Zabójstwa, próby zabójstwa i planowanie zabójstw oraz podpaleń w Norwegii, Szwecji i Anglii, wykorzystywanie nieletnich oraz przemoc i groźby wobec funkcjonariuszy publicznych – podejrzany o powiązania z takimi przestępstwami jest pewien nastolatek ze Stavanger. W momencie ich popełniania znajdował się w jednej z placówek opiekuńczych. Okazało się, że zatrudnieni tam pracownicy niechcący ułatwiali mu zadanie…
Oskarżonego zatrzymano w ubiegłym roku. Miał wtedy 16 lat.
Powiązany z Foxtrot
– Był bardzo dobrym rekruterem gangu Foxtrot, mimo że formalnie nie był jego członkiem – twierdzi cytowany przez NRK prokurator Geir Evanger.
Chłopak przyznał się do związku z niemal wszystkimi zarzucanymi mu czynami. Z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo recydywy grozi mu kara typu forvaring, czyli taka, którą można przedłużać, jeśli uzna się, że więzień wciąż stanowi zagrożenie dla społeczeństwa; w praktyce może się to skończyć dożywotnim uwięzieniem.
Podczas przesłuchań oskarżony mówił, że czuje się winny wobec rodzin zamordowanych. Nie okazał jednak współczucia wobec samych ofiar.
Przyznał także, że „do pewnego stopnia” zniszczył życie osób, które zrekrutował.
– To nie jest szczególnie miłe dla matki patrzeć synowi w oczy i wiedzieć, że kogoś zabił – widnieje w protokole cytowanym przez NRK na temat rodzin innych przestępców.
A jak wygląda sytuacja rodzinna samego zatrzymanego? W momencie aresztowania oskarżony mieszkał w jednym z ośrodków opiekuńczych.
Ośrodek (nie)opiekuńczy
Niedawno wyszły na jaw fakty obciążające zatrudnione tam osoby.
Zgodnie z aktem oskarżenia chłopak miał przyczynić się do dwóch zabójstw, posługując się kilkoma telefonami komórkowymi z tego ośrodka.
Ponadto kilkukrotnie pracownicy instytucji opiekuńczej zawozili go na miejsce odbioru znacznych sum pieniędzy.
– Od pierwszego dnia, odkąd do nas trafił, zawsze był aktywny na telefonie. Nie mieliśmy pojęcia, że chodzi o zmowę w celu popełnienia zabójstwa – mówiła anonimowo cytowana przez NRK osoba kierująca ośrodkiem opiekuńczym na wschodzie Norwegii, gdzie przebywał.
Pracownicy w śledztwie przyznali, że wiedzieli, iż ich podopiecznego fascynowała szwedzka przestępczość. Poprzednia dyrekcja ośrodka przeprosiła za to, że podejrzane zachowania umknęły uwadze personelu.
Więcej podobnych zdarzeń
Według ustaleń NRK ten przypadek nie jest odosobniony. Norweskie media publiczne dotarły do informacji o co najmniej dwunastce dzieci, które w ubiegłym roku momencie wciągnięcia w działalność przestępczą przebywały w ośrodkach opiekuńczych.
W czasie pobytu 17-latka w takiej instytucji można było odebrać dzieciom telefon maksymalnie na dwa tygodnie. Ponadto, gdy oskarżony przebywał w ośrodku, pracownicy nie mieli prawa przeglądać telefonów i komputerów dzieci. W czerwcu ubiegłego roku rząd zdecydował o zniesieniu tego zakazu.
Obecnie Storting pracuje nad propozycją wprowadzenia jeszcze ostrzejszych środków. Pracownicy ośrodków opiekuńczych mogliby odbierać podopiecznym telefony na dłużej, ograniczać im dostęp do internetu i odmawiać wizyt oraz opuszczania ośrodka jednorazowo na okres do czterech tygodni. Środki te miałyby być stosowane jedynie w ostateczności, w momencie uznania, że istnieje ryzyko zejścia podopiecznych na drogę przestępczą. Dzieci będą miały prawo do adwokata i zaskarżenia takich decyzji.
Krytycy rządowych pomysłów sądzą, że zamiast pogłębiania izolacji dzieci powinno się zwiększyć zatrudnienie w systemie opieki.
Państwo norweskie w obliczu zagrożenia przestępczością młodych sięga po coraz ostrzejszą kontrolę. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak pozostać w tym wszystkim wobec dzieci „opiekuńczym”.
