Któż nie słyszał o wybitnym norweskim pisarzu Henryku Ibsenie? To drugi najczęściej wystawiany na świecie dramatopisarz, zaraz po Szekspirze. Lecz oto za ciężkimi kotarami norweskiego teatru, między jedną a drugą analizą duszy ludzkiej, krył się Ibsen jakiego świat nie poznał. Tak, ten sam człowiek, który kazał bohaterom cierpieć przez trzy akty, w przerwach pisał dowcipy.
Po jego śmierci w 1906 roku rękopisy trafiły do biblioteki Deichman w Oslo, z zastrzeżeniem: „nie publikować”. W roku 2019 zostały przeniesione do nowej głównej siedziby, położonej w Bjørvika. Chętni mogą umawiać się na wizytę połączoną z prezentacją rękopisów.
Czy jego żarty pokazują geniusz, czy raczej potrzebę ucieczki od własnej powagi? Oceńcie sami:
W grupie myśliwych był jeden, który zawsze chciał chodzić sam po terenie z pardwami. Potem bardzo się chwalił, że nigdy nie chybił. Po wielu namowach jeden z pozostałych w końcu poszedł z nim. Gdy wzbiła się pardwa, mistrz strzelców szybko oddał strzał, ale ptak poleciał dalej. Wtedy krzyknął do kolegi:
– Zdejmij czapkę, jesteś świadkiem cudu. Tam leci martwa pardwa!
Dlaczego kogut pieje tak wcześnie?
Żeby zdążyć coś powiedzieć, zanim obudzą się kury.
– Mamusiu, czy ten kanarek to samczyk, czy samiczka?
– Jeśli śpiewa – to samczyk, a jeśli nie śpiewa – to samiczka.
– Rozumiem. W takim razie chwilami jest to samczyk, a chwilami samiczka.
Dlaczego sowa była świetnym krytykiem teatralnym?
– Gdyż wszystko widziała w ciemności i z dystansu.
Dlaczego mewa nie gra w teatrze?
– Gdyż zawsze robi dramat nad morzem.
W tym wszystkim jest coś pięknie absurdalnego. Autor „Dzikiej kaczki” najwyraźniej miał słabość do skrzydlatych bohaterów, tylko jedne trafiały na scenę, a drugie do szuflady. Może więc jego największy dramat polegał na tym, że wiedział, iż świat nie jest gotowy na jego dowcipy o pardwach i kogutach.
