Powstał rejestr dzieci zagrożonych wywiezieniem z kraju. Utrudni „ucieczki” przed Barnevernet?
W ostatnich trzech latach z Norwegii zniknęło przynajmniej 72 dzieci wywiezionych po to, by uniemożliwić wykonanie czynności związanych z oceną Barnevernet. Urząd uznał, że mieszkanie z rodzicami biologicznymi nie było dla nich bezpieczne.
W związku z istnieniem strefy Schengen pierwsza kontrola graniczna potwierdzająca opuszczenie przez dziecko Norwegii odbywała się dopiero na granicach Europy, z dala od Norwegii. W takich przypadkach bardzo trudno sprowadzić je z powrotem.
Dotychczas norweska policja zgłaszała zaginięcie nielegalnie wywiezionych dzieci do Systemu Informacyjnego Schengen. Teraz, dzięki wprowadzonemu rejestrowi, norweskie służby mogą działać sprawniej i reagować zanim dojdzie do wywiezienia dziecka z kraju. W rejestrze tym figurują dzieci zagrożone uprowadzeniem przez bliskich. Na razie jest ich tam kilkadziesiąt.
Zgłoszenia mogą pochodzić bądź od urzędników, bądź od jednego z rodziców podejrzewających, że drugi chce wywieźć potomka. Ostateczną decyzję o wpisie do rejestru podejmuje jedna z jednostek norweskiej policji, Kripos.
Cytowany przez VG Anders Henriksen z Bufdir (urzędu ds. dzieci, młodzieży i rodzin) ocenił, że urzędnicy nie są jeszcze dość dobrze poinformowani o istnieniu tego rejestru, ale ma się to zmienić.
Znikający podopieczni
W ciągu ostatnich trzech lat 29% spośród 3830 spraw umorzonych z powodu przeprowadzki rodziny związanych było z przeprowadzką poza Norwegię. Część z nich mogła być związana z unikaniem kontaktu z urzędem ds. ochrony dziecka.
Poza opuszczaniem Norwegii uwagę urzędników i mediów zwracają też przypadki częstych przeprowadzek w obrębie kraju. Jak podało VG, w przeciągu trzech ostatnich lat 137 spraw zakończono w związku z przeprowadzką pod nieznany adres. Zdarza się podawanie adresów fikcyjnych.
Urzędy ds. ochrony dzieci z poszczególnych gmin powinny ze sobą współpracować, ale przepływ informacji nie zawsze jest płynny, a Barnevernet nie dysponuje centralnym systemem danych.
– Nie mamy zbyt wielu narzędzi, gdy rodzina znika nam z oczu. Jeśli nie wiemy, dokąd wyjechali, to trochę jak szukanie igły w stogu siana – przyznała Arild Heskje z Barnevernet, cytowana przez VG.
Na chwilę obecną jedynym dalszym krokiem, który w takich sytuacjach może podjąć urząd, jest poinformowanie o sprawie policji. Policja jednak również ma ograniczone zasoby do poszukiwania dzieci po zgłoszeniu ze strony opieki społecznej.
