Ostrzeszów jest dziś spokojnym wielkopolskim miastem. Niewiele osób w Norwegii wie jednak, że podczas II wojny światowej właśnie tutaj znajdowało się jedno z najważniejszych miejsc w historii norweskich jeńców wojennych. W latach 1943–1945 w niemieckim Oflagu XXI C Schildberg przebywało ponad tysiąc norweskich oficerów. Byli wśród nich dowódcy norweskiej armii, lekarze, duchowni, nauczyciele, inżynierowie i ludzie, którzy po wojnie odegrali znaczącą rolę w życiu Norwegii.
Ich historia jest jednocześnie historią niezwykłego spotkania Polaków i Norwegów w okupowanym kraju. Niemcy stworzyli bowiem obóz nie poza miastem, lecz w samym jego centrum. Druty kolczaste przecinały ulice, a więźniowie mieszkali w budynkach szkolnych i publicznych, dosłownie tuż obok mieszkańców miasta.
Polskie dokumenty, opracowania Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych, materiały norweskiego Archiwum Państwowego (Nasjonalarkivet) oraz archiwalia Muzeum Regionalnego im. Władysława Golusa w Ostrzeszowie pozwalają dziś odtworzyć tę historię z zaskakującą dokładnością.
Miasto zamienione w obóz
Po zajęciu Wielkopolski w 1939 roku Niemcy przemianowali Ostrzeszów na Schildberg i włączyli miasto bezpośrednio do III Rzeszy. Już we wrześniu 1939 roku utworzono tu obóz dla polskich jeńców wojennych i internowanych cywilów.
Według badań Stanisława Rusaka historia kompleksu obozowego dzieliła się na trzy okresy: Gefangenenlager od września 1939 roku, Stalag XXI A Schildberg od połowy 1940 roku oraz Oflag XXI C Schildberg od jesieni 1943 roku do 19 stycznia 1945 roku. Przez ostrzeszowskie obozy przewinęły się dziesiątki tysięcy ludzi różnych narodowości.
W pierwszym okresie sytuacja była dramatyczna. Przez obóz miało przejść około 12 tys. polskich cywilów i około 22 tys. polskich jeńców wojennych. Niemcy przejęli na potrzeby obozu co najmniej 24 budynki w mieście. Więźniowie trafiali do suteren, szop, namiotów, a część początkowo przetrzymywano pod gołym niebem. Ostrzeszów zaczął przypominać – jak określano go później – „miasto za drutami”.

Później trafiali tu Francuzi, Brytyjczycy, Holendrzy, Włosi, Jugosłowianie, jeńcy radzieccy i żołnierze z francuskich kolonii. Jednak od jesieni 1943 roku szczególną grupę stanowili Norwegowie.
Dlaczego Niemcy aresztowali norweskich oficerów?
Po kapitulacji norweskich sił w 1940 roku większość oficerów pozostawała początkowo na wolności. Niemcy obawiali się jednak, że wojskowi mogą stać się zapleczem norweskiego ruchu oporu.
Jak podaje Nasjonalarkivet, zimą 1942 roku aresztowano ponad stu oficerów. W 1943 roku Niemcy zażądali od wojskowych odnowienia deklaracji z 1940 roku, w której zobowiązywali się nie występować przeciw okupantowi. W sierpniu 1943 roku przeprowadzono wielką akcję aresztowań – zatrzymano kolejnych około 1100 norweskich oficerów.
Najpierw rozmieszczono ich w kilku miejscach na okupowanych ziemiach polskich. Około 350 trafiło do Grune bei Lissa, czyli Gronowa koło Leszna, a około 600 do Schildbergu – Ostrzeszowa. W grudniu 1943 roku grupy zostały połączone. W 1944 roku w Ostrzeszowie znajdowało się już ponad 1100 norweskich oficerów.
Polskie źródła pozwalają doprecyzować te transporty.



Pierwsza wielka grupa – 612 Norwegów – dotarła do Ostrzeszowa 11 września 1943 roku. Umieszczono ich w dawnym internacie salezjanów, nazywanym przez jeńców „Seminarium”.
8 grudnia 1943 roku przybyło kolejnych 478 Norwegów przeniesionych z Gronowa. Wśród nich znajdowali się również jeńcy wcześniej osadzeni w Skokach.
Łącznie przez system obozów związanych z Oflagiem XXI C przewinęło się około 1150 norweskich oficerów, choć liczby w poszczególnych dokumentach różnią się ze względu na przenoszenie jeńców między podobozami, zwolnienia chorych oraz późniejsze transporty.
Obóz bez baraków
Oflag w Ostrzeszowie wyglądał inaczej niż typowe niemieckie obozy jenieckie. Nie składał się z rzędów baraków umieszczonych na jednym rozległym terenie. Ten obóz składał się z kilku budynków rozsianych po centrum miasta. Każdy z budynków był otoczony drutem kolczastym i był strzeżony przez Niemców.

Norwegowie mieszkali między innymi w dawnym internacie salezjańskim – „Seminarium”, liceum – „Gymnas”, dawnej szkole ewangelickiej – „Den evangeliske Skole” oraz w budynku dawnego urzędu skarbowego, który nazywali „Richterhaus” lub „Sądem”.
Norweski Nasjonalarkivet zachował nawet sporządzoną w lipcu 1944 roku mapę Schildbergu, na której zaznaczono budynki zajmowane przez norweskich oficerów.
To właśnie położenie obozu sprawiło, że kontakty więźniów z Polakami były czymś wyjątkowym.
Polacy po drugiej stronie drutów
Mieszkańcy Ostrzeszowa żyli pod brutalną okupacją. Część polskiej ludności została wysiedlona, inni stracili domy zajmowane na potrzeby niemieckiej administracji i obozu. Mimo tego więźniowie otrzymywali pomoc. Polskie źródła opisują mieszkańców – często młodzież i dzieci – przerzucających przez ogrodzenia chleb i papierosy. Pomoc docierała również podczas przemarszów więźniów i spacerów. Szczególną rolę odgrywali Polacy zatrudnieni w administracji obozowej.
Wśród osób pomagających jeńcom znajdował się polski lekarz Zygmunt Dziembowski. Po wojnie Norweski Związek Więźniów Politycznych uhonorował go pamiątkową tablicą, a w lipcu 1947 roku król Haakon VII przyznał mu pośmiertnie norweski Krzyż Wolności.
Kiedy w 1958 roku czterech byłych jeńców – Johannes Kjeve, Haakon Thomassen, Knut Gard i Sverre Tysland – wróciło do Ostrzeszowa, Kjeve wspominał, że przez 19 miesięcy za drutami poznał „serca Polaków”.
Norwegowie stworzyli za drutami własne społeczeństwo
W porównaniu z losem więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych czy radzieckich jeńców wojennych sytuacja Norwegów była zdecydowanie lepsza – mogli otrzymywać listy i paczki Czerwonego Krzyża, gdyż Niemcy w znacznej mierze respektowali wobec nich konwencję genewską.
Norweskie Archiwum Państwowe podkreśla, że standard życia norweskich oficerów był stosunkowo dobry. Dostawali żywność, ubrania, książki, instrumenty muzyczne, a nawet sprzęt sportowy. Nie oznaczało to jednak wolności – żyli w ciągłej niepewności, odcięci od rodzin i kraju. Udało im się jednak stworzyć w Ostrzeszowie swoiste „drugie życie” – świat za drutami, który miał własny rytm, zasady i codzienność. Uczyli się, uprawiali sport, organizowali wykłady, koncerty i przedstawienia teatralne. W ten sposób próbowali zachować namiastkę normalności w rzeczywistości, nad którą nie mieli kontroli.
Po przeniesieniu jeńców z Gronowa działalność kontynuował chór Cecila Lunda oraz orkiestra, którą prowadzili Torolf Stanger-Johannessen, a później Oddvar Tveten. Taka aktywność była szczególnie ważna, bo pozwalała zachować równowagę psychiczną i poczucie wspólnoty.
Generałowie za drutami

Norweska społeczność obozowa zachowała strukturę wojskową. W „Seminarium” najstarszym oficerem był generał Einar Liljedahl, w „Gimnazjum” pułkownik Oscar Hammerstad, w „Szkole” pułkownik Halvar Hansson, w „Sądzie” komandor Leif Hagerup.
Najważniejszą postacią stał się jednak później generał Otto Ruge – dowódca norweskich sił zbrojnych podczas niemieckiej inwazji w 1940 roku.
Ruge od 1940 roku pozostawał w niemieckiej niewoli. Latem 1944 roku został przeniesiony do grupy norweskich oficerów w Oflagu XXI C.
W Archiwum Państwowym zachowano między innymi jego korespondencję z Peterem Ankerem, norweskim przedstawicielem przy Czerwonym Krzyżu w Genewie.
Lekarze, którzy dobrowolnie poszli do niewoli
Jednym z najbardziej niezwykłych aspektów tej historii jest działalność norweskiego personelu medycznego i duchownego.
Niektórzy lekarze zdecydowali się pozostać z internowanymi, aby zapewnić im opiekę. W ostrzeszowskim szpitalu pracowali m.in. Toralf E. Bentzen, Arne Klem, chirurg Carl Otto Bergwitz-Larsen, Hjalmar Michael Lystad i dentysta Steinar Uchermann Sandvig. Drugi gabinet dentystyczny prowadził Sverre Røine.

Według źródeł archiwalnych chirurg Bergwitz-Larsen wykonał w tym czasie około 65 zabiegów. Mimo zorganizowanej opieki medycznej trzech norweskich jeńców zmarło, a trzynastu zwolniono do domu z powodów zdrowotnych.
Do niewoli dobrowolnie dostał się również pastor Asle Enger. Już dzień po przybyciu pierwszej grupy do Ostrzeszowa odprawił dla jeńców nabożeństwo. Jak wynika z polskich badań, jego działalność duszpasterska nie podobała się ani Abwehrze, ani Gestapo.
Listy z Schildbergu
Norweskie archiwa zachowały wyjątkowe świadectwa codzienności obozowej. Jednym z nich jest kolekcja 74 listów Knuta Røthego, oficera walczącego w kwietniu 1940 roku w Valdres. Aresztowany w sierpniu 1943 roku, został przewieziony przez Hvalsmoen do Schildbergu, a następnie w styczniu 1945 roku do Luckenwalde.
Jego listy z Hvalsmoen, Ostrzeszowa i Luckenwalde znajdują się dziś w norweskim Archiwum Państwowym i zostały udostępnione cyfrowo.
Nasjonalarkivet posiada również materiały norweskiego przedstawicielstwa w Bernie, dokumentację Czerwonego Krzyża, raporty wojskowe oraz prywatną korespondencję oficerów. Dzięki nim można niemal tydzień po tygodniu odtwarzać życie norweskiej społeczności jenieckiej.
„Vintermarsjen” – najgorsze dni niewoli
W styczniu 1945 roku Armia Czerwona błyskawicznie zbliżała się do Wielkopolski. Niemcy zdecydowali się ewakuować obóz.
19 stycznia 1945 roku rozpoczął się marsz, który Norwegowie zapamiętali jako „Vintermarsjen” – marsz zimowy. Jeńców poprowadzono z Ostrzeszowa w kierunku Kobylina i Krobi, oddalonych o około 65–75 kilometrów. Tylko 63 chorych i starszych więźniów przewieziono koleją. Potem Norwegów załadowano do pociągów i skierowano do Stalagu III A w Luckenwalde pod Berlinem.
Nasjonalarkivet opisuje podróż jako prawdopodobnie najcięższe doświadczenie norweskich oficerów podczas niewoli. Część trasy pokonywali pieszo, część w zimnych wagonach. Brakowało zimowej odzieży, żywności i wody. W kwietniu Niemcy opuścili Luckenwalde, a obóz zajęła Armia Czerwona i tym samym dla Norwegów rozpoczęła się dla długa droga do domu.
Mała polska flaga
Jedna z najpiękniejszych historii związanych z ewakuacją dotyczy dwóch Norwegów, którym Polacy pomogli podczas ostatnich dni wojny. Jednym z nich był Haakon Eeg-Henriksen.
W styczniu 1945 roku, podczas ewakuacji Oflagu XXI C, Haakon Eeg-Henriksen uciekł z transportu. Pomocy udzielił mu Franciszek Kaźmierczak z Kobylina. 24 stycznia żona Kaźmierczaka uszyła dla Norwegów małą polską flagę. Eeg-Henriksen zabrał ją ze sobą.
Po niemal trzydziestu latach, na Wielkanoc 1974 roku Kaźmierczak otrzymał jeszcze list od dawnego norweskiego jeńca. Kilka miesięcy później Eeg-Henriksen zmarł. Gdy jego syn Thomas porządkował biurko ojca, znalazł w nim małą polską flagę. Tę samą, którą Norweg zabrał z Kobylina w styczniu 1945 roku. Syn postanowił ją zachować – jako pamiątkę pomocy, której jego ojciec doświadczył od Polaków podczas wojny
Norweg wraca szukać śladów ojca
Historia Ostrzeszowa mogłaby po wojnie zostać zapomniana, ale nie została – w dużej mierze dzięki Eyvindowi Grundtowi.
W 1982 roku Grundt przyjechał do Polski jako pracownik Norweskiego Czerwonego Krzyża. Jego ojciec, również Eyvind Grundt, był jeńcem nr 566. Od września 1943 roku przebywał w Gronowie, a 8 grudnia trafił do Ostrzeszowa. Syn wiedział właściwie tylko, że ojciec przebywał w miejscu nazywanym po niemiecku Schildberg.

Wraz z miejscowymi pasjonatami historii zaczął szukać pozostałości po Norwegach w Ostrzeszowie. W piwnicy jednej ze szkół odnaleziono m.in. przedmioty należące do więźniów, w tym metalowy talerz z nazwiskiem norweskiego kapitana.
Tak zaczęła powstawać norweska kolekcja ostrzeszowskiego muzeum.
Norweskie muzeum w sercu Wielkopolski
Od 1996 roku w Muzeum Regionalnym im. Władysława Golusa funkcjonuje stała ekspozycja poświęcona norweskim oficerom Oflagu XXI C.
Jej niezwykłą częścią są fotografie wykonane potajemnie przez jednego z więźniów. Do obozu udało się przemycić niewielki aparat fotograficzny, a film miał być zdobywany od niemieckich strażników w zamian za papierosy i czekoladę z paczek Czerwonego Krzyża. Dzięki temu zachowały się unikatowe obrazy codziennego życia za drutami.
Grundt doprowadził również do powstania w Norwegii Towarzystwa Przyjaciół Muzeum w Ostrzeszowie, skupiającego byłych jeńców i ich rodziny. Organizacja przekazywała muzeum pamiątki oraz pomagała potomkom więźniów odwiedzać Polskę.
Jens Stoltenberg przyjechał śladami własnej rodziny
Historia Oflagu XXI C dotyka również jednej z najbardziej znanych norweskich rodzin politycznych. Wśród więźniów znajdował się Emil Stoltenberg, dziadek późniejszego premiera Norwegii i sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.

30 czerwca 2007 roku Jens Stoltenberg odwiedził Ostrzeszów wraz z ojcem Thorvaldem i delegacją norweską. Przyjechał, aby oddać hołd norweskim oficerom więzionym w Polsce.
Podczas wizyty podkreślał również pomoc, jakiej norwescy jeńcy doświadczali ze strony polskiej ludności. Według materiałów przytoczonych przez Stanisława Rusaka Stoltenberg mówił, że relacje pomiędzy jeńcami a mieszkańcami były bardzo dobre i stanowią świadectwo wspólnej polsko-norweskiej historii.
Ostrzeszów pamięta
10 stycznia 1958 roku byli norwescy jeńcy odsłonili na dawnym budynku obozowym tablicę przypominającą o pobycie Norwegów, a jedna z ulic Ostrzeszowa otrzymała nazwę Norweska. 2 lipca 2010 roku na ratuszu odsłonięto kolejną, dwujęzyczną tablicę ufundowaną przez małżeństwo Gerd i Eyvind Grundt: „Ku pamięci norweskich jeńców wojennych Skoki–Gronowo–Ostrzeszów”. Również jedna ze szkół w mieście została uhonorowana nadaniem imienia Przyjaźni Polsko-Norweskiej.

Historia, którą warto przywrócić Norwegom
W norweskiej pamięci o II wojnie światowej dominują kampania 1940 roku, ruch oporu, Grini, deportacje norweskich Żydów, „ciężka woda”, marynarka handlowa czy ucieczki do Szwecji i Wielkiej Brytanii.
Ostrzeszów pozostaje znacznie mniej znanym rozdziałem, a przecież przez kilkanaście miesięcy właśnie w małym mieście w okupowanej Wielkopolsce znajdowała się znaczna część przedwojennej norweskiej kadry oficerskiej.

Historia Schildbergu jest przy tym czymś więcej niż opowieścią o niewoli. To historia polskiego miasta przeciętego drutami kolczastymi, norweskich oficerów próbujących stworzyć namiastkę normalnego życia, czy lekarzy i duchownych, którzy zdecydowali się pozostać ze swoimi ludźmi. To również historia Polaków przerzucających żywność przez druty. I małej polskiej flagi, którą jeden z Norwegów zabrał ze sobą do domu i zachował do końca życia.
Dzięki archiwom po obu stronach Bałtyku ta historia nie musi już pozostawać jedynie lokalną ciekawostką Ostrzeszowa. Jest częścią wspólnej historii Polski i Norwegii.
Przy pracy nad artykułem wykorzystałam tekst Stanisława Rusaka „Obozy Wehrmachtu w okupowanym Ostrzeszowie i polsko-norweska pamięć o nich”, opublikowany w „Łambinowickim Roczniku Muzealnym” oraz publikację „Norske offiserer i tysk fangenskap”.
Dziękuję również pani Mirosławie Rzepeckiej z Muzeum Regionalnego im. Wł. Gołusa za konsultacje przy pracy nad artykułem oraz przesłane zdjęcia.
