Artykuł ukazał się w dziale Opinii i wyraża poglądy autorki.
Każdego roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, dzieje się to samo
Coraz więcej osób kontaktuje się ze mną po pomoc. Zostali odesłani do domu – do swojego kraju – ponieważ zbliżają się święta. W styczniu jest tylko gorzej. Wtedy zgłasza się jeszcze więcej pracowników, którzy nie zostali ponownie wezwani do pracy. Z czasem cisza staje się strategią. Bo gdy raz zostaniesz odesłany do domu, nie jesteś już pracownikiem. Jesteś problemem, który wyjechał.
Dla wielu Boże Narodzenie to czas, na który się czeka. Inni się go obawiają. Należę do tej drugiej grupy. Boję się zarówno świąt, jak i stycznia. Bo wiem, co nadchodzi: dużo pracy i wiele smutnych historii.
Boże Narodzenie jest bowiem – po cichu i skutecznie – wykorzystywane jako narzędzie władzy na rynku pracy.
Widzę to każdego roku. Cyniczni pracodawcy „odsyłają” swoich pracowników do ich rodzin. Widzę zwłaszcza dwa warianty tej świątecznej metody.
Pierwszy: pracownik zostaje odesłany do domu w połowie grudnia. Cieszy się na święta i zakłada, że wynagrodzenie wkrótce wpłynie. W styczniu kontaktuje się ze mną – często wciąż z nadzieją, że wszystko się ułoży. Może pracodawca był tylko bardzo zajęty przed świętami? Może wypłata przyjdzie lada dzień? Czasem czuję się jak dziadek do orzechów w Boże Narodzenie. Bo muszę tę nadzieję rozłupać. Wiem, że wynagrodzenie nie nadejdzie.
Drugi wariant: pracownik zostaje odesłany do domu już pod koniec listopada. Wynagrodzenie za listopad jest przecież trochę opóźnione. Czynsz i jedzenie w Norwegii są drogie. Może lepiej być w kraju ojczystym, gdzie jest taniej i pracownik może „naprawdę odpocząć” przed świętami? Ci ludzie często kontaktują się ze mną tuż przed Bożym Narodzeniem, w pełnym kryzysie. Zazwyczaj brakuje wtedy dwóch wypłat w momencie, gdy zaczynają się święta.
Potem dzieje się to:
• pracodawca przestaje odpowiadać,
• wynagrodzenia za listopad i grudzień nie są wypłacane – razem z należnymi pieniędzmi urlopowymi,
• pracownik nie zostaje wezwany z powrotem do pracy w styczniu.
Podczas gdy Boże Narodzenie jest świętem wspólnoty, styczeń ujawnia, kto naprawdę do niej należy
Dla mnie stało się to niemal świąteczną tradycją. Wszyscy mamy przed świętami trochę więcej do zrobienia. To stało się moją świąteczną pracą.
W zeszłym roku, krótko przed Bożym Narodzeniem, siedziałam z czterema polskimi pracownikami, którzy nie otrzymali wynagrodzenia od października. Dostali wiele obietnic, że pieniądze nadejdą. A potem, pod koniec listopada, przyszła wiadomość: firma miała ogłosić upadłość. Wszyscy wyjechali do domu. Projekt, nad którym pracowali, właśnie się zakończył. Problem polegał na tym, że firma nigdy faktycznie nie ogłosiła upadłości. W związku z tym pracownicy nie mogli ubiegać się o wypłaty z norweskiego Funduszu ds. gwarancji wypłat (NAV Lønnsgarantiordning). Zamiast tego firma znalazła nowych zagranicznych pracowników, nowe projekty – i kontynuowała działalność w nowym roku. W końcu łatwiej jest ignorować wściekłych pracowników, gdy znajdują się w innym kraju.
Dwa lata temu pracowałam nad sprawami, w których pracownicy nie otrzymali wynagrodzenia już od sierpnia. Pracodawca wykorzystał Boże Narodzenie, aby zmusić ich do powrotu do pracy tuż przed świętami – w celu dokończenia ekskluzywnych projektów domków letniskowych – w zamian za obietnicę wypłaty zaległych pensji.
Trzy lata temu, dzień przed moim własnym wyjazdem do rodziny w Polsce na święta, siedziałam z dziewięcioma pracownikami, którzy tego samego dnia zostali odesłani do domu. Kierownik został aresztowany, konta zajęte, a wynagrodzenie za listopad i połowę grudnia przepadło. Wielu z nich było nowych w Norwegii, mieszkali razem i nie mieli pieniędzy na czynsz. Jeden z nich musiał sprzedać samochód. Sytuacja była dramatyczna.
Groźby jako świąteczne życzenia – chyba kiepsko działają?
Pomogłam im złożyć zawiadomienia o kradzieży wynagrodzenia. Policja uznała jednak, że do niej nie doszło. Rzadko otrzymujemy odpowiedź od policji w takich sprawach, ale tym razem faktycznie ją dostaliśmy. Policjant poprosił mnie, abym przekazała pracownikom, że muszą przestać wysyłać „groźby” do pracodawcy. Groźby jako świąteczne życzenia chyba kiepsko działają. Zanotowane.
Mogłabym tak cofnąć się o wiele lat. Ale w tym roku jest inaczej. To tak, jakby „świąteczna strategia” zaczęła się już w październiku. Od października około trzydziestu razy informowaliśmy władze o przestępczości i oszustach na rynku pracy. O wszystkim – od kradzieży wynagrodzeń i niebezpiecznych warunków pracy, po złożoną przestępczość upadłościową, poważne oszustwa podatkowe i handel ludźmi. Sprawy dotyczące kradzieży tożsamości, działalności na tzw. „słupy” i manipulowania rejestrami publicznymi. Sprawy obejmujące wiele osób z różnych krajów – szczególnie z Polski i Rumunii – i rozciągające się od Oslo po Altę, Lærdal, Drammen, Moss i Tønsberg.
Boże Narodzenie jest używane jako narzędzie
Dotyczy to przede wszystkim branży budowlanej, ale także sprzątania, transportu, myjni samochodowych, firm kurierskich – oraz jednej dużej sprawy związanej z hodowlą psów.
Rzadko norweska podwójna moralność jest tak widoczna jak w okresie świąt. Kupujemy status zapakowany w prezenty i remontujemy domy, kładąc nowy parkiet i montując nowe kuchnie. Czyste sumienie można kupić tanio – poprzez darowiznę lub symboliczny datek. Jednocześnie ci, którzy dostarczają paczki, sprzątają lokale, kładą parkiet czy serwują kawę, ryzykują, że zostaną pozbawieni wynagrodzenia, dzięki któremu mieli świętować Boże Narodzenie.

Boże Narodzenie jest więc wykorzystywane jako narzędzie. To nie przypadek. Brutalne narzędzie w życiu zawodowym. Odległość pomaga. Aparat pomocowy działa wolniej w okresie międzyświątecznym.
Cisza staje się strategią.
Bo gdy raz zostaniesz odesłany do domu, nie jesteś już pracownikiem.
Aleksandra Czech-Havnerås pełni rolę starszego doradcy ds. a-krim (przestępczości na rynku pracy) w Armii Zbawienia.
Artykuł ukazał się pierwotnie w Klassekampen
Co robić, gdy trafisz na nieuczciwego pracodawcy?
Przeczytaj:
