Rosja przyznała, że zaatakowała infrastrukturę kolejową na zachodzie Ukrainy. Wcześniej Polska i Ukraina informowały o rosyjskim ataku dronowym na pociąg pasażerski jadący z Kijowa do Warszawy. Według premiera Donalda Tuska do uderzenia doszło zaledwie 800 metrów od polsko-ukraińskiej granicy. W pociągu znajdowało się 206 pasażerów. Nikt nie został ranny.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło prowadzenie ataków na infrastrukturę kolejową w zachodniej części Ukrainy.
– Ataki na infrastrukturę kolejową w zachodnich regionach Ukrainy, wykorzystywaną do transportu sprzętu wojskowego z krajów europejskich, były kontynuowane – przekazało Ministerstwo Obrony w Moskwie.
Rosyjskie oświadczenie pojawiło się po informacjach Polski i Ukrainy o ataku na pociąg pasażerski zmierzający do Warszawy.
800 metrów od polskiej granicy
Do ataku doszło w niedzielę, krótko przed dotarciem pociągu do granicy z Polską.
Według premiera Polski Donalda Tuska pociąg został zaatakowany zaledwie 800 metrów od granicy polsko-ukraińskiej.
Polski przewoźnik PKP Intercity poinformował, że na pokładzie znajdowało się 206 pasażerów. Pomimo ataku nikt nie został ranny.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że rosyjski atak był celowy.
Sikorski: To eskalacja
Na wydarzenia zareagował minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski, który przebywał w niedzielę w Kijowie. Jego zdaniem atak tak blisko polskiej granicy oznacza eskalację wojny.
– To eskalacja. To kolejne poważne wyzwanie dla Ukrainy oraz dla potencjalnych przyszłych ofiar rosyjskiej agresji. Oznacza to, że powinniśmy podwoić nasze wysiłki na rzecz wsparcia Ukrainy – powiedział Sikorski podczas konferencji prasowej w Kijowie.
Minister wystąpił na wspólnej konferencji z szefem ukraińskiej dyplomacji Andrijem Sybihą.
Rosja uzasadnia ataki na zachodnioukraińską sieć kolejową tym, że jest ona wykorzystywana do przewozu sprzętu wojskowego dostarczanego Ukrainie przez państwa europejskie.
