Przez dziesięciolecia król Harald przyjeżdżał nad Altaelvę, by łowić. Nad rzeką spotykał także wciąż tych samych ludzi. Wśród nich był Hans Kristian „Hasse” Kjeldsberg, jeden z lokalnych członków zespołu towarzyszącego królowi podczas wypraw na łososie.
Alta na północy Norwegii była jednym z miejsc, do których Harald V regularnie wracał. Król z zapałem uprawiał wędkarstwo muchowe, a wyprawy nad rzekę stały się częścią jego prywatnego życia.
Według informacji przekazywanych przez Alta Laksefiskeri Interessentskap (ALI) Harald V łowił w Altaelvie od 1974 roku. W 2025 roku, po kolejnym pobycie nad rzeką, organizacja informowała, że król był bardzo zadowolony zarówno z warunków, jak i połowów. Jego osobisty rekord w Altaelvie to łosoś ważący 15,5 kilograma.
To jednak nie wielkość ryb wydaje się najlepiej tłumaczyć, dlaczego przez tyle lat wracał właśnie tutaj.
Rzeka i ludzie
Jednym z ludzi, którzy przez ponad trzy dekady byli częścią królewskich wypraw, był Hans Kristian „Hasse” Kjeldsberg. Lokalnie pełnił funkcję tak zwanego stakera czyli osoby prowadzącej łódź podczas połowu.
Przez lata wspólnie spędzali wiele godzin na rzece.
W materiałach poświęconych królowi Kjeldsberg wspominał przede wszystkim nieformalny charakter tych spotkań. Harald, mimo swojej pozycji, byłł w otoczeniu ludzi, którzy znali go od lat i dzielili z nim zainteresowanie wędkarstwem.
Tak właśnie przedstawiało tę relację również NRK, które opisywało Kjeldsberga jako człowieka towarzyszącego królowi podczas połowów przez 32 lata.
Coś więcej niż rekordy
Podczas rozmowy przygotowanej w związku z 300-leciem Alta Laksefiskeri Interessentskap król został zapytany o swoje najlepsze wspomnienia z Altaelvy. Odpowiedź nie sprowadzała się do konkretnej ryby czy rekordu.
Mówił o momentach, kiedy udawało się coś złowić, ale także o czasie spędzanym z przyjaciółmi, znajomymi i ludźmi z łodzi.
Wędkarstwo dawało królowi zarówno kontakt z naturą i możliwość spędzania czasu w niewielkim gronie osób, z którymi łączyła go wspólna pasja.
Materiał przygotowany w związku z jubileuszem ALI pokazuje, że relacje te z czasem stały się naprawdę bliskie. Lokalni uczestnicy wypraw wspominali nie tylko wspólne połowy, ale również spotkania poza rzeką. Bywali zapraszani na królewskie uroczystości i urodziny.
Harald, którego znali znad rzeki
Wokół króla zawsze istniał protokół. Wyprawy wędkarskie miały zupełnie inny charakter.
Tutaj najważniejsza była rzeka, pogoda, łódź, sprzęt i łosoś. A obok nich ludzie, którzy przez lata tworzyli stałe grono towarzyszące królowi podczas wypraw.
W pałacu był monarchą. Podczas zagranicznych wizyt – głową państwa. W Alcie był przede wszystkim człowiekiem, który przyjeżdżał łowić ryby.
Jeśli już mowa o rekordach…
Harald V miał w Altaelvie imponujący wynik – 15,5-kilogramowego łososia. Informacje o tej rybie pojawiały się wielokrotnie w norweskich mediach, a w 2025 roku potwierdzano ją jako jego rekord z tej rzeki.
Nie był to jednak największy łosoś, jakiego złowił w Norwegii. W Lærdalselvie jego rekord wynosił 18,5 kilograma.
Nad Altaelvą pozostawił jednak coś trudniejszego do zmierzenia.
Dziesiątki lat wspólnych wypraw. Znajomości z ludźmi znad rzeki. Rozmowy i doświadczenia, które nie należały do oficjalnej biografii monarchy.
Ostatnia wyprawa
Po śmierci Haralda Kjeldsberg mówił o królu przede wszystkim jako o człowieku, którego znał przez dziesięciolecia.
W rozmowie z VG wspominał wspólne lata nad Altaelvą i emocje związane z odejściem przyjaciela. To właśnie ten materiał VG z 28 sierpnia 2026 roku przyniósł szerzej historię lokalnych przyjaciół króla i ich wspomnienia z wieloletnich wypraw.
Kilka dni później w materiale Ruijan Kaiku przypomniano również archiwalne nagrania przygotowane przez ALI z okazji 300-lecia organizacji. Występują w nich między innymi Kjeldsberg oraz bracia Tor Kjetil i Hans Ulrik Wisløff, ludzie tworzący przez lata lokalne zaplecze królewskich wypraw.
Harald V nie był tam tylko królem. Był wędkarzem i stałym gościem. Był również człowiekiem, który przez dziesięciolecia wracał nad tę samą rzekę – do ludzi, których znał.
Altaelva straciła więc nie tylko króla. Straciła także swojego słynnego wędkarza.
