Imigracja stała się gorącym tematem w duńskiej kampanii wyborczej. Pojawiły się mocne głosy twierdzące, że imigracja z krajów niezachodnich powinna zostać zatrzymana, nawet jeśli miałoby to zaszkodzić gospodarce.
Dziś w Danii odbywają się wybory parlamentarne. Głosowanie zakończy się o godzinie 20.00, jednak – podobnie jak w Norwegii – głosy można było oddawać przedterminowo w wyznaczonych punktach publicznych. Frekwencja w 2022 roku przekroczyła tam 84 proc. i. w tym roku zapowiada się podobnie wysoka.
Obecna premier Danii, Mette Frederiksen, stara się o trzecią kadencję. Zdobyła uznanie swoją stanowczą postawą wobec Donalda Trumpa, pragnącego przejąć Grenlandię, terytorium zależne od Danii. Jej rząd popierał wsparcie Ukrainy.
Fredriksen opowiada się też za restrykcyjną polityką imigracyjną.
– Oczywiście pozytywne jest to, że ktoś chce przyczyniać się do rozwoju Danii, ale także w przypadku zagranicznej siły roboczej ważna jest liczba. Szczególnie dotyczy to osób z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu – powiedziała premier.
Sondaż przeprowadzony dla duńskiego dziennika BT pokazuje, że wielu ludzi się z tym zgadza. Co trzeci respondent uważa, że „imigracja z krajów niezachodnich powinna zostać zatrzymana, nawet jeśli wpłynie to na duńską gospodarkę”.
39% pytanych jest przeciwnego zdania. Reszta nie ma wyraźnej opinii na ten temat.
Rząd Fredriksen już wcześniej przedstawił plan umożliwienia deportacji obcokrajowców, którzy zostali skazani na co najmniej rok więzienia za poważne przestępstwa.
Sondaże sugerują, że obecny rząd straci większość. Wskazały również na ogólny spadek poparcia dla trzech największych partii. Próg wyborczy wynosi 2 %, dlatego do parlamentu może wejść nawet dwanaście ugrupowań.
Partie opozycyjne nie są szczególnie zainteresowane wspieraniem rządu centrowego ani rządu, w którym same nie uczestniczą.
W tej konfiguracji utworzenie rządu może być wymagającym zadaniem.
Kto wygra zacięty wyścig między prawicą a lewicą w Danii i jak wpłynie to na sytuację w kraju? Okaże się już w krótce.
