Alkoholizm w Skandynawii

Badania w 2020 roku wykazały, że przeciętny Norweg spożywa w ciągu roku ponad 7 litrów czystego alkoholu. Choć na tle całej Europy nie jest to najwyższy wynik, to rosnąca w Norwegii liczba alkoholików budzi niepokój. Czym jest syndrom wysokofunkcjonującego alkoholika i co powoduje, że Skandynawowie częściej sięgają po alkohol? 

Według statystyk z 2021 roku ponad 10% Norwegów i prawie 4% Norweżek ma problem z nadużywaniem alkoholu. Podczas ostatnich dwóch lat trwania pandemii badania rynku alkoholowego wykazywały tendencje wzrostowe. W ubiegłym roku Vinmonopolet sprzedało rekordową ilość alkoholu – 115,5 milionów litrów. Najwięcej kupowano wina, w szczególności czerwonego. Większe spożycie trunków odnotowano głównie  wśród osób zatrudnionych na dobrze płatnych stanowiskach oraz wśród dorosłych posiadających dzieci. Najwięcej piją jednak starsi ludzie z grupy wiekowej 60+, do codziennego spożywania alkoholu przyznaje się około 80% z nich. 

Przytoczone liczby i statystyki w porównaniu z innymi państwami Europy nie stanowią wcale rekordów. W Polsce rocznie na jedną osobę przypada średnio 11,7 litrów czystego alkoholu. Z uzależnieniem zmaga się 22,7% mężczyzn, dwukrotnie tyle co w Norwegii, oraz 3,7% kobiet. Do częstszego spożywania alkoholu w związku z pandemią COVID-19 przyznało się 43% Polaków. Jednak alkoholizm, jakim go znamy i kojarzymy, w krajach wysokorozwiniętych zaczął przyjmować inną formę. 

Problem, którego nie widać

W głowie przeciętnej osoby na hasło „alkoholik” pojawia się obraz pijaka z ulicy, zaniedbanego, brudnego i bezrobotnego. Choć takie osoby znaleźć można wszędzie, to w rozwiniętym społeczeństwie rośnie liczba tzw. wysokofunkcjonujących alkoholików (HFA). Osoby z takim uzależnieniem chodzą do pracy, zazwyczaj piastują wysokie stanowiska, mają domy i rodziny oraz brak problemów finansowych. Tok i styl ich życia nie odbiega od normalności. A przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Drink na spotkaniu biznesowym, lampka wina do kolacji, kolejny drink po powrocie do domu na rozluźnienie po całym dniu pracy i może jeszcze jeden na lepszy sen. Niby nic nadzwyczajnego, do czasu. Nie jest trudno wpaść w błędne koło. Zaczyna się od niewinnego picia dla przyjemności, a kończy na konieczności spożycia alkoholu, aby przetrwać dzień. Taki alkoholizm łatwo ukryć oraz ciężko zdiagnozować. Przecież nie widzimy nic dziwnego w drinku czy lampce wina „na relaks” wypijanej przez osoby mające stabilne życie na dobrym poziomie. 

Zdj. mhouge/Pixabay

Ciężko jest zbadać skalę zjawiska HFA, takie osoby rzadko zgłaszają się na leczenie. Wiadomo jednak, że wysokofunkcjonujący alkoholicy to tylko etap przejściowy – mówi psycholog, terapeutka uzależnień Marta Powierża pracująca w klinice Terapeutica w Milanówku.

Jak informują specjaliści, w Polsce pojawiła się nowa grupa wysokofunkcjonujących alkoholików, którymi są kobiety w wieku 30+. Zajmujące wysokie stanowiska i często samotne, przez co problem długo nie jest widoczny. 

– Myślę, że jest to zróżnicowana grupa, choć głównie są to osoby na wysokich stanowiskach managerskich – kontynuuje Marta Powierża. – Mogą być to jednak też lekarze, osoby żyjące samotnie, pracujące w korporacjach lub z domu. Podstawowym wyzwaniem w leczeniu HFA jest to, że rzadko się zgłaszają, ponieważ przez długi czas nie odczuwają szkód, a te niewątpliwie pomagają rozpocząć terapię – komentuje terapeutka. – Kiedy już się jednak zgłoszą to ciężko im jest wejść w terapię. Często zaprzeczają uzależnieniu, krytykują stosowane metody leczenia i wchodzą w polemikę. Trudno takie osoby przekonać. 

Zdj. Gerd Altman/ Pixabay

O takim alkoholizmie można powiedzieć, że jest „estetyczny”. Choć z pozoru wysokofunkcjonującemu alkoholikowi daleko do pijaczka z ulicy, to mechanizm zachodzący w głowie i konsekwencje uzależnienia są wciąż takie same. Utrata kontroli, spadek jakości życia swojego i bliskich, depresja, spadek libido, rak trzustki czy marskość wątroby to tylko niektóre z wielu efektów choroby alkoholowej.

Jakie są przyczyny sięgania po alkohol?

Najogólniejszym powodem jest szeroko pojęty stres. Współczesne społeczeństwo odczuwa ogromne napięcie związane z pracą, szkołą, rodziną czy funkcjonowaniem w społeczeństwie. Nagły wybuch pandemii, która wielokrotnie udowodniła, że jej przebieg jest nie do przewidzenia, stał się kolejnym czynnikiem potęgującym stres. Nic więc dziwnego, że alkohol mający działanie rozluźniające i relaksujące, stał się szybką drogą ucieczki od problemu. Również dla osób, które wcześniej w natłoku obowiązków nie pozwalały sobie na drinka, dodatkowy czas wolny wynikający z lockdownu stał się do tego idelaną okazją. Czas dystansu społecznego zostawił ślad na psychice wielu ludzi. Samotność, lęk i depresja to stany, w których sięgnięcie po alkohol jest ryzykowne. Upragniona, lecz niestety tylko chwilowa poprawa samopoczucia szybko może stać się uzależniająca. W Norwegii potęgującym czynnikiem jest też klimat kraju. Długie i mroźne zimy, podczas, których dni są krótkie, tworzą aurę „idealną” do rozgrzania, a zarazem rozluźnienia się trunkiem alkoholowym.

Zakazany owoc smakuje najlepiej

Norwegia jest krajem, w którym od 1919 roku obowiązuje pewna forma prohibicji. W XIX w na jednego Norwega przypadało 13 litrów czystego alkoholu, którego większość wypijana była w postaci wódki. Z tego właśnie powodu wprowadzono między innymi zakaz sprzedaży wysokoprocentowego alkoholu oraz nałożono wysokie podatki na wszelkie produkty zawierające alkohol. Prawa do produkcji miały tylko spółki państwowe, a prawa do decydowania o działalności Vinmonoplet otrzymały tylko pojedyncze gminy na terenie kraju. Plan co prawda skutecznie zniechęcił społeczeństwo do kupowania, ale również rozwinął jego umiejętności do samodzielnego pędzenia bimbru. Dlatego w 1926 roku przywrócono pozwolenie na sprzedawanie trunków wysokoprocentowych. 

Dzisiejsza polityka alkoholowa Norwegii też jest bardzo rygorystyczna. Na terenie całego kraju znajduje się zaledwie 315 sklepów z sieci „Vinmonopolet”, które są jedynym miejscem umożliwiającym zakup mocniejszych alkoholi. Dorzucając do tego zakaz reklamowania napojów alkoholowych oraz ich bardzo wysokie ceny powstaje sieć ścisłych ograniczeń, w których ciężko o spontaniczną imprezę. Okazja do napicia się nabiera przez to większej wagi w ludzkiej psychice.

W obliczu pandemii rząd Norwegii podjął jednak ciekawą decyzję. Kiedy wprowadzono lockdown i wiele miejsc było zmuszonych wstrzymać swoją działalność, w trosce o zdrowie psychiczne rodaków, Vinmonopolet pozostały otwarte.

Skandynawowie na rauszu

Zdj. Rondell Melling/Pixabay

W 2021 roku laureatem Oscara został duński film Na rauszu. Można by się pokusić o stwierdzenie, że alkohol jest wręcz jednym z jego głównych bohaterów. Choć Thomas Vinterberg przyznał, że film nie jest hołdem dla alkoholu, a hołdem dla życia, to cała fabuła i przebieg wydarzeń dyktuje właśnie alkohol. W filmie możemy właściwie prześledzić każdy etap prowadzący do uzależnienia. Zostaje nam też przedstawiony opisany wyżej wysokofunkcjonujący alkoholizm. Widzimy tymczasowe korzyści, które przynosi stan upojenia oraz tragiczne skutki, które na dłuższą metę owy stan przynosi. 

Spośród krajów skandynawskich Dania ma największy problem z procentem społeczeństwa, które nadużywa alkoholu. 

– Nietypowym jest dla nas widzieć starszych ludzi, którzy od rana siedzą w barach i piją, nie tylko piwo ale i mocniejsze trunki – mówi para studentów z Polski, którzy obecnie uczą się w Danii. 

Kolejnym szokiem dla nich, ale też dla studentów z innych państw był fakt, że na terenie uczelni można bez problemu zakupić i wypić piwo. 

– Fakt, że podczas dni integracyjnych rozdawany był Tuborg nie był jakiś szokujący. Zaskoczyło nas tylko, że picie na uczelni jest normalne w trakcie całego roku akademickiego. W Polsce czas studiów jest trochę równoznaczny z piciem, ale w weekendy a nie w szkole – mówi zgodnie para.

W ich obserwacji picie alkoholu jest w Danii mocno znormalizowane i ucodziennione. Na ulicach tego jednak nie widać i nie spotyka się tam wcześniej wspomnianych pijaczków.  

Na rauszu podbiło serca audiencji w wielu miejscach na świecie. Vinterberg zaserwował nam rozrywkę, nauczkę i przestrogę w jednym. Otworzył oczy na nową  „estetyczną” odmianę choroby alkoholowej. 

Zdjęcie główne: Bruno /Germany/Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.