Czwartkowa awaria Telenora utrudniła kontakt ze służbami ratunkowymi i doprowadziła do zatrzymania pociągów w Norwegii. Choć połączenia przywrócono jeszcze tego samego dnia, pozostały pytania o bezpieczeństwo sieci i skalę skutków.
Nasjonal kommunikasjonsmyndighet (Nkom) zapowiada kontrolę operatora, a Bane NOR wyjaśniło, dlaczego sprawny kontakt z maszynistami nie wystarczył, żeby kontynuować jazdę pociągów.
O pierwszych problemach z połączeniami pisaliśmy w czwartek na razem.no. Wtedy trwało jeszcze ustalanie, jak rozległa jest awaria. Dziś wiadomo więcej o jej przebiegu i o tym, dlaczego problem jednego operatora wpłynął na działanie usług, z których korzystają także klienci innych sieci.
Według komunikatu Telenora usterka pojawiła się 8 października o 15.15. Część połączeń między klientami operatora oraz do i z innych sieci nie dochodziła do skutku. Operator poinformował, że ruch wrócił do normy o 17.25. Przywrócenie usług nie oznaczało jednak zakończenia wyjaśniania przyczyn awarii.
Dlaczego zatrzymano pociągi
Najlepiej skalę zależności od łączności pokazuje sytuacja na kolei. W wyjaśnieniu zaktualizowanym 9 października Bane NOR podał, że jego własny system telefoniczny działał, a dyspozytorzy mieli kontakt z maszynistami. Problemem była niepewność, czy policja i mieszkańcy zdołają przekazać informacje o osobach lub innych zagrożeniach na torach. Ograniczona mogła być też komunikacja w razie poważnego zdarzenia.
Pociągi skierowano z ograniczoną prędkością do najbliższych stacji i tam zatrzymano. Ruch wznowiono, kiedy w porozumieniu z właściwymi służbami uznano, że sieć jest dostatecznie stabilna. Bane NOR zapowiedział ocenę własnego postępowania. Ta decyzja pokazuje, że do bezpiecznej jazdy potrzebny jest również kontakt z otoczeniem kolei, nawet jeśli dyspozytor nadal może porozumieć się z osobą prowadzącą pociąg.
Nkom zbada przyczyny i sposób reagowania
Nasjonal kommunikasjonsmyndighet, czyli norweski urząd nadzorujący rynek łączności, w piątkowym komunikacie określił zdarzenie jako poważne. Szczególne znaczenie miały trudności z dodzwonieniem się do służb ratunkowych. Urząd będzie sprawdzał przyczynę awarii, rozmiar jej skutków oraz sposób, w jaki Telenor sobie z nią radził. Kontrola ma także ustalić, czy operator spełnił obowiązujące wymagania.
Na razie nie wiadomo, ilu klientów zostało dotkniętych problemami ani ile połączeń alarmowych nie dotarło do odbiorców. Nkom chce też zbadać ewentualny związek z wcześniejszymi zdarzeniami w sieci Telenora. Jeżeli kontrola wykaże naruszenia, urząd może nakazać ich usunięcie; w poważnych przypadkach przepisy przewidują również konsekwencje finansowe. Wyniku kontroli nie można jednak przesądzać.
Przyczyna pozostaje niewyjaśniona
Nkom zaznacza, że obecnie nic nie wskazuje na umyślne lub złośliwe działanie. Nie ma więc podstaw, żeby przedstawiać tę awarię jako potwierdzony cyberatak. Ustalenie przyczyny jest nadal zadaniem operatora i nadzoru.
Dla mieszkańców najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy podobne zakłócenie może znów odciąć dostęp do pomocy i zatrzymać transport. Czwartkowe zdarzenie ujawniło, jak daleko sięgają skutki utraty połączeń telefonicznych. Kontrola powinna pokazać, jakie zabezpieczenia trzeba poprawić, aby kolejna usterka miała mniejsze konsekwencje.
