Jest takie małe miasteczko, po którego ulicach jeżdżą tramwaje, spacerują wielbłądy, a nad wszystkim czuwa policjant, który zdecydowanie woli rozmawiać z ludźmi, niż ich aresztować. Niedaleko mieszkają trzej rozbójnicy z lwem, a jedna z mieszkanek – ciocia Sofie – uważa, że właściwie wszystko powinno wyglądać inaczej.
Kardemomme by to jeden z najbardziej rozpoznawalnych światów norweskiego dzieciństwa. Jednak pod kolorową opowieścią Thorbjørna Egnera kryje się coś więcej: historia o wolności, odpowiedzialności i o tym, czy dla ludzi żyjących poza wspólnotą można znaleźć w niej miejsce.
Kasper, Jesper i Jonatan. Politimester Bastian. Tante Sofie. Tobias i tårnet. Kamomilla. Tych postaci Norwegom nie trzeba przedstawiać. Folk og røvere i Kardemomme by Thorbjørna Egnera należy do klasyki norweskiej literatury dziecięcej.
Polscy czytelnicy znają książkę jako Rozbójników z Kardamonu. Tłumaczenie Beaty Hłasko ukazało się po raz pierwszy w 1973 roku. Po latach książka wróciła na polski rynek – w 2015 roku wydało ją Wydawnictwo Dwie Siostry, z ilustracjami Mirosława Pokory.
Sama historia jest jednak starsza od książki. Podobnie jak w przypadku Hakkebakkeskogen, najpierw pojawiła się w radiu.
W okresie świątecznym 1954 roku Egner przedstawił ją w dziecięcej audycji NRK Barnetimen for de minste jako pięcioodcinkowy musical radiowy. Rok później mieszkańcy Kardemomme trafili na karty książki, a w grudniu 1956 roku historia została wystawiona na scenie Nationaltheatret.
Tak rozpoczęła się droga, która prowadziła od radia przez książkę i teatr aż do filmu animowanego – a także do miasteczka, które można dziś odwiedzić w Dyreparken w Kristiansand.
Miasto trochę norweskie, a trochę z zupełnie innego świata
Kardemomme trudno umieścić na mapie. Po ulicach chodzą osły i wielbłądy, czasem pojawia się nawet słoń. Jest tramwaj, wieża, sklepiki, piekarz i fryzjer. Nad miastem świeci gorące słońce, a zabudowa wygląda zdecydowanie bardziej południowo niż norwesko.
Nie jest to przypadek. Na wizualny świat Kardemomme wpłynęła podróż Egnera do Fezu w Maroku w 1949 roku. Jednocześnie, jak wskazuje Store norske leksikon, struktura społeczna miasteczka przypomina raczej niewielkie duńskie miasto.
Wiele lat później, obserwując powstawanie Kardemomme by w Kristiansand, Egner miał opisywać swoje wymarzone miasteczko jako mieszankę kilku miejsc: trochę Mandal, trochę Danii, trochę Sycylii i trochę Maroka.
I właśnie w tym pomieszaniu światów tkwi część jego uroku. Bo Kardemomme nie ma być miejscem, które odnajdziemy na prawdziwej mapie.

Jest raczej małym modelem społeczeństwa.
Najsłynniejsze prawo w Norwegii?
W Kardemomme obowiązuje właściwie tylko jedno prawo. Ustanowił je sympatyczny komendant policji Bastian:
„Man skal ikke plage andre, man skal være grei og snill, og for øvrig kan man gjøre hva man vil.”
W wolnym tłumaczeniu: nie należy dokuczać innym, trzeba być miłym i dobrym, a poza tym można robić, co się chce.
To Kardemommeloven – Prawo Kardamonowe.
Zdanie dawno wyszło poza świat książki. Store norske leksikon zwraca uwagę, że Kardemommeloven stało się powszechnie używanym określeniem w języku norweskim. To jeden z tych przypadków, kiedy literatura dziecięca zaczyna funkcjonować w codziennym języku dorosłych.
Za prostą formułą kryje się równie prosta zasada: żyj tak, jak chcesz, dopóki swoją wolnością nie krzywdzisz innych.
Brzmi niemal idealnie.
Problem w tym, że za miastem mieszkają rozbójnicy.
Kasper, Jesper i Jonatan nie pasują do Kardemomme
Trzej rozbójnicy mieszkają poza miastem razem z lwem. Nie pracują, nie przepadają za sprzątaniem, za to od czasu do czasu zakradają się do miasta i kradną to, czego potrzebują.
Są więc poza Kardemomme nie tylko geograficznie. Nie uczestniczą w życiu społeczności i nie przestrzegają jej najważniejszej zasady.
Egner mógłby zakończyć ich historię w sposób oczywisty: przestępstwo, schwytanie, kara. Kasper, Jesper i Jonatan rzeczywiście zostają zatrzymani i trafiają do aresztu. Tyle że na tym opowieść się nie kończy.
Kiedy w mieście wybucha pożar, rozbójnicy pomagają ratować mieszkańców. Nagle okazuje się, że ludzie, których dotąd postrzegano przede wszystkim jako źródło kłopotów, potrafią zrobić coś ważnego dla innych.
Ostatecznie każdy z nich znajduje swoje miejsce. Kasper zostaje strażakiem, Jesper trafia do cyrku, a Jonatan zostaje piekarzem. Ci, którzy wcześniej żyli poza społecznością, stają się jej częścią.
I chyba właśnie tutaj znajduje się najciekawsza myśl Egnera. Nie chodzi o świat bez zasad ani o udawanie, że złe zachowanie nie ma znaczenia. Rozbójnicy muszą zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów, ale konsekwencja nie oznacza, że człowiek zostaje na zawsze przypisany do roli „tego złego”.
Kardemomme daje im możliwość powrotu.
Miasteczko, do którego można wejść
Historia napisana ponad siedemdziesiąt lat temu nie została jednak zamknięta między okładkami książki.
W Kristiansand można do Kardemomme dosłownie wejść. W Dyreparken zbudowano całe miasteczko inspirowane światem Egnera. Jest wieża Tobiasa, posterunek Politimester Bastiana, sklepiki i dom Kaspra, Jespera i Jonatana.

Latem Kardemomme wypełnia się bohaterami. Sceny znane z opowieści rozgrywają się na ulicach, między odwiedzającymi, a po mieście kursuje tramwaj. Podczas przejażdżki pojawiają się również piosenki, które Norwegowie znają z historii Egnera.
Dla dzieci to zabawa i spotkanie z bohaterami książki. Dla rodziców i dziadków często również podróż do własnego dzieciństwa.
I może właśnie dlatego Kardemomme by tak mocno zakorzeniło się w norweskiej kulturze. Historia przechodzi z jednego pokolenia na następne, ale nie tylko przez kolejne wydania książki. Najpierw była słuchana w radiu, później czytana i wystawiana na scenie. Dziś można obejrzeć ją na ekranie, śpiewać jej piosenki, a w Kristiansand nawet przejść jej ulicami.
Ponad siedemdziesiąt lat po pierwszej audycji radiowej tramwaj nadal jeździ więc przez Kardemomme, Politimester Bastian pilnuje porządku, Tante Sofie próbuje urządzić świat po swojemu, a Kasper, Jesper i Jonatan po raz kolejny dostają szansę, by z rozbójników stać się porządnymi obywatelami i częścią społeczności.
Za wielbłądami, lwem, tramwajem i zabawnymi piosenkami kryje się pytanie całkiem serio: jak zbudować wspólnotę, w której można być innym, ale nie można krzywdzić innych – i w której jest miejsce także na drugą szansę?
