W Norwegii nie milkną komentarze po niedzielnym ataku terrorystycznym na plaży Bondi w Australii. Jaki wpływ będzie to miało na funkcjonowanie norweskiej społeczności żydowskiej?
W niedzielę wieczorem na plaży w Sydney dwaj napastnicy, ojciec i syn, Naveed i Sajid Akram, otworzyli ogień do świętujących w pierwszy dzień żydowskiego święta świateł, chanuki. W antysemickim ataku zginęło co najmniej szesnaście osób, w tym dziecko i Alex Kleytman, 87-latek ocalony z Holokaustu. Kilkadziesiąt kolejnych trafiło do szpitala.
Ofiar byłoby zapewne więcej, gdyby jeden ze świadków zdarzenia, Ahmed Al Ahmed, nie rozbroił jednego z napastników, sam odnosząc rany. Ranni zostali także dwaj policjanci. Jeżeli chodzi o napastników, jednego z nich zabito, drugiego raniono.
Po tej tragedii Paryż, Berlin, Londyn czy Nowy Jork zwiększyły środki bezpieczeństwa podczas obchodów chanuki. A jak zareagowano w Norwegii?
Atak potępił premier Jonas Gahr Støre, a król Harald V przesłał do Australii kondolencje.
– To, co się wydarzyło, jest głęboko wstrząsające i przerażające. (…) Norweski rząd solidaryzuje się ze społecznością żydowską w Australii i w Norwegii. Żydzi powinni czuć się bezpiecznie – powiedział premier Norwegii, cytowany przez NRK.
Jakie decyzje podjęto, by im to poczucie bezpieczeństwa zapewnić?
Wzmocniono ochronę przed Muzeum Żydowskim w Oslo – patrole pełnią tam uzbrojeni policjanci.
Policyjna służba bezpieczeństwa PST poinformowała jednak, że ocena poziomu zagrożenia wobec norweskiej społeczności żydowskiej na ten moment nie zostaje zmieniona, ponieważ już wcześniej – jesienią 2023 roku – ją podwyższono. Służby będą jednak dalej analizować sytuację.
