w 2025 roku badaniu zarejestrowano tam 185 osób bezdomnych, podczas gdy w 2020 roku było ich 104. To wzrost o 77,9 procenta.
W Sandnes odnotowano natomiast 156 osób – wobec 140 pięć lat wcześniej.
Dla porównania w całej Norwegii liczba osób bezdomnych wzrosła w tym okresie o 26 procent – do 4197 osób.
Samo Stavanger wyróżnia się także dużą liczbą rodzin. Według raportu NIBR 38 procent zarejestrowanych tam osób bezdomnych ma dzieci, a niemal połowa z tej grupy przebywała w sytuacji bezdomności razem z małoletnimi dziećmi. Naukowcy doliczyli się w Stavanger co najmniej 75 takich dzieci.
Dlaczego rodzinom coraz trudniej znaleźć mieszkanie?
Problem nie sprowadza się wyłącznie do wysokości dochodów. NAV wskazuje, że w wielu częściach kraju coraz większą rolę odgrywa prywatny rynek najmu, wysokie ceny mieszkań i wzrost kosztów życia.
Z badań dotyczących pomocy mieszkaniowej NAV wynika, że większość ankietowanych urzędów obserwowała zwiększone zapotrzebowanie na tymczasowe zakwaterowanie.
Pojawiły się także nowe grupy osób potrzebujących pomocy, które wcześniej radziły sobie samodzielnie. Przy dużej konkurencji na rynku właściciele mieszkań mogą wybierać najemców, przez co osoby o słabszej sytuacji ekonomicznej mają jeszcze mniejsze szanse na podpisanie umowy.
Problem jest więc szerszy niż klasycznie rozumiana bezdomność: rodzina może mieć dochody, ale jednocześnie nie być w stanie znaleźć mieszkania, którego właściciel zechce je wynająć i którego czynsz będzie możliwy do udźwignięcia.
Co może zrobić NAV, gdy rodzina nie ma gdzie mieszkać?
Jeśli osoba lub rodzina nie ma miejsca, w którym może spać i przebywać przez najbliższą dobę, powinna skontaktować się z NAV.
NAV ma obowiązek pomóc znaleźć tymczasowe miejsce zamieszkania osobie, która nie jest w stanie zrobić tego samodzielnie. Dotyczy to również sytuacji, gdy ktoś tymczasowo mieszka u rodziny, znajomych lub przyjaciół.
Tymczasowe zakwaterowanie może wyglądać różnie w zależności od gminy, NAV ma jednak obowiązek ocenić, czy proponowane miejsce jest odpowiednie do potrzeb konkretnej osoby lub rodziny i czy ma właściwy standard. Co ważne, midlertidig botilbud ma być rozwiązaniem kryzysowym, a nie mieszkaniem na wiele miesięcy.
Jeżeli rodziny nie stać na pokrycie kosztów takiego zakwaterowania, może również wystąpić o økonomisk sosialhjelp – pomoc socjalną.
Problem w tym, że mieszkań zaczyna brakować
W praktyce znalezienie odpowiedniego miejsca nie zawsze jest proste. W badaniu dotyczącym działania NAV prawie połowa ankietowanych urzędów przyznała, że zdarzają się sytuacje, w których nie udaje się znaleźć tymczasowego zakwaterowania nawet dla osoby, wobec której wydano decyzję przyznającą taką pomoc.
Pracownicy NAV wskazywali również na problemy z jakością części lokali. Jako jedno z najważniejszych rozwiązań wymieniano zwiększenie liczby mieszkań komunalnych.
Sandnes już wcześniej wskazywało na rosnący problem. W sprawozdaniu za 2025 rok gmina pisała, że ubóstwo stanowi coraz większe wyzwanie zarówno na NAV, jak i urzędu miasta. Lista gospodarstw domowych oczekujących na mieszkanie komunalne wzrosła w ciągu roku z 66 do 80.

Państwo mówi o „bardzo poważnym rozwoju sytuacji”
Co trzeba podkreślić, to fakt, że problem nie dotyczy wyłącznie Rogalandu. W całej Norwegii liczba osób bezdomnych wzrosła po raz pierwszy od 2012 roku. Szczególny niepokój rządu wywołuje sytuacja rodzin.
Minister samorządu i rozwoju regionalnego Bjørnar Skjæran nazwał wzrost bezdomności bardzo poważnym zjawiskiem i przypomniał, że celem państwa jest sytuacja, w której nikt nie pozostaje bezdomny, a umieszczanie dzieci i młodzieży w tymczasowych miejscach zakwaterowania powinno następować jedynie wyjątkowo.
W związku z tym Husbanken ma współpracować bezpośrednio z gminami nad rozwiązaniami dla rodzin znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji.
Dom staje się dobrem coraz trudniej dostępnym
Dane ze Stavanger i Sandnes pokazują jeszcze jeden aspekt norweskiego kryzysu mieszkaniowego.
Bezdomność nie zawsze zaczyna się na ulicy. Czasami zaczyna się od wypowiedzenia umowy najmu, podwyżki czynszu albo kolejnych odmów właścicieli mieszkań. Później jest kilka tygodni u znajomych, tymczasowy lokal opłacany przez NAV i kolejne poszukiwania mieszkania.
Dla dorosłych jest to kryzys ekonomiczny i organizacyjny. Dla dzieci oznacza życie bez pewności, gdzie będą mieszkały za kilka tygodni.
A fakt, że w Stavanger i Sandnes takich dzieci było w ubiegłym roku 126 – więcej niż w Oslo – pokazuje, że problem mieszkaniowy w Rogaland przestał być marginalnym zjawiskiem.
