Gwiazda Manchesteru City i elektryk z Polski od lat toczą osobliwy spór sądowy. Teraz sprawa przenosi się na kolejny szczebel – przed sąd Unii Europejskiej.
Polski elektryk z Osloi zarejestrował znak towarowy „Haaland” kilka tygodni po głośnym transferze piłkarza do Manchesteru City. Twierdzi, że nie znał nazwiska napastnika. Nazwę miał wymyślić sam. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) dwukrotnie mu nie uwierzył. Teraz sprawą zajmie się Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu.
Po drugiej stronie stoi Erling Braut Haaland, 26-letni napastnik Manchesteru City.
Znak zarejestrowany w 2022 roku
Obywatel Polski zarejestrował unijny znak „HAALAND” w 2022 roku. Haaland zamieniał wtedy Borussię Dortmund na Manchester City. Rejestracja obejmowała 16 klas towarów, m.in. odzież sportową, buty, batony proteinowe i napoje energetyczne. Tak wynika z omówień sprawy przygotowanych przez kancelarię Graś i Wspólnicy oraz holenderską kancelarię Chiever.
Według Soccerway, powołującego się na TV 2, 8 września 2022 roku 29-letni mieszkaniec Oslo zarejestrował znak „Haaland” także w norweskim urzędzie patentowym, Patentstyret. Latem 2023 roku urząd odrzucił wniosek piłkarza o zarejestrowanie znaku „Erling Haaland”. Uznał go za zbyt podobny do wcześniejszego.
W 2023 roku Haaland zgłosił swoje imię i nazwisko jako znak towarowy w UE. Właściciel znaku „HAALAND” złożył sprzeciw. Dopiero wtedy piłkarz miał dowiedzieć się o wcześniejszej rejestracji. Jego pełnomocnicy wnieśli do EUIPO o unieważnienie polskiego znaku. Zarzucili właścicielowi działanie w złej wierze i chęć zarobku na sławnym nazwisku.
„Hala” i „land”
Polak przekonywał, że nie śledzi piłki nożnej, a w 2022 roku nie znał Haalanda, bo zagraniczne ligi są w Polsce dostępne tylko w płatnej telewizji. Nazwa miała powstać z polskiego słowa „hala” i angielskiego „land”. Na późniejszym etapie wyjaśniał, że to skrót od „High Advanced Activity Land”. Pod tą nazwą zamierzał zbudować „imperium biznesowe”.
Wydział Unieważnień EUIPO uznał te wyjaśnienia za niewiarygodne i w 2025 roku unieważnił znak. Polak się odwołał.
20 maja 2026 roku Izba Odwoławcza EUIPO podtrzymała decyzję. Wskazała m.in., że w słowie „hala” nie ma podwójnego „a”, charakterystycznego dla norweskiej pisowni nazwiska piłkarza.
Lewandowski jako dowód
Kluczowy okazał się wątek Roberta Lewandowskiego. Pełnomocnicy Haalanda przedstawili artykuły z polskich mediów z lat 2020–2022. Porównywały one obu napastników: ich wyniki, trofea i liczbę goli w Bundeslidze.
„Nie do wyobrażenia jest, że właściciel znaku nie znał nazwiska i sławy wnioskodawcy” – napisała Izba Odwoławcza. Decyzję cytuje Islandzki Urząd Własności Intelektualnej.
Izba zastrzegła przy tym, że samo zarejestrowanie nazwiska znanej osoby nie oznacza automatycznie złej wiary. O wyniku zdecydowały okoliczności tej konkretnej sprawy.
Skarga do sądu UE
Polak złożył skargę do Sądu UE w ostatnich dniach przed upływem terminu. Termin rozprawy nie został wyznaczony. Do czasu rozstrzygnięcia decyzja o unieważnieniu znaku nie jest ostateczna.
Mężczyzna odmówił rozmowy z mediami – informuje TV 2.
Stawka dla piłkarza jest wysoka. Portal Transfermarkt wycenia jego wartość rynkową na 220 mln euro
Co to jest „zła wiara”? Unijne prawo pozwala unieważnić znak towarowy zgłoszony w złej wierze (art. 59 ust. 1 lit. b rozporządzenia o znaku towarowym UE). Chodzi o sytuację, w której ktoś rejestruje znak nie po to, by uczciwie z niego korzystać, ale by zablokować innych albo zarobić na cudzej renomie. Urząd ocenia to na podstawie okoliczności, np. czasu zgłoszenia i wiedzy zgłaszającego o cudzym nazwisku czy marce.
