Coraz więcej norweskich gmin deklaruje, że w 2026 roku nie przyjmie ani jednego uchodźcy. Według wstępnych danych już teraz brakuje ponad tysiąca miejsc, by zrealizować ogólnokrajowy cel osiedlenia 13 000 osób w tym roku.
Przedstawiciele samorządów wskazują przede wszystkim na trudną sytuację finansową oraz przeciążenie lokalnych usług publicznych.
Brakuje ponad tysiąca miejsc
Norweski Urząd ds. Integracji i Różnorodności (IMDi) zwrócił się do 322 gmin z prośbą o przyjęcie łącznie 13000 uchodźców w 2026 roku. Jak dotąd odpowiedziała około połowa samorządów – czytamy w NRK. Dla porównania w ubiegłym roku w Norwegii zatwierdzono 11693 wnioski o łączenie rodzin (imigrację rodzinną).
Z danych przedstawionych przez Związek Gmin Norwegii (KS) wynika, że gminy zostały poproszone o przyjęcie 7891 osób. Przedstawiciele gmin zadeklarowali możliwość osiedlenia 6778 osób. Oznacza to, że nie ma miejsca dla 1113 osób.
– Nie osiągniemy zakładanego celu na 2026 rok. Jeśli potrzeba nadal będzie wynosić 13 000 osób, może to stanowić poważne wyzwanie – powiedziała w rozmowie z NRK dyrektor ds. integracji w KS, Nina Gran. Podkreśliła również, że od dawna nie było sytuacji, w której różnica między zapotrzebowaniem a decyzjami gmin byłaby tak duża.
Gminy: „Nie mamy środków”
Część samorządów deklaruje całkowite wstrzymanie przyjmowania uchodźców w 2026 roku. Wśród nich są m.in. Sarpsborg, Fredrikstad, Lørenskog, Ås czy Lyngdal.
W Asker lokalny oddział Partii Postępu (Frp) pierwotnie postulował całkowite wstrzymanie osiedleń. Ostatecznie rada gminy zgodziła się na przyjęcie 28 osób, mimo że IMDi rekomendowało 103.
– Zaproponowaliśmy pełne wstrzymanie osiedleń w 2026 roku. Musimy najpierw zadbać o tych, którzy już do nas trafili, zanim przyjmiemy kolejnych, na których integrację nie mamy wystarczających środków – powiedziała NRK Tonje Lavik Pedersen z Frp w Asker.
Podobne argumenty pojawiają się w innych gminach. Burmistrz Bykle, Hans Blattmann (Ap), wskazał – cytowany przez NRK – że administracja sygnalizuje osiągnięcie „granicy wydolności”. Z kolei burmistrz Lillesand, Einar Holmer Hoven (H), podkreślił, że gminy nie stać na to w obecnej sytuacji finansowej.
Samorządowcy zwracają uwagę, że choć państwo finansuje pięcioletni program integracyjny (introduksjonsprogram), to po jego zakończeniu znaczna część kosztów spada bezpośrednio na budżety gmin. Dlatego w tak trudnych warunkach wiele gmin priorytetuje inne wydatki.
Duże miasta mówią „tak”
Inaczej sytuacja wygląda w największych ośrodkach. Oslo, Stavanger oraz Trondheim zadeklarowały przyjęcie liczby uchodźców zgodnej z rekomendacjami IMDi. Niektóre gminy rozważają nawet przyjęcie większej liczby osób.
Różnice te odzwierciedlają odmienne możliwości finansowe i organizacyjne samorządów, a także zróżnicowaną sytuację na rynku mieszkaniowym i pracy.
IMDi: możliwy dłuższy pobyt w ośrodkach
Dyrektor IMDi, Libe Rieber-Mohn, poinformowała NRK, że termin odpowiedzi gmin upłynął 10 lutego, ale wciąż napływają kolejne deklaracje.
– Jeżeli okaże się, że łączna liczba miejsc będzie zbyt mała, osoby z przyznanym pozwoleniem na pobyt będą musiały dłużej przebywać w ośrodkach recepcyjnych – zaznaczyła.
IMDi wskazuje, że powody odmów są zbieżne: presja na lokalne usługi publiczne, trudności w zapewnieniu mieszkań, a także obciążenie szkół, przedszkoli i służby zdrowia po intensywnym napływie uchodźców w ostatnich latach.
Spór o odpowiedzialność
Część lokalnych polityków podkreśla, że problem ma charakter systemowy.
– To kwestia, która wymaga również uwagi na poziomie krajowym. Ramy finansowe dla gmin ustala państwo – argumentowała przedstawicielka Frp w Asker.
Według analiz cytowanych przez Kommunal Rapport i NRK, obecna sytuacja jest jedną z najtrudniejszych pod względem bilansu między zapotrzebowaniem a realnymi decyzjami gmin.
Na ostateczny bilans trzeba jednak poczekać do momentu, gdy wszystkie 322 gminy przekażą swoje stanowiska. Już dziś widać jednak, że realizacja celu 13 000 osiedleń w 2026 roku stoi pod znakiem zapytania.
