Ekspert ds. bezpieczeństwa cyfrowego Lars Eirik Berg uważa, że nowe ataki typu odmowa usługi (DDoS) na Norwegię w środę są bardzo prawdopodobne. Nie spodziewa się jednak, aby zakłóciły one uroczystości pogrzebowe.
– Ataki typu odmowa usługi oceniłbym jako niemal 99-procentowe, a nawet bardziej pewne. Będą się powtarzać – mówi Berg agencji NTB.
Berg jest ekspertem ds. bezpieczeństwa w firmie Semaphore i ma wieloletnie doświadczenie w branży. Wskazuje na ataki typu DDoS, które w ostatnim czasie dotknęły m.in. system logowania ID-porten, strony internetowe wielu uniwersytetów i szkół wyższych oraz Urząd ds. Cudzoziemców (UDI).
Tego rodzaju atak polega na przeciążeniu serwerów ogromną liczbą żądań. W odróżnieniu od włamania hakerzy nie uzyskują jednak dostępu do wnętrza systemów. Zaatakowane usługi zwykle zaczynają działać normalnie zaraz po zakończeniu ataku.
Zagrożone mogą być usługi dostępne dla mieszkańców
Zdaniem Berga w okresie poprzedzającym pogrzeb króla Haralda i podczas środowych uroczystości najbardziej prawdopodobnymi celami mogą być systemy logowania, systemy rezerwacji oraz inne usługi dostępne publicznie.
– Prawdopodobieństwo jest chyba większe, że będą próbowali zaatakować to, co odczują zwykli użytkownicy – mówi.
Tego rodzaju ataki mają zazwyczaj na celu zwrócenie na siebie uwagi i uzyskanie rozgłosu w mediach. Dlatego, jego zdaniem, najbardziej narażone są systemy, których niedostępność bezpośrednio odczują mieszkańcy.
Ataki DDoS można ograniczać m.in. dzięki zewnętrznym, skalowalnym systemom ochrony przed tego typu atakami oraz zwiększeniu przepustowości i mocy serwerów. Rozwiązania te są jednak kosztowne.
– Utrzymywanie takiej ochrony przez cały czas kosztuje bardzo dużo. W przypadku usług krytycznych powinno się jednak mieć skalowalne rozwiązanie, które automatycznie zwiększa swoje możliwości w przypadku dużych ataków.
– Nigdy nie można jednak mieć stuprocentowej ochrony przed atakami typu odmowa usługi. Byłoby to niezwykle kosztowne – podkreśla.
Apel do mediów o ostrożność
Do części ataków, które miały miejsce w ostatnim czasie, przyznała się prorosyjska grupa. W mediach społecznościowych informuje ona o swoich działaniach, podaje godziny ataków oraz publikuje zrzuty ekranów niedziałających stron internetowych i materiały medialne dotyczące cyberataków.
Kilka norweskich mediów publikowało nazwę grupy oraz jej zdjęcie. Berg krytykuje takie podejście.
– Celem jest przecież zwrócenie na siebie uwagi, zakłócanie działania lub testowanie systemów oraz sprawdzanie poziomu gotowości – uważa.
– Prawdopodobieństwo kolejnych ataków typu odmowa usługi jest więc duże właśnie ze względu na dotychczasowe zainteresowanie mediów – mówi. Jednocześnie zaznacza, że jest to miecz obosieczny, ponieważ całkowite przemilczanie takich ataków również nie jest możliwe.
– Chodzi jednak o to, jak media je przedstawiają, a szczególnie o wykorzystywanie zrzutów ekranów oraz podawanie nazw. To dokładnie to, na czym zależy sprawcom – mówi Berg.
– Ataki typu odmowa usługi mają miejsce w Norwegii wiele razy dziennie. Zainteresowanie mediów może jednak stwarzać błędne wrażenie, że w ostatnich tygodniach aktywność była wyjątkowo duża – dodaje.
NSM: – Poziom bezpieczeństwa musi zostać podniesiony
Norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Narodowego (NSM) ostrzegł przed weekendem, że tego rodzaju ataki mogą mieć konsekwencje, jeśli doprowadzą do niedostępności usług krytycznych. Również NSM podkreśla, że same ataki DDoS nie są niebezpieczne, a ich celem jest przede wszystkim zwrócenie na siebie uwagi.
– Poziom bezpieczeństwa musi zostać podniesiony. Organizacje w Norwegii muszą zapewnić rozwiązania awaryjne i ćwiczyć sposób reagowania na tego typu zdarzenia – mówi Martin Albert-Hoff, dyrektor departamentu ds. cyberbezpieczeństwa operacyjnego w NSM, w wiadomości e-mail przesłanej NTB.
Według NSM Służba Wywiadowcza oraz PST wskazały konkretnych sprawców zainteresowanych prowadzeniem tego rodzaju operacji.
– Ataki typu odmowa usługi to tani środek dla podmiotów, które chcą zwrócić na siebie uwagę, wywołać irytację, a przede wszystkim osłabić zaufanie do norweskich władz – mówi Albert-Hoff.
(©NTB)
