W Norwegii osoby z niepełnosprawnościami są traktowane „normalnie”. Człowiek nie czuje się dziwakiem na ulicy.
Rozmowa z Joanną Wdowiak, która od dwudziestu lat zmaga się z ciężką chorobą genetyczną, a od czterech mieszka w Norwegii, pokazuje inny wymiar życia i cierpienia. Rzadko zastanawiamy się nad sprawnością, która jest nam dana, jeszcze rzadziej nad wyzwaniami, z którymi codziennie mierzą się osoby z niepełnosprawnością.
Joanna przyjechała do Norwegii z mężem. Życie nie szczędziło jej trudów. Jego śmierć w 2025 roku, żałoba i ciężka depresja odebrały jej chęć życia. Jednak, za sprawą życzliwych ludzi, na twarzy Joanny znów gości uśmiech.
Redakcja Razem Norge: Prawie cztery lata temu wyjechałaś z mężem do Norwegii. Co było powodem tej decyzji?
Joanna Wdowiak: Powodem wyjazdu do Norwegii była bezsilność, która zaglądała do naszego domu, z powodu walki z nieuleczalną chorobą, na którą choruję.
W Polsce musiałam cały czas walczyć o pieniądze na rehabilitację, leczenie, wizyty u specjalistów. Musiałam zakładać różnego rodzaju zbiórki na leczenie. Było to bardzo obciążające psychicznie. Do tego mieszkałam na wsi, gdzie zimą był bardzo duży smog, który niszczył moje mocno osłabione płuca.
Kiedy przyjechałam do Norwegii jedną z najwspanialszych rzeczy, którą zauważyłam jeśli chodzi o moje zdrowie było to, że przestałam mieć problemy z oddychaniem. Bardzo czyste nadmorskie powietrze zrobiło świetną robotę i moje płuca bardzo się zregenerowały.
Z czym zetknęłaś się na początku — zarówno w kontaktach z instytucjami, jak i w codziennym życiu?
Na początku było bardzo ciężko, procedury rejestracji w Norwegii były dosyć trudne i żmudne. Musiałam poczekać kilka miesięcy zanim dostałam tutaj większą pomoc medyczną – na przykład rehabilitację. Do tego dochodziła bariera językowa. Wszystko, ale to wszystko było inne, obce i powodowało duży smutek i tęsknotę za krajem. Często miałam poczucie, że tutaj nie wytrzymam i wrócę do Polski.
W Polsce, mimo ciężkiej niepełnosprawności, cały czas pracowałam. Przez prawie trzydzieści lat pracy nie miałam dłuższej przerwy w pracy. Przyjeżdżając do Norwegii byłam skazana na to, że muszę siedzieć w domu, dopóki nie nauczę się języka. Ja nie mogę sobie pozwolić na pójście do jakiejkolwiek pracy, bo jestem ciężko chora i u mnie w grę wchodzi tylko praca biurowa.
Zetknęłam się w większości z serdecznym przyjęciem przez Norwegów. Zadziwiały mnie naprawdę szczere uśmiechy i podziw, kiedy widzieli mnie na wózku inwalidzkim na spacerze. W
Norwegii osoby z niepełnosprawnościami są traktowane „normalnie”. Człowiek nie czuje się dziwakiem na ulicy, tak jak to niestety bywało w Polsce. Niestety pod tym względem Polska jest jeszcze bardzo daleko za Norwegią, aczkolwiek jest coraz lepiej. Kiedy jadę do Polski zauważam bardzo dużą różnicę pomiędzy tym, co było a tym, co jest obecnie, jeśli chodzi o tolerancję wobec osób z niepełnosprawnościami. Musimy w Polsce w dalszym ciągu mocno pracować nad naszą mentalnością, ale widzę wyraźne światełko w tunelu.
Jak oceniasz dostępność przestrzeni, komunikacji, wsparcia i usług dla osób z niepełnosprawnością w Norwegii?
Norwegia jest dosyć dobrze dostosowana dla osób z niepełnosprawnościami, ale jak to w każdym kraju są pewne mankamenty. Na przykład na wózek inwalidzki lub inny tego typu sprzęt czeka się miesiącami. Z kolei w Norwegii wózek inwalidzki ten z wysokiej półki możemy dostać bez żadnego wkładu własnych środków finansowych, natomiast niestety w Polsce nie ma takiej możliwości, zawsze musimy w Polsce dopłacać do wózka inwalidzkiego i często są to bardzo duże kwoty. W tej kwestii akurat Norwegia wygrywa.
Jeśli chodzi o przestrzeń miejską jest sporo plusów, większość lokali ma podjazdy, ale nie zawsze są one zgodne z naszymi polskimi wymogami. Zdarza się, że podjazd jest tak stromy, że bez pomocy drugiej osoby nie można samodzielnie podjechać wózkiem inwalidzkim. Są też lokale, które nie mają wind ani podjazdów.
Jeśli chodzi o tę kwestię muszę tutaj bardzo pochwalić Polskę. Często jestem w naszym kraju i widzę, jak bardzo Polska w ostatnich latach się rozwinęła. W niektórych aspektach nasz kraj bardzo mocno wyprzedził Norwegię – jeśli chodzi o przystosowanie przestrzeni publicznej, budynków, instytucji. Jest jeszcze oczywiście wiele do zrobienia, ale naprawdę nie mamy się czego wstydzić.
Gdybyś miała dać jedną radę osobie z niepełnosprawnością, która zamierza przeprowadzić się do Norwegii – jak by ona brzmiała?
Samodzielna przeprowadzka osoby z niepełnosprawnością ruchową do Norwegii jest bardzo trudna. Myślę, że zawsze jest bezpieczniej pojechać do Norwegii z kimś. W moim przypadku drzwi do Norwegii otworzył mi mój mąż Roman, który pojechał do Norwegii do pracy prawie rok wcześniej. Dojechałam do niego jako żona i moja rejestracja w Norwegii na pobyt stały była możliwa dzięki procedurze łączenia rodzin. Osoba z niepełnosprawnością ruchową przeważnie potrzebuje bardzo profesjonalnej i stałej opieki medycznej, a otrzymać można ją tylko wtedy, kiedy posiada się stały numer personalny, który bez pracy można uzyskać tylko za pomocą procedury łączenia rodzin.
Miałam dać jedną radę, ale chciałabym jeszcze dodać, że trzeba się uzbroić w cierpliwość i dobre nastawienie do życia w innym kraju, z inną kulturą, inną mentalnością ludzi – to nie znaczy, że gorszą czy lepszą, po prostu inną.
Co najbardziej Cię zaskoczyło?
Największym zaskoczeniem w Norwegii było dla mnie to, że musiałam się nauczyć cierpliwości, jeśli chodzi o oczekiwanie na rozpatrzenie przeróżnych spraw urzędowych, bardzo mały wybór towarów spożywczych w sklepach i masę warzyw w opakowaniach foliowych w kraju teoretycznie „eko”.
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie przepiękny krajobraz, wszechogarniający spokój – po prostu wszędzie i mniej stresujące życie.
Czy masz poczucie, że Norwegia daje Ci więcej niezależności niż Polska?
To zależy. Jeśli chodzi o uzyskanie bardzo drogiego sprzętu, który daje niezależność – jak wózek inwalidzki – to tak, jestem bardziej niezależna dzięki temu, że otrzymałam najlżejszy wózek na świecie.
Są inne kwestie, takie jak niektóre miejsca w przestrzeni miejskiej, wysokie krawężniki, brak podjazdów, lub podjazdy bardzo strome, które powodują, że niestety nie można być całkowicie samodzielnym. Oczywiście Norwegia oferuje bardzo dużo różnego rodzaju rozwiązań, takich jak asystencja osobista (BPA), dzięki której można być bardziej samodzielnym. Asystencja osobista dla osób z niepełnosprawnościami w Norwegii jest dużo bardziej dostępna niż w Polsce, akurat w tym przypadku Polska jest bardzo daleko za Norwegią. ¶
Kilka miesięcy temu straciłaś męża. Jeśli czujesz się gotowa — co chciałabyś powiedzieć o tym czasie?
Był to bardzo tragiczny i ciężki czas dla mnie. Byłam w bardzo ciężkiej depresji, chciałam umrzeć. Nie widziałam sensu życia dalej bez męża. Czułam się jak sierota, która jest nikomu niepotrzebna, samotna i potwornie oszukana przez los. Doświadczyłam w życiu bardzo wiele, choruję na jedną z najcięższych chorób genetycznych – zanik mięśni, choroba posadziła mnie na wózek inwalidzki, od 25 lat walczę z tym potworem, który mnie dopadł w wieku 25 lat i zaprzepaścił wszystko, marzenia o pracy w wymarzonym zawodzie pielęgniarki, o posiadaniu dzieci. Wiele innych marzeń legło w gruzach i ostatnio los zabrał mi osobę, którą kochałam najbardziej na świecie, mojego męża Romana.
Po tej ogromnej tragedii, jaka mnie spotkała na obczyźnie, do życia przywrócili mnie ludzie o ogromnych sercach. Rodzina, przyjaciele, znajomi, norwescy sąsiedzi. Musiałam również skorzystać z pomocy psychiatry i psychologa, nie obyło się również bez leczenia farmakologicznego, bez tego nie poradziłabym sobie. Ale to ludzie byli moim motorem do dalszego życia, już bez męża.
Co było dla Ciebie największym wsparciem w pierwszych tygodniach?
Siostra i jej mąż oraz ich synek Viktorek, który w tym czasie miał niecały roczek. Gdyby nie oni, dzisiaj byśmy nie rozmawiały.
Jak w Norwegii podchodzi się do procesu żałoby — czy czułaś zrozumienie i pomoc ze strony otoczenia?
Myślę, że podobnie jak w Polsce. Otoczenie okazało mi ogrom wsparcia i współczucia, sąsiedzi przynosili mi obiady i zostawiali pod drzwiami, rodacy oferowali pomoc, niektórzy po prostu byli przy mnie.
Ten czas był dla mnie niewyobrażalnie trudny i wspominanie tej ogromnej tragedii powoduje u mnie nadal bardzo duży ból, nawet teraz nie obyło się bez łez.
Czy są rzeczy, które robisz dziś, by zadbać o siebie — emocjonalnie, fizycznie, duchowo?
Przede wszystkim staram się dbać o swoje zdrowie, czyli dbam o stałą nieprzerwaną rehabilitację i leczenie.
W kim znajdujesz wsparcie dzisiaj? Czy to przyjaciele, sąsiedzi, lokalna społeczność?
Wsparcie znajduję w lokalnej społeczności zarówno norweskiej jak i polskiej, w stowarzyszeniu Razem=Sammen, w dalszym ciągu w rodzinie i przyjaciołach. Bardzo dużym i ogromnie pozytywnym doświadczeniem było dla mnie to, że właściciel mieszkania, które wynajmuję, zadbał o mnie w tym najcięższym dla mnie czasie jak o swoją własną rodzinę. Uzyskałam od niego oraz od jego rodziny bardzo duże wsparcie. To spowodowało że poczułam się tym kraju jak w domu.
Jak, Twoim zdaniem, najlepiej można wesprzeć osobę przeżywającąj żałobę?
Po prostu być przy niej, nie oceniać, nie pocieszać, nie dawać złotych rad, pozwolić na tyle płaczu, ile potrzebuje. Bo czasem płacz to wszystko, czego trzeba. Wspierać tak długo, jak będzie tego potrzebowała i nie przyspieszać procesu żałoby, bo każdy przechodzi ją indywidualnie.
Jak dokończysz zdanie
Ja jestem…
Spokojniejsza, już nie boli, już czuję, że mogę zrobić jeszcze coś dobrego dla innych ludzi i czuję się potrzebna mimo wszystko.
Moje serce krzyczy – trwaj dopóki możesz, tego nauczyła mnie śmierć męża.

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim którzy się przyczynili do tego, że dzisiaj tu jestem i nie pozwolili mi na to, żeby odejść i dołączyć do męża.
Byli to cała moja rodzina, przyjaciele z Polski i z Norwegii, znajomi i ludzie których nie znam, ale którzy wsparli mnie w zbiórce finansowej po śmierci męża. Kochani, uratowaliście mi wszyscy życie, gdyby nie Wy to nie podniosłabym się już. Bardzo bardzo dziękuję.
W czwartek 19 lutego o godz. 19.00 na kanale YouTube Razem Norge premiera wywiadu Ja jestem… z Joanną.

