Na dnie Morza Północnego, około czterech kilometrów od niewielkiej wyspy Fedje, spoczywają dwie części niemieckiego okrętu podwodnego. U-864 zatonął tutaj w ostatnich miesiącach II wojny światowej. Wraz z nim na głębokość około 150 metrów trafił tajemniczy ładunek przeznaczony dla Japonii, w tym prawdopodobnie nawet 67 ton rtęci. Ponad 80 lat później Norwegia wciąż nie wie co zrobić z toksycznym dziedzictwem wojny?
Jest 9 lutego 1945 roku. Pod powierzchnią morza u zachodnich wybrzeży Norwegii trwa polowanie, jakiego wcześniej nie było. Niemiecki U-864 próbuje przedostać się do Japonii. Na jego pokładzie znajdują się ludzie, sprzęt i materiały przeznaczone dla japońskiego przemysłu wojennego.
Brytyjski okręt podwodny HMS Venturer, dowodzony przez porucznika Jamesa S. Laundersa tropi go w wodach niedaleko Fedje.

Venturer wystrzeliwuje cztery torpedy. U-864 próbuje wykonać manewr unikowy. Trzy pociski mijają cel. Czwarty trafia. Eksplozja rozrywa niemiecki okręt na dwie części. Giną wszyscy znajdujący się na pokładzie – 73 osoby, wśród nich dwóch japońskich inżynierów.
Starcie przechodzi do historii jako pierwszy znany przypadek, w którym zanurzony okręt podwodny zatopił inny zanurzony okręt podwodny.
Jednak historia U-864 wcale się wówczas nie kończy.
Ładunek dla Japonii
Przez kolejne dziesięciolecia wrak pozostaje na dnie,a co gorsza, nie ma nawet pewności, gdzie dokładnie.
Dopiero w 2003 roku norweska marynarka odnajduje U-864. Dwie główne części wraku leżą na głębokości około 150 metrów, około dwóch mil morskich na zachód od Fedje w Vestland.
I tu ma początek zupełnie inna historia, jednak nie wojskowa, lecz ekologiczna.
Okazuje się, że U-Boot przewoził w stalowych pojemnikach umieszczonych w konstrukcji kilowej okrętu rtęć, jednak nie zachowały się dokumenty ładunkowe pozwalające stwierdzić, ile rtęci rzeczywiście zabrano na pokład. W brytyjskich archiwach wojennych odnaleziono rozszyfrowane japońskie zamówienie na 1867 pojemników z rtęcią. Gdyby wszystkie zostały załadowane na U-864, okręt przewoziłby około 65–67 ton tego metalu.
Rdza i rtęć na dnie morza
Przez ponad osiem dekad morze robiło z wrakiem to, co robi ze wszystkim, co człowiek pozostawia na jego dnie. Metal ulega korozji, konstrukcja się rozpada. a stalowe pojemniki, które miały chronić rtęć, również nie są wieczne.
Norweskie badania potwierdziły obecność rtęci zarówno we wraku, jak i w osadach wokół niego. Znajdowane wcześniej pojemniki pokazywały skalę problemu – spośród ośmiu wydobytych podczas badań aż siedem było skorodowanych na wylot.
W częściach kilowych U-864 znajdują się zarówno całe, jak i skorodowane pojemniki. Badacze znaleźli także swobodnie występującą ciekłą rtęć – wewnątrz konstrukcji oraz w dnie morskim wokół wraku.

Toksyczny ładunek nie jest więc już wyłącznie zamknięty w stalowych cylindrach. Część zanieczyszczenia stała się elementem osadów otaczających U-Boota.
Dlaczego po prostu tego nie wydobyć?
To pytanie powraca na Fedje od lat. Skoro na dnie znajduje się rtęć, dlaczego Norwegia nie wydobędzie jej razem z wrakiem?
Odpowiedź kryje się 150 metrów pod powierzchnią morza. U-864 nie jest nienaruszonym okrętem stojącym spokojnie na dnie. Torpeda rozerwała go na części, konstrukcja od dziesięcioleci koroduje, a część elementów jest zagłębiona w osadach. Co więcej, w miejscu katastrofy nadal znajdują się materiały wybuchowe, a każda próba ingerencji oznacza poruszanie wraku oraz skażonego dna. Jak łatwo się domyśleć rtęć, która przez lata pozostawała uwięziona w osadach, może zostać ponownie uwolniona do środowiska.
Roboty mogą dostać się do rtęci
Norwegowie nie ograniczyli się jednak do teoretycznych analiz. W ramach nowych badań sprawdzono, czy współczesna technologia pozwoliłaby dostać się do części U-Boota, w których przechowywano rtęć.
Technicznie możliwe jest dotarcie do konstrukcji kilowej i wydobywanie pojemników przy użyciu zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych.
To jednak nie rozwiązuje najważniejszego problemu. Norweski Zarząd Wybrzeża (Kystverket) porównał dwa scenariusze – pierwszy zakłada próbę wydobycia pojemników z rtęcią, a następnie przykrycie wraku i skażonego dna, a drugi – pozostawienie ładunku i bezpośrednie przykrycie całego obszaru.
Oba rozwiązania mają w długiej perspektywie znacząco ograniczyć ryzyko dla środowiska, jednak pierwsze niesie ze sobą dodatkowe zagrożenie właśnie w czasie prowadzenia prac.
Manipulowanie wrakiem może doprowadzić do rozprzestrzenienia rtęci i skażonych osadów i do tego jest znacznie droższe.
Zamiast wydobyć – pogrzebać
Dlatego po przeprowadzeniu kolejnych badań Kystverket rekomenduje rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się zaskakujące: zostawić U-864 na dnie i przykryć zarówno wrak, jak i skażone osady. Nie chodzi jednak o zasypanie U-Boota przypadkową warstwą piasku.
Tildekking, czyli przykrycie, jest rozwiązaniem inżynieryjnym projektowanym tak, aby odizolować skażenie od środowiska. Warstwy materiału mają ograniczać wydostawanie się rtęci i jednocześnie zabezpieczać obszar przed erozją oraz zdarzeniami, które mogłyby naruszyć wrak.
Kystverket argumentuje, że właśnie to rozwiązanie daje najbardziej przewidywalny rezultat i najmniejsze ryzyko środowiskowe podczas samych prac. Nawet gdyby zdecydowano się najpierw odzyskać część pojemników, skażone dno i pozostałości wraku i tak trzeba byłoby później przykryć.
A co z torpedami?
Na dnie leży przecież wojenny okręt podwodny, a U-864 przewoził nie tylko rtęć. Wciąż znajdują się tam materiały wybuchowe, dlatego jednym z kluczowych pytań jest ryzyko detonacji podczas prowadzenia prac.
Najnowsze analizy wskazują, że przy metodach rozpatrywanych przez Kystverket ryzyko eksplozji jest niskie, pod warunkiem że wrak nie zostanie poddany dużym obciążeniom mechanicznym. To kolejny argument przemawiający za rozwiązaniem wymagającym możliwie niewielkiej ingerencji w rozpadającą się konstrukcję.
Decyzja jeszcze nie zapadła
Choć rekomendacja Kystverket jest jednoznaczna, Norwegia nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji o przykryciu U-864. Raport został 1 września przekazany do Ministerstwa Handlu, Przemysłu i Rybołówstwa (Nærings- og fiskeridepartementet).
– Raport dostarcza ważnej nowej wiedzy o stanie wraku oraz o działaniach, które mogą ograniczyć ryzyko środowiskowe w długiej perspektywie – przekazała minister rybołówstwa i oceanów Marianne Sivertsen Næss w komunikacie.
Rząd ma teraz przeanalizować rekomendację i zdecydować, które rozwiązanie zostanie zastosowane.
Sprawa U-864 ciągnie się w Norwegii od ponad dwóch dekad. Kolejne badania, ekspertyzy i propozycje nie zakończyły sporu o to, czy toksyczny ładunek powinien zostać wydobyty, czy bezpiecznie odizolowany na dnie.
Wojna, która nie skończyła się w 1945 roku
U-864 jest niemal kapsułą czasu z ostatnich miesięcy II wojny światowej, mogiłą 73 ludzi i jednocześnie źródłem skażenia środowiska. Historia tego okrętu pokazuje też, że skutki wojny mogą trwać znacznie dłużej niż same działania zbrojne.
W lutym 1945 roku problemem było zatrzymanie niemieckiego U-Boota zmierzającego do Japonii, osiemdziesiąt jeden lat później pytanie jest zupełnie inne: jak unieszkodliwić to, co wojna pozostawiła 150 metrów pod powierzchnią norweskiego morza – nie uwalniając przy tym trucizny, która spoczywa tam razem z wrakiem?
