Na wojnie z prawdą

Mgła wojny

Już trzy tygodnie trwa wojna na Ukrainie.

Jesteśmy bezustannie zalewani informacjami dotyczącymi sytuacji na froncie, ilością rozbitych czołgów, poległych w walce oraz tragiczną sytuacją ludzi w oblężonych miastach. Każda niemal stacja telewizyjna, gazeta czy portal internetowy skoncentrowały się na podawaniu najświętszych newsów. Pojawili się „eksperci” dotychczas zajmujący się głównie promowaniem samych siebie w internecie. Każdy niemal czuje się w obowiązku wygłosić jakąś opinię. 

W tym zamieszaniu trudno się rozeznać. Co jest prawdą? Jak weryfikować informacje? Jakie jest stanowisko rządów, UE, NATO czy Rosji wreszcie?

Gdyby patrzeć bezkrytycznie na to, co podają media, to można by odnieść wrażenie, że lada dzień Ukraińcy zdobędą Moskwę… Są oczywiście głosy przestrzegające przed nadmiernym optymizmem, ale podświadomie nie chcemy ich tak chętnie słuchać. 

Strona rosyjska obecnie praktycznie nie ma dostępu do świata zachodu, ale na własnym poletku uprawia propagandę sukcesu ogłaszając kolejne zwycięstwa i opowiadając, jak to jest witana kwiatami w „wyzwolonych” przez siebie miastach.

Zdj. Michael Drummond/Pixabay

Praktycznie nie ma możliwości zweryfikowania faktów, dlatego jedynym rozsądnym wyjściem jest szersze spojrzenie na całą sytuację i zadanie sobie kilku pytań, które pozwolą z grubsza zrozumieć to, co się dzieje wokół nas. Trzeba zrozumieć potrzeby stron i obserwować zmiany w postrzeganiu wojny przez światowe mocarstwa, z których każde ma swoje interesy.

Wojna informacyjna

Ukraina zdecydowanie wygrywa starcie informacyjne. Jest to pewnym zaskoczeniem, ponieważ w naszych mapach mentalnych istnieje mit o niesamowitych „ruskich hakerach”, którzy mogą wszystko, łącznie z ustawianiem wyborów w USA na przykład.

Okazało się jednak, że to właśnie Ukraińcy są mistrzami w tej wojnie. Nie cofają się przed niczym i nie przejmują się tym, że informacje przez nich kolportowane okazują się po czasie nieprawdą. Nie ma co im się dziwić, w końcu to wojna a filmik udostępniany na Facebook’u bywa bardziej skuteczny niż, pocisk wystrzelony z Kałacha, sieje strach w sercach wrogów i jednocześnie wzmacnia morale wśród swoich. Dzięki mediom społecznościowym padł także mit o zmodernizowanej i wielkiej armii rosyjskiej.

Pamiętacie obrońców z Wyspy Węży, którzy mieli wszyscy zginąć po tym, jak odpowiedzieli przez radio rosyjskiemu okrętowi : idti na ch…?

Okazało się, że przeżyli i są w niewoli. Rosjanie chcieli ten fakt wykorzystać propagandowo i obnażyć kłamstwa strony ukraińskiej. Zrobili to, ale efekt okazał się odwrotny od zamierzonego. Ludzie cieszyli się, że dzielna załoga z wyspy żyje, zamiast oburzać się na kolportowanie ewidentnego kłamstwa. 

To tylko jeden z przykładów, jak można wygrywać w wojnie asymetrycznej. Dawid uzbrojony w internetową procę kontra Goliat odziany w zbroję złożoną z mitów o swojej potędze.

Jednak Goliat też czasem potrafi uderzyć. Straszenie atomem czy użyciem broni chemicznej jest skuteczne. Oczywiście Rosja daje tylko sygnały i odwraca kota ogonem, puszczając w świat informacje o laboratoriach na Ukrainie, sponsorowanych przez USA lub ukraińskich „bandytach” pragnących zniszczyć, przejęte przez Rosjan elektrownie atomowe. To działa! Media podchwyciły temat i zaczęły się analizy i spekulacje. Strach padł na wielu mieszkańców zachodniego świata.

Weryfikacja 

Sprawdzanie wiarygodności informacji jest bardzo, ale to bardzo trudne w obecnej sytuacji. Pytanie jest takie: czy powinniśmy je weryfikować? Ktoś powie: trzeba mówić prawdę, bez względu na to, jaka ona jest! Oczywiście w normalnych okolicznościach jest to uzasadnione, ale okoliczności nie są normalne, trwa okrutna wojna w wielu domenach. Rosjanie nie mają żadnych skrupułów i bombardują miasta, mordując niewinnych ludzi. Czy udostępniając film, mem czy tekst na swoim profilu, przyczyniamy się do dezinformacji? Tak, dlatego myślę, że warto się czasem powstrzymać. Jeżeli już czujemy nieodpartą chęć podzielenia się nowym, internetowym „znaleziskiem”, zastanówmy się czy może ono zaszkodzić czy nie. Powinniśmy skupić się raczej na wzmacnianiu morale, które okazało się punktem ciężkości w tej wojnie.

Morale

To właśnie postawa Ukraińców spowodowała zwrot w myśleniu zachodu. Przez pierwsze dwa-trzy dni konfliktu, większość państw zachowywała dystans i rezerwę. Można było nawet odnieść wrażenie, że przywódcy europejscy pogodzili się z wydawałoby się nieuniknioną porażką Ukrainy, przecież niewiele ich by to kosztowało, a interesy z Rosją są ważniejsze niż niepodległość „jakiegoś tam” państwa, które przecież łatwiej kontrolować, gdy jest rozbite i podzielone na strefy wpływów. Stąd pielgrzymki Macrona czy Sholza do Putina i próby negocjacji pokoju za wszelką cenę, którą oczywiście zapłaciliby Ukraińcy.

Niezłomność rządu Zełeńskiego czyli przedstawicieli państwa, zjednoczyła naród ukraiński i podtrzymywała go na duchu w początkowej fazie rosyjskiej inwazji, doprowadzając do tego, że teraz naród podtrzymuje rząd i całe państwo walcząc z najeźdźcą. Pociągnęło to za sobą całą lawinę wydarzeń.

Zachodnia opinia publiczna wpłynęła na swoich przywódców, którzy musieli podjąć zdecydowane kroki. Szumnie zapowiadane wcześniej „ostre sankcje”, które wydawały się tylko słowne, stały się faktem. Pomoc sprzętowa dla armii ukraińskiej popłynęła szerokim strumieniem. Konwoje z żywnością i lekami obliczane są już w setkach tysięcy ton. Wsparcie wywiadowcze, w tym przekazywanie danych z pola walki w czasie rzeczywistym, jest udostępniane Ukraińcom przez USA i Wielką Brytanię. Zakaz lotów wprowadzony dla rosyjskich samolotów. Przegrupowanie sił NATO na wschodnią flankę. Oświadczenie kanclerza Niemiec czyli zwrot niemieckiej polityki o 180 stopni i obietnica modernizacji, a właściwe odbudowy armii, kosztem 90 mld euro. Zachód się zjednoczył! Ale…interesy to interesy. Sankcje na Rosję owszem tyle, że z pominięciem niektórych banków służących do rozliczeń za energetykę (co trochę jest zrozumiałe, bo Europa uzależniła się od rosyjskiego gazu czy ropy), diamentów z belgijskiej Antwerpii,, i przysłowiowych „włoskich butów” (rosyjscy influenserzy promują je znakomicie, co zwiększa zyski producentów). Takich luk w sankcjach jest więcej i łatwo przykryć je spektakularnymi konfiskatami jachtów czy blokadą Facebook’a w Rosji. Mimo wszystko uderzenie w Rosję jest potężne i miejmy nadzieję, że nie zostanie wstrzymane bo…

Putinizacja wojny

Coraz częściej w mediach Putin przedstawiany jest jako jedyny sprawca całego konfliktu. Putin to, Putin tamto. Zaczynają przebijać się głosy broniące „zwykłych Rosjan”, przecież nie wszyscy popierają wojnę, bo to dzieło Putina i jego generałów. Słowo Rosja też powoli znika. Spekulacje odnośnie usunięcia Putina ze stołka są ostatnio jednym z głównych tematów dyskusji publicznej. Trzeba obalić satrapę, to przywróci pokój w Europie. Dlaczego tak jest? Otóż, brak możliwości robienia interesów z Rosją ma katastrofalny skutek dla gospodarek większości krajów europejskich. Ceny surowców, drewna, nawozów itd. szybują w górę i końca nie widać. Przydałoby się szybkie zakończenie wojny i reset. W miejsce bandyty Putina stanie młody, uśmiechnięty i proeuropejski demokrata i wszystko wróci do „normy”. W programach publicystycznych delikatnie sugeruje się Ukraińcom, że może powinni się zgodzić na pewne ustępstwa w imię pokoju. I tu znowu postawa Zełeńskiego burzy całą narrację. Na rosyjską groźbę atomową odpowiedział:

Użycie broni atomowej będzie katastrofą dla świata, ale my i tak będziemy walczyć dalej!

Takie ukraińskie „sprawdzam” w wojennym pokerze. 

Zdjęcie Dimitrij/Pixabay

To „sprawdzam” znowu okazało się skuteczne. USA będą blokować rosyjski transport morski (Gibraltar, Kanał Panamski itd.), pojawiają się kolejne pakiety sankcji UE i nawet zdumione rosyjskim niepowodzeniem Chiny, udające do tej pory neutralność, a wspierające przecież Rosję w działaniach, odmówiły prośbie Putina o dostarczanie technologii i pomocy finansowej.

Dlaczego prezydent Ukrainy tak postąpił, narażając swój naród na dalsze wojenne cierpienia? Odpowiedź jest prosta: To rosyjski imperializm jest zagrożeniem dla Europy! Rosja ze swoim fatalnym położeniem geograficznym, biedą i zacofaniem technologicznym, będzie zawsze dążyła do ekspansji, kosztem krajów wschodniej i środkowej Europy, a kraje zachodnie są w stanie taką cenę zapłacić! Nie ma żadnego znaczenia czy przywódcą Rosji będzie demonizowany obecnie Putin czy jakiś nowy demokratyczny „Car”.

Myślę, że to właśnie chce swoją postawą przekazać światu Zełenski, chociaż ci, którzy tym światem rządzą, dobrze o tym wiedzą.

Polska i Ukraina bez ruskiego klina

(Z góry przepraszam za patos).

Do Polski wciąż napływają ukraińscy uchodźcy wojenni. Jako naród, my Polacy stanęliśmy na wysokości zadania, przyjmując ich z otwartym sercem. 

Ponad podziałami politycznymi potrafiliśmy zorganizować pomoc humanitarną na olbrzymią skalę. 

To był piękny zryw, ale jak długo potrwa taki entuzjazm? Oby jak najdłużej! Nie pozwólmy wbić ruskiego klina pomiędzy dwa bratnie narody, tak bratnie! W zamierzchłych czasach stanowiliśmy europejską potęgę i w naszym wspólnym interesie było wypchnięcie Rosji jak najdalej na wschód, stoczyliśmy o to 19 wojen. To się nie zmieniło. W interesie Polski i Ukrainy leży to, aby Rosja była słaba i niezdolna do udziału w grze o równowagę w Eurazji. 

A UPA? A ludobójstwo na Wołyniu? Tak, to się wydarzyło i nic nie cofnie historii. Ukraina dostała szansę, aby stanąć w prawdzie i prosić nas o wybaczenie, ale to może jeszcze poczekać i mam nadzieję, że tak się stanie. 

Polska, poprzez fenomenalny, pomocowy  zryw zwykłych ludzi, stała się wyrzutem sumienia Europy, bo przecież ostrzegała przed Rosją, a w chwili krytycznej otworzyła serce. By te wyrzuty sumienia zagłuszyć, zaczęliśmy być oskarżani o rasizm czy złodziejstwo…

Nie pozwólmy na to, aby ustami zachodnich mediów Rosjanie wbijali swój klin pomiędzy Polskę a Ukrainę.

Budujmy wspólną siłę.

Zdjęcie główne: MasterTux/Pixabay

9 thoughts on “Na wojnie z prawdą

  1. Całkowicie podzielam stanowisko autora artykułu .Jestem pełna podziwu dla tego co robi Pan Prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski. Charyzma tego człowieka dodaje Ukraińcom skrzydeł.
    GM.

  2. Nawet gdy autor zdjął ruskie onuce, to zapaszek pozostał. Niechże napisze pan Konrad, coś o swej miłości do obecnie rządzących Polską. Zobaczymy ile w nim sympatii do polityki Putina.

  3. UPA, Wołyń? A moze pan autor powie coś na temat Traktatu Ryskiego lub palenia cerkwi w latach 30. Polacy mają też za co przepraszać Ukraińców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.