W piątek 20 marca księżna koronna Mette-Marit – po siedmiu tygodniach milczenia – opowiedziała o swojej przyjaźni z przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Wywiad, którego udzieliła, rozgrzał norweską opinię publiczną do czerwoności. Nie z powodu tego, co w nim padło. Przeciwnie – reagowano na to, co nie zostało dopowiedziane.
Wyemitowany przez NRK wywiad był krótki (niespełna 21-minutowy) i mniej treściwy niż można by oczekiwać. Bardziej niż przeprosiny przypominał ponadto mowę obrończą. W swoje odpowiedzi księżna wplotła chociażby wypowiedź, że wszystkie osoby, które widywała w towarzystwie Epsteina, były pełnoletnie i że przebywając z nim, nie była nigdy świadkiem niczego nielegalnego.
Księżna z jednej strony podkreślała, że nie o nią w całej sprawie najbardziej tu chodzi, że najważniejsze są ofiary Epsteina i że chce wziąć odpowiedzialność za swoje niewłaściwe postępowanie. Z drugiej – sama stawiała się w pozycji osoby pokrzywdzonej. Linia argumentacyjna, którą obrała, to „wykorzystał to, że jestem łatwowierna”, „zostałam zmanipulowana i oszukana”, „nie pamiętam” oraz „zachował się wobec mnie w sposób, który mi się nie spodobał” – aż tak, że zadzwoniła do męża (co nie przeszkodziło jej pisać kilka tygodni później do Epsteina, że za nim tęskni). Na sugestię, że ton ujawnionej korespondencji był „intymny” zareagowała określeniem go mianem „kumpelskiego”.
Czego nie pamięta?
Księżna twierdzi, że nie pamięta, czego dotyczył fragment z jej wiadomości do Epsteina o treści „zgooglowałam Cię po poprzednim e-mailu. Zgoda, nie wygląda to zbyt dobrze 😊”. Epstein był już wtedy skazany za jedno z przestępstw o charakterze seksualnym – nakłanianie nieletniej do prostytucji. Mette-Marit w rozmowie z NRK broniła się, twierdząc, że o tym nie wiedziała, mimo że przeprowadzający wywiad dziennikarz przypomniał, że w tamtym czasie informacja o wyroku Epsteina figurowała nawet w notce o nim na Wikipedii. Do Mette-Marit miały wtedy jednak, jak twierdzi, docierać tylko plotki, że Epstein „nie jest dobrą osobą”. Księżna powiedziała, iż żałuje, że nie ostrzegła przed nim większej liczby ludzi po zerwaniu z nim kontaktu w roku 2019.
Od pierwszych chwil rozmowy pojawiały się wzmianki o innych problemach Mette-Marit. Księżna odniosła się do nich na samym początku wywiadu, usprawiedliwiając się ze zwłoki w złożeniu wyjaśnień. Na pytanie, dlaczego musiało minąć aż siedem tygodni od publikacji akt Epsteina, by zabrała głos, odpowiedziała:
– Jesteśmy rodziną, która w ostatnich tygodniach znalazła się w bardzo wymagającej sytuacji. Dla nas najważniejsza była przede wszystkim rodzina. Jestem mamą młodego mężczyzny, który przechodzi przez bardzo trudne chwile. Dodatkowo mój stan zdrowia wymaga ode mnie dużo odpoczynku i się jeszcze trochę pogorszył – czytamy w Nettavisen.
Faktycznie, w ostatnim czasie pojawiały się informacje o złej kondycji fizycznej księżnej cierpiącej na chroniczne zwłóknienie płuc. Jeśli zaś chodzi o jej syna z poprzedniego związku, Mariusa Børga Høiby’ego, pozostaje on w areszcie w oczekiwaniu na wyrok, który ma zapaść na początku czerwca. Prokurator zażądał siedmiu lat i siedmiu miesięcy więzienia między innymi za przestępstwa seksualne, których miał się dopuścić pasierb następcy norweskiego tronu, przy czym prokuratura przyznała, że gdyby postulowana kara miała się opierać na prostym zsumowaniu hipotetycznych kar za przestępstwa popełniane pojedynczo, wynosiłaby aż 12,5 roku pozbawienia wolności. Ponadto domniemane ofiary mężczyzny żądają od niego łącznie 1,9 miliona koron odszkodowania. Oskarżony nie przyznaje się do najcięższych zarzutów, a obrona apeluje o karę w wymiarze 1,5 roku więzienia.
Do czego się nie odniosła?
Podczas udzielania wywiadu księżna wydawała się poruszona, kilkukrotnie znalazła się na granicy łez, mimo że miała dużo czasu na przygotowanie się do rozmowy. Pod jakimi bowiem warunkami ukazał się ten materiał? Przede wszystkim nie było to nagranie na żywo. Rozmowę opublikowaną w piątek zarejestrowano dzień wcześniej. Poza tym miała nie trwać dłużej niż 20 minut – co uzasadniano stanem zdrowia Mette-Marit. NRK miało pełną wolność w doborze pytań, ale ich treść wysłano zawczasu do pałacu królewskiego, i to aż tydzień przed wywiadem. Mimo to do jednej trzeciej z nich księżna się finalnie nie odniosła. Nie zdradziła na przykład, który z jej dobrych znajomych – przyjaźniący się również z Epsteinem – przedstawił ją Amerykaninowi. Nie wyjawiła również, na czym polegało wspomniane nieodpowiednie zachowanie Epsteina wobec niej.
O co nie pytano?
Po wywiadzie przez norweskie media przetoczyła się dyskusja nad tym, o co nie zapytano. Nie padło chociażby pytanie o to, co o Epsteinie wiedział książę Haakon – na co zwrócił uwagę komentator z Nettavisen. Dziennikarze z tej gazety przytaczają także negatywne opinie pojawiające się w mediach społecznościowych po publikacji wywiadu. Cytują między innymi Eivinda Trædala z partii MDG.
– Po siedmiu tygodniach milczenia księżna koronna w końcu decyduje się na wywiad — po to, żeby nie powiedzieć prawie nic – ocenił polityk na swoim Facebooku.
Program obejrzało 399 tysięcy osób. NRK potwierdza, że po emisji do nadawcy dotarło 125 skarg od widzów. Część niezadowolonych obywateli dało wyraz swoim oczekiwaniom dotyczącym bardziej krytycznych pytań. Inni jednak uznali, że pytania były za daleko idące.
Co na to książę?
Mette-Marit całego wyzwania nie musiała podjąć się sama. Wywiadu udzielała w towarzystwie męża. Do księcia Haakona skierowana była też część pytań.
Z odpowiedzi następcy tronu jasno wynikało wsparcie dla żony, chęć stawania po jej stronie pomimo wszelkich trudności.
– Myślę, że dobrze jest myśleć o fundamencie, który ja i księżna koronna zbudowaliśmy. Stoimy przecież na solidnej podstawie. Jesteśmy razem już ponad 25 lat – powiedział.
Mette-Marit w rozmowie z NRK stwierdziła, że Haakon jest osobą, którą szanuje najbardziej na świecie. Ponadto przeprosiła teściów – króla i królową – oraz wyraziła nadzieję, że cała ta sytuacja w dłuższej perspektywie nie stanie się powodem osłabienia zaufania do monarchii.
Przyszłość monarchii pod znakiem zapytania
Według najnowszych sondaży, mimo że księżna nie cieszy się popularnością, zaufanie do tej instytucji nie spada. Jednak mocna ocena zawarta w jednym z artykułów w Nettavisen – że wobec legitymizowania Epsteina dla księżnej nie ma miejsca na balkonie pałacu królewskiego podczas uroczystego świętowania 17 maja, ponieważ Mette-Marit nie powinna machać wtedy do dzieci – wydaje się co najmniej warta przemyślenia.
Na razie jednak księżna wróciła do obowiązków reprezentacyjnych na dworze. W ostatniej chwili odwołano decyzję o jej nieuczestniczeniu w wizycie belgijskiej pary królewskiej w Norwegii. Pomimo złego stanu zdrowia w poniedziałek 23 marca Mette-Marit podjęła gości podczas audiencji w pałacu królewskim w Oslo.
