Wielu norweskich kierowców wciąż używa komórek w czasie jazdy – pomimo wysokich i wciąż rosnących mandatów. Rząd rozważa karanie samego dotknięcia telefonu w trakcie jazdy.
W ubiegłym roku za używanie urządzenia niepodłączonego do uchwytu samochodowego wystawiono w Norwegii ponad 6,5 tysiąca mandatów. W stosunku do roku 2024 to wzrost o 13%, pomimo że kwota do zapłacenia za to wykroczenie to 10450 koron. Plus punkty karne.
Wysokość mandatu w ostatnich latach kilkukrotnie podwyższano. Przed rokiem 2021 wynosiła 1700 koron, następnie 5000. Obecna jest już ponad dwa razy większa i może jeszcze wzrosnąć. Być może jeszcze w tym roku wyniesie 10750 koron.
Kara jest wysoka, ponieważ skutki takiego zachowania mogą być tragiczne. W 2024 roku jednym z czynników doprowadzających do wypadku w 26% wypadków śmiertelnych na norweskich drogach była nieuwaga. A często uwagę od drogi odwraca właśnie telefon.
Stąd pomysł rozważany obecnie przez Ministerstwo Transportu. Polega na możliwości karania za samo dotknięcie telefonu niepozostającego w czasie podróży w uchwycie.
Ukróciłoby to takie próby tłumaczenia się, o jakich w wywiadzie dla NRK wspominał Kai Voldengen z norweskiej drogówki.
– Większość się przyznaje i mówi, że tak, to prawda, rozmawiałem przez telefon/ pisałem na telefonie podczas jazdy. Ale inni zaprzeczają i twierdzą, że na przykład tylko przesuwali telefon – opowiadał policjant.
Pomysł zaostrzenia prawa nie wszystkim się podoba. NAF (Norweski Związek Motoryzacyjny) wolałby częstsze kontrole mające wyegzekwować stosowanie się do obecnych przepisów zamiast wprowadzania nowego mandatu. Organizacja jest zdania, że idea, wedle której można swobodnie używać zamocowanego telefonu, a niezamocowanego nie wolno by było nawet dotknąć, jest nielogiczna. Jednocześnie NAF zgadza się z diagnozą: nieprawidłowe korzystanie z telefonu podczas jazdy to realny problem.
Decyzja w sprawie zaostrzenia przepisów nie została jeszcze podjęta i nie wiadomo, kiedy dokładnie mogłoby się to wydarzyć.
