Do Bożego Narodzenia zostały jeszcze ponad dwa miesiące, ale w Norwegii święta już oficjalnie się rozpoczęły. Przynajmniej dla miłośników julebrus. Na sklepowe półki wrócił napój, który potrafi podzielić Norwegów bardziej niż niejeden polityczny spór. Czerwony czy brązowy? Z Hamar czy z Trondheim? A może najważniejsze pytanie brzmi: czy naprawdę trzeba zaczynać święta już w październiku?
W Polsce pierwszym sygnałem zbliżających się świąt bywają czekoladowe Mikołaje, które pojawiają się w sklepach, zanim zdążymy schować letnie sandały. W Norwegii sprawa wygląda nieco inaczej. Tutaj nadejście Bożego Narodzenia ogłasza julebrus.
Nie choinka. Nie pierwszy śnieg. Nawet nie świąteczne pierniczki.
Gazowany napój.
I to nie byle jaki, bo julebrus ma w Norwegii status niemal narodowej świętości. Można dyskutować o pogodzie, podatkach czy cenach prądu, ale wystarczy zapytać Norwega, który julebrus jest najlepszy, a rozmowa szybko nabierze temperatury.
Święta zaczynają się w październiku. Proszę nie dyskutować
9 października 2026 roku koncern Ringnes ogłosił powrót julebrus do sklepów. W tym tygodniu charakterystyczne czerwone i brązowe napoje ponownie zajmują swoje miejsca na półkach w całym kraju.
– Wiemy, że wiele osób czekało na możliwość otwarcia pierwszego julebrus w tym roku – mówi Ida Lyche Sørensen, odpowiedzialna za tę kategorię napojów w Ringnes.
Według producenta julebrus jest czymś więcej niż zwykłym napojem gazowanym. To tradycja, nostalgia i świąteczna atmosfera zamknięta w butelce.
Można oczywiście zapytać, czy w połowie października nie jest trochę za wcześnie na świąteczny nastrój. Ale to pytanie lepiej zadać komuś, kto nie czekał na julebrus od stycznia.

Czerwony czy brązowy? Norweski konflikt pokoleń, regionów i kubków smakowych
W Polsce potrafimy prowadzić długie dyskusje o tym, czy do sałatki jarzynowej należy dodawać jabłko. Norwegowie mają swój odpowiednik tego sporu: kolor julebrus.
Bo julebrus występuje przede wszystkim w dwóch wersjach – czerwonej i brązowej.
Czerwony bywa kojarzony ze słodkimi, owocowymi smakami, przypominającymi cukierki lub malinową oranżadę. Brązowy ma zwykle łagodniejszy, bardziej karmelowy charakter, choć ostateczny smak zależy od producenta.
I tutaj zaczynają się schody.
Dla jednych jedynym prawdziwym julebrus jest brązowy Hamar og Lillehammer. Inni nie wyobrażają sobie świąt bez czerwonego Dahls. Jeszcze inni są wierni lokalnym markom, których smak pamiętają z dzieciństwa.
Ringnes informował w poprzednich latach, że preferencje konsumentów dzielą się mniej więcej po połowie między czerwone i brązowe odmiany.
To chyba jedyny kraj, w którym kolor oranżady może być tak ważnym elementem regionalnej tożsamości.
Skąd właściwie wziął się julebrus?
Historia julebrus jest znacznie starsza, niż można przypuszczać.
Według norweskiej encyklopedii Lille norske leksikon reklamy napoju pod nazwą julebrus pojawiały się już w 1912 roku. Wówczas reklamowała go firma Opdal Mineralvandfabrik w Trøndelag. W latach 50. i 60. XX wieku świąteczne napoje gazowane zaczęły rozpowszechniać się także w innych częściach Norwegii.
Jedną z najważniejszych marek stał się Hamar julebrus.
Historia browaru Hamar sięga XIX wieku, ale produkcja jego świątecznego napoju rozpoczęła się około 1958 roku. Początkowo eksperymentowano z różnymi smakami i kolorami. Był julebrus czerwony, pojawił się nawet zielony, który jednak nie podbił serc konsumentów.

Przełom nastąpił w 1972 roku. Wtedy opracowano brązową wersję napoju, która z czasem stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Norwegii.
Co ciekawe, według historii Hamar Bryggeri brązowy julebrus miał przypominać piwo nalane do szklanki. Chodziło o stworzenie bezalkoholowego napoju, który również będzie wyglądał odświętnie.
Można więc powiedzieć, że Norwegowie znaleźli sposób, aby dzieci mogły wznieść świąteczny toast napojem przypominającym piwo, ale smakującym zupełnie inaczej.
Ponad 21 milionów litrów świątecznej tradycji
Jeżeli ktoś uważa, że julebrus jest tylko sympatyczną ciekawostką, liczby mogą go zaskoczyć.
Według Lille norske leksikon w 2024 roku w Norwegii sprzedano ponad 21 milionów litrów julebrus.
To równowartość ponad 63 milionów puszek o pojemności 330 ml. W kraju liczącym około 5,6 miliona mieszkańców oznacza to ponad 11 takich puszek na osobę – oczywiście statystycznie, bo nie każdy pije julebrus.
A przecież mówimy o produkcie, który jest dostępny przede wszystkim przez kilka miesięcy w roku.
Według danych Ringnes w ostatnim tygodniu przed Bożym Narodzeniem julebrus potrafi odpowiadać za około jedną czwartą sprzedaży napojów gazowanych w Norwegii.
Jedna czwarta! W tym czasie nawet zwykła cola musi uznać wyższość świątecznej tradycji.
Smak dzieciństwa ważniejszy niż nowości
Na rynku napojów producenci nieustannie wymyślają nowe smaki, opakowania i warianty. Konsumenci lubią próbować czegoś nowego, jednak w przypadku julebrus nowość niekoniecznie jest zaletą. Wręcz przeciwnie.

Jak wyjaśnia Ringnes, większość konsumentów chce, aby ich ulubiony julebrus smakował dokładnie tak samo jak w dzieciństwie. Najlepiej, żeby również etykieta wyglądała znajomo.
To właśnie nostalgia jest jednym z sekretów sukcesu.
Dla wielu Norwegów julebrus oznacza rodzinne spotkania, przygotowania do świąt, zapach pierników i wspomnienia z dzieciństwa. Każda butelka jest małym powrotem do dawnych lat.
Co ciekawe, napój nie potrzebuje wielkich kampanii reklamowych. Konsumenci sami organizują testy smakowe, publikują rankingi, dyskutują w mediach społecznościowych i bronią swoich ulubionych marek.
Marketing marzeń: produkt, którego fani wykonują znaczną część pracy promocyjnej za darmo.
Julebrus zmienia opakowanie, ale nie charakter
Nawet tak tradycyjny produkt musi jednak dostosowywać się do nowych zwyczajów zakupowych.
Ringnes poinformował, że w 2025 roku sprzedaż julebrus w puszkach wzrosła o 10 procent. Rosnącą popularnością cieszą się także wersje bez cukru.
Jednak podstawowa zasada pozostaje niezmienna: napój ma smakować znajomo.
W tegorocznej ofercie Ringnes znajdują się między innymi Hamar og Lillehammer Julebrus, Dahls Julebrus, Ringnes Julebrus i Solo Super Julebrus. Pierwszy z nich producent określa jako największą markę julebrus w kraju i najbliższą ogólnonarodowemu faworytowi.
Ale lokalna lojalność pozostaje silna. I całe szczęście, bo bez niej norweskie święta byłyby znacznie mniej emocjonujące.
Czy julebrus jest tylko norweskim fenomenem?
Norwegowie nie są jedynymi Skandynawami, którzy mają własny świąteczny napój.
Szwedzi piją julmust – ciemny, bezalkoholowy napój o charakterystycznym smaku, również silnie związany z Bożym Narodzeniem, jednak norweski julebrus wyróżnia ogromna różnorodność. Według Lille norske leksikon w 2024 roku na rynku istniało ponad 70 jego odmian, w tym czerwone, brązowe, żółte i zielone.
Siedemdziesiąt odmian świątecznej oranżady. Wybór większy niż liczba potraw, które większość z nas jest w stanie przygotować na Wigilię.
Może warto spróbować?
Dla Polaków mieszkających w Norwegii julebrus może być jedną z tych tradycji, które początkowo wydają się nieco dziwne.
Bo jak to? Świąteczny napój gazowany? I jeszcze tyle emocji wokół jego koloru?
A przecież sami mamy smaki, bez których trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie. Barszcz, kompot z suszu, pierogi, makowiec. Nie chodzi wyłącznie o smak. Chodzi o wspomnienia, rodzinę i poczucie, że właśnie nadchodzi ten wyjątkowy czas.
Norwegowie znaleźli własny sposób na zamknięcie tych emocji w butelce.
A że czasami zaczynają świętować już w październiku?
Cóż. Przynajmniej julebrus nie wymaga ubierania choinki.
A Wy? Jesteście w drużynie czerwonego czy brązowego julebrus? A może nadal uważacie, że najlepszym świątecznym napojem jest polski kompot z suszu?

