Ranną, zakrwawioną osobę znaleziona w stołówce zakładu Hammerfest LNG. Policja przypuszcza, że na wyspie Melkøya doszło do kolejnego wypadku przy pracy.
W środę 28 stycznia we wczesnych godzinach porannych pracownicy ochrony zdrowia wezwali policję. W należącym do firmy Equinor zakładzie przetwórstwa gazu ziemnego Hammerfest LNG znaleziono rannego pracownika. Poszkodowany został przewieziony do szpitala w Hammerfest.
Dokładny przebieg wydarzeń nie został jak dotąd ustalony. Policjant Jan Widar Wigelius przekazał VG, że znaleziony w stołówce pracownik upadł, być może poślizgnął się lub zasłabł, ale że zdaniem służb nie ma oznak, że przed upadkiem pracował na wysokości.
Equinor nie komentuje sprawy.
Wyspa z historią
Styczniowy wypadek to kolejne niepokojące wydarzenie w tym miejscu. W poprzednim roku doszło do wielu wypadków przy pracy związanych z dyskryminacyjnym traktowaniem zagranicznych pracowników przez pracodawców, łańcuch podwykonawców państwowego Equinora, między innymi Adecco i Consto.
Zatrudnieni pracowali wielokrotnie skarżyli się na lekceważenie zasad bezpieczeństwa. Dochodziło między innymi do zatruć z powodu ulatniającego się gazu. Skutkowało to między innymi wymiotami, krwawieniem z nosa czy zaburzeniami pamięci.
Pracownikom nie zapewniano także odpowiednich zabezpieczeń przy pracy na wysokości.
Groźne wypadki
Jedną z ofiar tych uchybień był Polak, Arkadiusz Płotka. Spadł z ponad 4 metrów, z rusztowania pozbawionego platform zabezpieczających. Pracownikom, którzy mieli sobie jakoś radzić bez nich, kierownik rzucił tylko „Bądźcie kreatywni”. W czerwcu ubiegłego roku udzielił wywiadu naszej redakcji:
– Teoretycznie, jeżeli brakuje nam odpowiedniego zabezpieczenia, możemy odmówić wykonania pracy. Jednak to tylko ładnie brzmi – mówił w rozmowie z Razem Norge.

W październiku ukazał się raport, w którym Equinor przyznał się do wielu zaniedbań.
W połowie stycznia media informowały, że organizacja ekologiczna Bellona złożyła przeciwko Equinorowi zawiadomienie na policję w związku z łamaniem praw pracowniczych związanych z bezpieczeństwem w miejscu pracy, i to nie tylko na wyspie Melkøya. Aktywiści uważają, że kary finansowe dla spółki nie wystarczą. Chcą, by osoby z kierownictwa firmy pociągnięto do osobistej odpowiedzialności. Finansowej, ale nie tylko. Potencjalnie ludzie ci mogliby trafić do więzienia.
– Oni wykorzystują i zatruwają mnóstwo pracowników. To nielegalne – komentował cytowany przez VG szef Bellony, Frederic Hauge.
Być może w obliczu ostatnich wydarzeń okaże się, że na Melkøya nie zrobiono wystarczająco wiele, by naprawić błędy z przeszłości.
