Rozmowa z Karoliną Borkowską – psychotraumatolożką, seksuolożką, terapeutką EFT i nauczycielką jogi pracującą z Polkami w Norwegii
W takim potocznym ujęciu, emigracja bywa opisywana jako sukces albo porażka. Rzadziej mówi się o niej jako o długim procesie – pełnym zakrętów, momentów zwątpienia i wewnętrznej przebudowy. O tym, jak osobiste doświadczenia stały się początkiem drogi zawodowej, o zmianie, która nie zawsze wygląda „instagramowo”, oraz o łączeniu psychologii z ciałem, rozmawiamy z Karoliną Borkowską – psychotraumatolożką, seksuolożką, terapeutką EFT i nauczycielką jogi, mieszkającą i pracującą w Norwegii.
Często pomagasz innym w przechodzeniu przez zmianę. A jak było u Ciebie – czy emigracja była łatwa?
Nie, nie była, wręcz przeciwnie. Jestem właśnie w trakcie pisania książki na ten temat. I to bardzo ważna część emigracyjnej historii. U mnie, tak jak często u moich pacjentów, nie było „od razu dobrze”. Były momenty dezorientacji, samotności, poczucia, że trzeba się na nowo zdefiniować – jako człowiek, jako kobieta, jako profesjonalistka. I właśnie wtedy zaczęłam się intensywnie interesować tym, jak mogę pomóc sobie: jak regulować stres, jak odzyskać kontakt z ciałem, jak nie zgubić siebie w zmianie. Dopiero później przyszła myśl: skoro to działa dla mnie, to może będzie też wsparciem dla innych.
Od czego zaczęła się ta droga?
Od jogi, którą praktykuję już od prawie dwudziestu lat. Miałam po okresie przeprowadzki w 2016 roku przerwę w ćwiczeniach, ale mój pogarszający się stan zdrowia zmotywował mnie, by wrócić do praktyki, ale nie tylko ciała, ale też i umysłu. Podjęłam szereg kursów w indyjskich szkołach, a potem zaczęłam uczyć jogi nie dlatego, że chciałam „uczyć”, tylko dlatego, że ona naprawdę ratowała mój kręgosłup i układ nerwowy. Pomagała mi się zatrzymać, oddychać, poczuć, że nie wszystko trzeba rozwiązywać siłą woli. A potem… jak to u mnie bywa – poszłam krok dalej. I jeszcze jeden. I kolejny.


No właśnie – joga to dopiero początek.
Zdecydowanie. Z czasem poczułam, że chcę rozumieć człowieka głębiej – nie tylko przez ciało, ale też przez psychikę, relacje, doświadczenia z przeszłości. Zwłaszcza, że ta moja joga zawsze była bardzo czuła wobec moich uczniów, opiekuńcza i pomocowa.
Podjęłam więc studia psychologiczne w Norwegii, na Lillehammer Universitet, gdzie ukończyłam licencjat. Teraz jestem na piątym roku psychologii i kończę pracę magisterską. To było ogromnie ważne doświadczenie – studiowanie psychologii tu, w kraju, w którym żyję i pracuję, w innym systemie, innym kontekście kulturowym.
Była też Australia – brzmi jak przygoda z filmu.
I trochę tak było. Wyjechałam na wymianę studencką i przez cztery miesiące studiowałam w Australii. To tam poznałam profesor Petę Stapleton, światowej klasy badaczkę i terapeutkę EFT, która jest też wykładowcą na Bond University.
I to był moment: „okej, to jest to”. Zaczęłam szkolić się w EFT pod jej okiem, choć zakochałam się w tej metodzie już wcześniej i pierwszy kurs ukończyłam w Polsce. Uwielbiam pracę z tappingiem za jego prostotę, skuteczność i ogromny szacunek do tempa klienta.

EFT, joga, psychologia… Sporo tego.
Tak, ale to się bardzo naturalnie połączyło. Ja też jestem trochę człowiekiem renesansu, lubię się uczyć, rozwijać, moje pierwsze wykształcenie to magister filologii polskiej, naukę mam chyba we krwi. Zrobiłam naprawdę dużo kursów, szkoleń, certyfikacji – i mówię to z uśmiechem, bo czasem sama się z siebie śmieję. Ale nigdy nie chodziło mi o „kolejne papiery”. Interesowało mnie jedno: co realnie pomaga ludziom przechodzić przez zmianę – bez przemocy wobec siebie, bez „muszę być silna”.
Jak dziś pracujesz z kobietami?
Bardzo holistycznie. Choć coraz częściej przychodzą do mnie też mężczyźni, co oceniam bardzo pozytywnie. Łączę psychologię, EFT, pracę z ciałem i układem nerwowym. Widzę, że emigracja, zmiana życiowa, rozwój osobisty – to wszystko dzieje się jednocześnie na wielu poziomach. To też badam w mojej pracy magisterskiej, a EFT będzie kolejnym krokiem – rozprawą doktorską. Ale wracając do pytania, często pracuję z kobietami, które są kompetentne, odpowiedzialne, „ogarnięte”, ale w środku czują ogromne zmęczenie, rozczarowanie, są niepewne, czują się gorsze, niewidziane, niedoceniane – czy to przez rodzinę, czy norweskie społeczeństwo. I wtedy zaczynamy bardzo spokojnie – od regulacji, od bezpieczeństwa, od zgody na to, że nie wszystko musi być do naprawienia.

Co najczęściej słyszysz na pierwszym spotkaniu?
„Nie wiem, czy mój problem jest wystarczająco duży.” To zdanie pada zaskakująco często. Jakby trzeba było zasłużyć na wsparcie. A ja wtedy mówię: jeśli to jest dla Ciebie trudne – to wystarczy.
Po czym poznać, że to już nie jest tylko „taki etap emigracji”?
Ciało i zdrowie to nasz doskonały doradca i przyjaciel, którego należy słuchać. Gdy ciało jest ciągle w napięciu. Gdy sen nie regeneruje. Gdy emocje są przytłumione albo bardzo intensywne. Gdy radość odkłada się „na potem”. To są sygnały, że organizm mówi: hej, potrzebuję uważności.

Z kim obecnie pracujesz i gdzie można Cię znaleźć?
Pracuję głównie z Polkami – w Norwegii i poza nią, ale także coraz więcej Norwegii otwiera się na EFT i coaching. Prowadzę sesje indywidualne online, zajęcia jogi wspierającej układ nerwowy oraz warsztaty rozwojowe dla kobiet.
Dzielę się też refleksjami i wiedzą na Instagramie, w podkaście Dobre Życie mówię o zmianie, emocjach i rozwoju w sposób bardzo ludzki, bez presji bycia „lepszą wersją siebie”.
A gdybyś miała zostawić czytelnikom jedną myśl?
Zmiana nie musi boleć, żeby była prawdziwa. Nie trzeba się rozpaść, żeby zacząć żyć bliżej siebie. I naprawdę – nie wszystko trzeba robić samemu, warto otworzyć się na wsparcie drugiego człowieka, zwłaszcza, jeśli ktoś się w tym specjalizuje i może dać porządne narzędzia do radzenia sobie z czasem trudną rzeczywistością.
Chcesz uzyskać pomoc lub wsparcie? Skontaktuj się z Karoliną pod numerem: +47 405 78 737

