Debata nad kolejnym rekordowym budżetem finansowanym z gigantycznego funduszu naftowego trwa. Głos zabrał polityk opozycji. Jego twierdzenie w kraju bogatszym od większości świata brzmi dobitnie:
Państwo ma za dużo pieniędzy — i wciąż chce więcej.
Henrik Asheim, wiceszef konserwatywnej partii Høyre, zarzucił rządowi Partii Pracy (Ap), że w ciągu ostatnich czterech lat niemal podwoił wykorzystanie środków z narodowego majątku naftowego, jednocześnie podnosząc podatki dla obywateli i przedsiębiorstw.
Według wyliczeń opozycji w latach 2022–2026 roczne wykorzystanie środków z ropy wzrosło o 261 miliardów koron. Łącznie przez cztery lata do gospodarki trafiło prawie 600 miliardów koron więcej niż w punkcie wyjścia z 2021 roku.
W tym samym okresie państwo miało pobrać o 144 miliardy koron więcej podatków niż za rządów Høyre.
Dla wielu Norwegów pytanie nie brzmi już, czy kraj jest bogaty. Brzmi raczej: dlaczego w najbogatszym państwie Europy obciążenia finansowe zwykłych ludzi wciąż rosną?
Asheim przekonywał, że pierwotna idea wykorzystania pieniędzy z ropy zakładała wspieranie wzrostu gospodarczego poprzez inwestycje oraz obniżki podatków.
Przypomniał słowa Jensa Stoltenberga z 2001 roku, gdy jako premier prezentował regułę fiskalną określającą sposób korzystania z dochodów z ropy. Stoltenberg argumentował wtedy, że przestrzeń finansowa powinna być wykorzystywana w sposób wzmacniający konkurencyjność gospodarki, między innymi poprzez niższe podatki i inwestycje w rozwój.
— Sens pieniędzy z ropy polegał na obniżkach podatków oraz inwestycjach w infrastrukturę i badania — powiedział cytowany przez Nettavisen Asheim.
Według polityka Høyre obecny rząd dysponował łącznie około 740 miliardami koron dodatkowych środków pochodzących zarówno z większego wykorzystania funduszu naftowego, jak i wyższych wpływów podatkowych.
Asheim krytykował także wzrost podatku majątkowego oraz tymczasowo wyższą składkę pracodawców, które jego zdaniem osłabiają warunki prowadzenia działalności gospodarczej.
Ministerstwo Finansów odrzuca zarzuty opozycji. Sekretarz stanu Ellen Reitan stwierdziła, że Høyre „kreatywnie operuje liczbami”, ponieważ nie uwzględnia inflacji oraz wzrostu kosztów funkcjonowania państwa.
Według resortu realny wzrost wykorzystania pieniędzy z funduszu od 2021 roku wyniósł niecałe 165 miliardów koron, a wypłaty pozostawały poniżej limitu 3 proc. określonego przez regułę fiskalną.
Rząd argumentuje również, że zwiększone wydatki były odpowiedzią na wyjątkowo trudny okres obejmujący kryzys energetyczny, skutki rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz rosnące potrzeby w zakresie obronności i wsparcia gospodarstw domowych.
Partia Pracy podkreśla, że przeciętna rodzina ma dziś około 12 tys. koron więcej do dyspozycji, niż miałaby przy zasadach podatkowych obowiązujących za rządów Erny Solberg.
Spór dotyczy nie tylko wysokości wydatków, ale także sposobu wykorzystania dodatkowych dochodów państwa.
Høyre uważa, że większa część środków powinna zostać przeznaczona na obniżki podatków, inwestycje prorozwojowe oraz poprawę konkurencyjności gospodarki. Partia Pracy odpowiada, że priorytetem było bezpieczeństwo gospodarcze i utrzymanie stabilności państwa dobrobytu w okresie międzynarodowych kryzysów.
W 2019 roku Norwegia wykorzystała z funduszu naftowego 231 miliardów koron. W czasie pandemii, w 2020 roku, kwota ta wzrosła do 360 miliardów koron. Z kolei między 2024 a 2026 rokiem wydatki mają wzrosnąć z około 410 do 580 miliardów koron, czyli o około 170 miliardów — niemal równowartość planowanego budżetu obronnego Norwegii na 2026 rok.
