Norweski rząd przelał na konto jednej z największych amerykańskich kancelarii prawnych już prawie 7 milionów koron. Stawka? Obrona norweskich interesów w handlowej walce ze Stanami Zjednoczonymi. Sytuacja jest poważna.
Od końca lipca większość towarów eksportowanych z Norwegii do USA dostała dodatkowe cło – 12,5 procent. Tymczasem w Waszyngtonie trwa jeszcze jedno postępowanie, które może dołożyć kolejne przeszkody norweskim firmom.
Dlatego Norwegia zdecydowała się zatrudnić prawników z USA – by bronić własnych interesów bezpośrednio w Waszyngtonie. Jak podaje VG, norweskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych posiłkuje się kancelarią Sidley Austin. To duża, międzynarodowa firma z biurem między innymi w Waszyngtonie, bardzo dobrze znająca prawo handlowe, cła, subsydia, kwestie bezpieczeństwa gospodarczego i tematy związane ze Światową Organizacją Handlu.
Koszty rosną szybko. Według informacji przekazanych przez norweskich urzędników, faktura z 30 czerwca opiewała już na 6,94 miliona koron. Resort nie zdradza jednak szczegółów – nie wiadomo, ile godzin naliczono, jakie są stawki czy za jakie konkretne działania Norwegia płaci.
Sekretarz stanu MSZ Andreas Motzfeldt Kravik jasno mówi: kiedy zagrożone są istotne interesy kraju, rząd uznaje te wydatki za konieczne.
Po co Norwegii amerykańscy prawnicy?
Cała sprawa zaczęła się od decyzji ekipy prezydenta Donalda Trumpa o podniesieniu ceł. 24 lipca USA ogłosiły nowe stawki na produkty z wielu państw – w tym Norwegii, którą objęto dodatkowym cłem 12,5 procent.
Amerykańskie władze tłumaczą, że jednym z powodów jest brak wystarczającego zakazu importu towarów produkowanych z wykorzystaniem pracy przymusowej w Norwegii oraz brak odpowiedniego systemu kontroli.
Norwegia ostro się temu sprzeciwia. Rząd w Oslo przekonuje: przymusowa praca w kraju jest już zakazana, a od 2022 obowiązuje tzw. ustawa o przejrzystości (åpenhetsloven), która wymaga od firm dokładnej analizy łańcuchów dostaw i przeciwdziała naruszeniom praw człowieka, w tym pracy przymusowej.
Dodatkowo Norwegia zapowiedziała, że wprowadzi całkowity zakaz handlu towarami zrobionymi przy użyciu pracy przymusowej najpóźniej do 14 grudnia 2027 roku – równolegle do podobnych przepisów Unii Europejskiej.
Norwegowie płacą wyższe cła niż UE
I tu jest największy zgrzyt. Norwescy eksporterzy płacą wyższe cła niż firmy z Unii Europejskiej. USA nałożyły na towary z UE maksymalnie 10-procentowe cło, podczas gdy norweskie firmy muszą liczyć się z 12,5-procentową dopłatą.
Norweski rząd nie widzi w tym sensu. Oslo podkreśla, że przez Europejski Obszar Gospodarczy Norwegia wdraża dokładnie te same przepisy związane z pracą przymusową co UE. Rząd przekazuje to stanowisko Amerykanom za każdym razem, gdy tylko może – mówił o tym minister spraw zagranicznych Espen Barth Eide.
Tu nie chodzi wyłącznie o dyplomację. Gospodarczo problem jest bardzo realny. Według rządu około 67% norweskiego eksportu do USA trafia właśnie do grup towarów objętych nowym cłem. Rocznie Norwegia eksportuje do Stanów towary warte nieco poniżej 50 miliardów koron. Na liście najważniejszych pozycji jest oczywiście żywność morska.
12,5 procent czasem potrafi urosnąć
Jest jeszcze jedna pułapka: mowa o cłach dodatkowych. Często te 12,5 procent nakłada się na już istniejącą stawkę. Jeśli np. wcześniej cło na jakiś produkt wynosiło 2,5%, nowe obciążenie potrafi podbić je aż do 15%.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, jeśli mówimy o sektorach, gdzie obowiązują jeszcze inne specjalne stawki, jak stal, aluminium czy drewno. Norweski rząd szacuje, że dla części z nich taryfy amerykańskie mogą sięgnąć od 25 do nawet 50 procent.
To może nie być koniec kłopotów
W tle rozgrywa się jeszcze drugi wątek. Amerykańska administracja jednocześnie prowadzi kolejne postępowanie, powołując się na sekcję 301 swojego prawa handlowego. Tym razem chodzi o tzw. nadwyżkę mocy produkcyjnych (structural industrial overcapacity) i znowu Norwegia jest wśród państw, które mogą dostać nowe cła.
Nawet norweski rząd przyznaje, że rezultatem może być kolejna fala podwyżek. Te 12,5% mogą nie być końcem pod górę.
Oslo próbuje przekonać Amerykanów
Nie wszystko rozgrywa się przez prawników. 20 sierpnia sekretarz stanu Andreas Motzfeldt Kravik spotkał się w Waszyngtonie z zastępcą przedstawiciela ds. handlu Jeffem Goettmanem. Podczas rozmowy podjęto temat nowych ceł i toczącego się śledztwa dotyczącego nadwyżek produkcyjnych.
Rząd podkreśla, że od początku handlowych przepychanek (marzec) utrzymuje bardzo bliski kontakt z amerykańską administracją. Swoje stanowisko przedstawia także Norweska Konfederacja Przedsiębiorców (NHO), która włączyła się w próby zmiany stanowiska Amerykanów.
Prawie 7 milionów na prawników – stawka jest znacznie wyższa
Prawie 7 milionów koron na kancelarię prawną brzmi jak spory rachunek, ale na tle całej gospodarczej gry to drobiazg. Najważniejsze pytanie brzmi, jak bardzo nowa polityka celna USA uderzy w norweskie firmy.
Wyższe cła – jeśli amerykański klient ma wybór między norweskim produktem, a podobnym z UE, droższy wchodzi na rynek z gorszej pozycji – mogą po prostu ograniczać zamówienia, eksport, inwestycje, a w niektórych firmach nawet zatrudnienie.
Spór z administracją Trumpa to nie jest czysta dyplomatyczna szermierka. Tutaj już liczą się realne pieniądze: prawie 7 milionów wydanych na prawników i, co o wiele ważniejsze, znacznie większe sumy zagrożone w norweskim eksporcie. Szczególnie, jeśli te 12,5% okaże się dopiero początkiem problemów z amerykańskimi cłami.
