Stig Millehaugen, jeden z najgroźniejszych norweskich przestępców, nie żyje. Śmierć 56-latka w więzieniu w Kongsvinger przyszła nagle. Policja wszczęła dochodzenie.
Ostatni raz widziano Millehaugena żywego w środę wieczorem. W czwartek rano jeden z pracowników więzienia znalazł go martwego.
Ciało zostanie poddane sekcji, a celę przeszukano. Ponadto odbędą się przesłuchania pracowników więzienia oraz osób, które w ostatnim czasie kontaktowały się ze zmarłym. Do zgonu mogło dojść z przyczyn naturalnych, ale policja bada też inne scenariusze.
Długa „kariera”
Millehaugena uważano za jedną z najgroźniejszych postaci norweskiego półświatka, mimo że większość dorosłego życia spędził w więzieniu. Media niejednokrotnie określały go nawet mianem „najniebezpieczniejszego Norwega”.
Ostatni raz trafił za kratki w związku z oskarżeniem o zeszłoroczne zabójstwo lub współudział w zabójstwie Metkela Betewa, kryminalisty najbardziej znanego z udziału w największym napadzie rabunkowym w historii Norwegii, do którego doszło w 2004 roku w Stavanger. Tego zabójstwa nie zdołano Millehaugenowi udowodnić, proces był w toku.
Wcześniej Millehaugen odsiadywał wyrok za inne zabójstwo, którego dokonał w wieku zaledwie 23 lat – w 1992 roku, uciekając z więzienia, zastrzelił jednego ze strażników, Jona Arilda Martinsena. Pierwszy wyrok – za paserstwo, kradzież samochodu i kierowanie pojazdem bez prawa jazdy – Millehaugen usłyszał pięć lat wcześniej, jako osiemnastolatek. Zabił na pewno przynajmniej jeszcze raz – w roku 2009. Było to zabójstwo na zlecenie, a ofiarą padł inny kryminalista.
Skruszony sprawca?
Całe życie Millehaugena wypełniały kradzieże, wymuszenia, napady z bronią w ręku, zabójstwa, kary więzienia, ucieczki i niestawianie się w więzieniu po przepustkach. Przepustki zaś traktował często jako szanse na popełnianie kolejnych przestępstw.
W 2023 roku opublikował autobiograficzną książkę zatytułowaną „Gjerningsmann” (pol. Sprawca). Przeprosił w niej wszystkich, których skrzywdził. Twierdził, że chce odmienić swoje życie. Nawet jeśli tak było, nie zdążył. Epilog dopisała śmierć.
