Komentarz sekretarza generalnego organizacji Kirkens SOS, Johannes Heggland został opublikowany przez TV 2 i jest przetłumaczony z języka norweskiego.
– To zmieni Norwegię – powiedział Erling Braut Haaland, wierząc, że przygoda reprezentacji na mistrzostwach świata może znaczyć znacznie więcej niż tylko piłkę nożną. Dziś wygląda na to, że miał rację – pisze sekretarz generalny organizacji Kirkens SOS, Johannes Heggland.
Po kilku meczach reprezentacji Norwegii tłumy gromadziły się na placu przed Pałacem Królewskim w Oslo.
Kirkens SOS odnotowała podczas mistrzostw świata o 1400 mniej połączeń telefonicznych niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Podobny spadek zgłasza również organizacja Mental Helse, prowadząca telefon wsparcia. Oznacza to mniej telefonów od osób, które potrzebują drugiego człowieka do rozmowy w trudnych chwilach życia.
Jedna liczba nie wyjaśnia wszystkiego, ale lubię myśleć, że ten spadek ma związek z czymś, czego wielu z nas doświadczyło w ostatnim czasie: z nowym, otwartym i integrującym poczuciem wspólnoty.
Przez kilka tygodni Norwegia była inna. Oslo stało się innym miastem. Ludzie rozmawiali z nieznajomymi w autobusach i tramwajach. Obcy ściskali się po zdobytych bramkach. Jestem jedną ze 160 tysięcy osób, które w poniedziałkowy wieczór wypełniły plac przed Pałacem Królewskim i ulicę Karl Johans gate, aby powitać wracającą do domu reprezentację. Była to niezwykła, różnorodna wspólnota, w której wszyscy byli sobie bliscy i każdy czuł, że należy do całości.
Każdy mógł przeżywać ten turniej na swój sposób – przed telewizorem, w pubie, w pracy czy na ulicach miasta. Mniej osób czuło się wykluczonych, a zamiast tego pojawiło się poczucie większego „my”. Lubię o tym myśleć.
Jednocześnie wiemy, że wiele osób dzwoniło do Kirkens SOS również w czasie mistrzostw świata. Dla niektórych samotność i cierpienie psychiczne mogły być nawet silniejsze, gdy inni – także ja – pisali o pięknym poczuciu wspólnoty, jakie dał nam ten turniej. Nie osiągnęliśmy więc jeszcze celu, ale mistrzostwa przesunęły nas o duży krok we właściwym kierunku.
Piłka nożna nie leczy zaburzeń psychicznych. Ale wspólnota może sprawić, że trudne dni stają się łatwiejsze do zniesienia. Być może właśnie to pokazują liczby z Kirkens SOS.
Można by wiele powiedzieć o pieniądzach, absurdalnych zarobkach, kontrowersyjnych działaczach i innych ciemnych stronach futbolu na najwyższym poziomie. Jednak norweska reprezentacja i cały sztab pokazali nam – i podarowali – prawdziwą radość z piłki nożnej. Drużynę, która trzyma się razem na dobre i na złe, która potrafi wygrywać (najczęściej), ale na końcu także przegrać – jako jeden zespół. To inspiruje.
Zdjęcia z wielkiego święta na placu przed Pałacem Królewskim obiegły cały świat. „The New York Times”, BBC, „The Guardian”, CNN i media społecznościowe pokazywały ludzi świętujących razem – bez przemocy, bez nienawiści, po prostu z czystej radości. Oprócz świetnej promocji Norwegii była to także ważna lekcja o zdrowiu psychicznym.
Zobaczyliśmy i poczuliśmy, co wspólnota robi z ludźmi. Cieszyliśmy się, płakaliśmy, śpiewaliśmy, a przede wszystkim – płynęliśmy razem w jednej łodzi.
Kiedy następnym razem ogarnie nas frustracja, złość albo problemy wydadzą się nie do pokonania, możemy zadać sobie pytanie:
Wzruszeni do łez
Co zrobiłby Haaland, Ødegaard albo Ståle Solbakken? Prawdopodobnie podnieśliby wzrok, zjednoczyli drużynę i spojrzeli w przyszłość.
Dla norweskiej reprezentacji mistrzostwa świata dobiegły końca. Co stanie się, gdy wróci codzienność? Czy w autobusach znów zapadnie cisza? Czy znikną rozmowy z nieznajomymi? Co stanie się z tą otwartą, różnorodną wspólnotą? Chciałbym wierzyć, że tego lata doświadczyliśmy czegoś tak cennego, iż nie będziemy chcieli tego utracić. Że zabierzemy to doświadczenie ze sobą na przyszłość.
Bo teraz zaczyna się nowy mecz. Walka o zachowanie wspólnoty, której doświadczyliśmy podczas mistrzostw świata.
Być może Erling Braut Haaland miał rację.
To naprawdę może zmienić Norwegię.
Teraz wszystko zależy od nas.
