Russ nie znaczy Rosjanin

Czy zdarzyło Wam się, by podczas norweskiego dnia niepodległości podszedł do Was młody człowiek ubrany w upstrzony plakietkami kolorowy drelich, zazwyczaj czerwony albo niebieski, i wręczył Wam swoją wizytówkę albo dziwną kartkę pocztową? Nie, to wcale nie stare wojsko wyszło z koszar i świętuje koniec służby. Bo ten młody człowiek to… Russ.

Już za rok matura

Po trzynastu latach nauki, czyli po ukończeniu szkoły podstawowej oraz średniej, ale jeszcze przed egzaminem końcowym, norweska młodzież zaczyna swój bal. Barwny korowód, który trwa trzy tygodnie. Od ostatniego kwietniowego piątku do siedemnastego maja, czyli do Dnia Konstytucji, norweska młodzież próbuje wyszaleć się za wszystkie czasy zanim wejdzie w tak zwany wiek dorosły, w którym już tylko nuda, kierat, marność, marność i jeszcze raz marność. Nic też dziwnego, że jest to bal tyleż kolorowy i oryginalny, co huczny i mocno zakrapiany. Jak w Polsce po maturze. Choć czasami i przed…

Russefeiring czyli czas zdjąć rogi

Co do tego skąd wzięła się nazwa russ, zdania są podzielone. Jedne źródła podają, że russ to ostatnie trzy litery łacińskiego zwrotu: coruna depositurus, czyli „zrzucanie rogów”, z czasów, gdy w Norwegii nie było jeszcze uniwersytetów, a norweska młodzież udawała się do Danii, aby na uniwersytecie w Kopenhadze zdawać egzamin wstępny, a zarazem końcowy (odpowiednik polskiej matury), czyli tak zwany examen artium, by móc nareszcie zażyć dobrodziejstw szkolnictwa wyższego. Ów XVII-wieczny zwyczaj pasowania przyszłych studentów polegał na tym, że przystępującemu do egzaminu młodzieńcowi starsi koledzy z uczelni przyklejali do czoła róg. Gdy zaś świeżo upieczony student zdał egzamin, oficjalnie mu ten róg zdejmowano. O tym, co robiono z uczniami, którzy nie zdali egzaminu – niestety źródła milczą.

Inni znawcy tematu uważają, że sprawa nazwy tego jakże charakterystycznego i ważnego dla Norwegii święta jest i bliższa i mniej skomplikowana. A pochodzi ona od słowa russelue, czyli „czerwona czapka”. Tu warto wspomnieć, że gdy w 1904 roku swoich norweskich kolegów odwiedzali studenci z Niemiec to mieli oni właśnie na głowach takie czerwone czapki. I z tej to zapewne przyczyny oraz inspiracji rok później norwescy uczniowie zaczęli nosić russelue, a russefeiring, czyli święto Russów stało się nieoficjalnym i równoległym świętem zakończenia nauki w szkołach średnich (videregående skole).

Kolorowy zawrót głowy

Najpierw były czerwone czapki. Potem specjalne stroje oraz symbole. No i sławne czerwone samochody (russebuss). Ale o tym później. Pewnego dnia bowiem, a było to w 1916 roku, Szkoła Handlowa w Oslo, aby okazać wyższość uczniów z prestiżowego wydziału ekonomii nad uczniami z pozostałych wydziałów, postanowiła dodać do czerwonych czapek element niebieski. To zaś spowodowało, że w dość krótkim czasie uczniowie chcący parafować swoją osobą rodzącą się właśnie tradycję russ postanowili ustanowić własne barwy w zależności od tego, do jakiej szkoły uczęszczali. I tak. Czerwony kolor zarezerwowano dla uczniów, którzy ukończyli licea ogólnokształcące. I jest to najbardziej popularny kolor. Niebieski zarezerwowano dla szkół handlowych i ekonomicznych. Czarny dla szkół zawodowych, a zielony dla szkół o profilu rolniczym oraz leśnym. Do tego oczywiście należy dodać czapkę oraz… bambusowy kij. Przy czym warto pamiętać, że czapkę zakłada się dopiero 17 maja, czyli po pasowaniu na prawdziwego Russ.

A jednak szata zdobi człowieka

Są właściwie trzy rodzaje stroju na russefeiring. Pierwszy to kombinezon à la okrycie ochronne mechanika samochodowego. Najbardziej lubiany. Drugi to tak zwane ogrodniczki w stylu amerykańskiego budowlańca, który zwisając nogami w dół je kanapkę na sto dwudziestym piętrze przyszłego drapacza chmur. Trzeci zaś to szerokie spodnie oraz kurtka. Są to zwykle dość obszerne ubrania, pełne kieszeni, schowków i zakamarków, ponieważ każdy szanujący się przyszły Russ musi mieć ze sobą i na sobie wszystko to, czego będzie potrzebował podczas trwania święta. Czyli przez najbliższe trzy tygodnie. I tu smaczek. Można by rzec, że rarytas. Bo według zasad przyszłemu Russydczykowi nie wolno przez dwadzieścia jeden dni, uwaga… zdjąć ubrania (sic!). A jeśli to uczyni – utną mu nogawkę. Dlatego zapewne, może na znak niedotrzymania umowy, tylu młodych Norwegów zarówno w czasie święta Russ, jak i w późniejszym okresie, chodzi z jedną nogawką podwiniętą aż pod kolano. Kto wie…

Fot. Szymon Zychowicz

Na kombinezonach, kurtkach oraz ogrodniczkach zwykle przytwierdzona jest, przyszyta albo przyklejona, flaga Norwegii. Na ubraniu widnieje także nazwa oraz rok ukończenia szkoły, a w małej przeźroczystej kieszonce legitymacja szkolna. Modne są również, zaprojektowane przez siebie samego albo znajomych, emblematy w formie transferów, czyli prasowanek. Przypomina to trochę tradycję malowania przez starsze wojsko chust na zakończenie służby wojskowej. Wzornictwo właściwie jest nieograniczone.

Z czapki przyszłego Russa zwisa tajemniczy sznurek. Na nim zaś, niczym w peruwiańskim kipu (pismo Inków), możemy zobaczyć mnóstwo węzełków oraz przywiązanych przedmiotów. Są to oznaczenia wykonanych zadań. Bowiem świętowanie zakończenia nauki w średniej szkole to nie tylko sielanka i zabawa, ale i wykonywanie powierzonych przez „starszyznę” Russ zadań. Niczym w teatralnej fuksówce albo podczas obcinania tak zwanego „kociego ogona” w wojsku. Jeśli przyszły Russ ma na sznurku tylko jeden węzełek to może oznaczać, że nie spał przez 24 godziny. Jeśli na przykład u czapki dynda mu grzebień to może znaczyć, że chadzał goły w miejscu publicznym. Jeśli przy sznurku wisi plastikowy widelec to znaczy, że zjadł kebab w dziesięć minut i nie używał przy tym rąk. A jeśli do sznurka przywiązane jest sztuczne jabłko, to zapewne zgłosił się na policję, oskarżając samego siebie o kradzież jabłek w pobliskim ogródku. Dość powiedzieć, że ile w młodych umysłach wyobraźni, tyle i pomysłów oraz zadań.

Russebuss

Ponieważ większość przyszłych Russydczyków podczas swojego święta właśnie kończy albo ma już skończone osiemnaście lat, nic też dziwnego, że z nabytego właśnie prawa do zakupu alkoholu, przyszli władcy świata, jak mało kto, ochoczo korzystają i chcą korzystać. By jednak mieć gdzie ów napój bogów spożywać, dobrze się przy tym bawiąc, i aby nikt im w tym nie przeszkadzał, przyszli adepci dorosłości wpadli na genialny pomysł rodem z pomysłu samego Michała Drzymały. Bowiem, jak ongiś Drzymała wymyślił dom na kółkach, wodząc w ten sposób Prusaków za nos, tak i norweska młodzież postąpiła podobnie. Ot, wymyśliła imprezy ruchome. W tym celu adaptowała a to stare busy, na przykład popularne „piętrusy” albo „ogórki”, a to przestarzałe autokary, a to znowu pozbawione platform ładunkowych zdezelowane samochody ciężarowe. Wszystkie te pojazdy kwieciście, kolorowo i pstrokacie wymalowano, ich wnętrza zaś wyposażono w łóżka piętrowe, fotele, toalety, barki i inne przedmioty oraz urządzenia niezbędne do dobrej zabawy. Potem wystarczy już tylko zmówić się z innymi biesiadnikami, wyznaczyć miejsce imprezy, na przykład jakiś parking, plac szkolny albo brzeg morza i dawaj hulanki oraz swawole do samego rana.

Żeby było ciekawiej, podczas tych zabaw przyszły Russ… nadal chodzi do szkoły. Podobno dopóki trzyma się na nogach nikt go ze szkoły nie wyrzuci. I tak aż do siedemnastego maja…

Polski akcent

Na mapie Kristiansand, przy ulicy Krittveien 32, pośród wielu innych firm, w kameralnej przestrzeni ma swoją siedzibę jedna z najstarszych drukarni, HOLST Profiltrykkeri. Od kilku lat prowadzą ją Kamila Gutt oraz Michał Struzik. Ich firma zajmuje się nie tylko nadrukami na koszulkach, odzieży sportowej, kurtkach, torbach, czapkach, parasolkach, projektowaniem logo dla firm czy drukiem wizytówek. Jako jedni z nielicznych świadczą oni również usługi w sektorze Russ i posiadają znak jakości RUSSEPRODUKTER. Nic też dziwnego, że w ciepły kwietniowy dzień pod drzwiami tej jakże szacownej firmy często można zobaczyć przestępujących z nogi na nogę młodych ludzi, którzy właśnie czekają na swój pierwszy w życiu kombinezon, ogrodniczki, abo kurtkę z nowiutkim nadrukiem Russ. Dlatego Miły Czytelniku, jeśli twój syn, albo córka są już gotowi na russefeiring to nie zapominaj o firmie HOLST.

Zdjęcie tytułowe: Anna Zychowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *