Uwielbiam odkrywać muzykę, jeszcze bardziej się nią zaskakiwać. Jednym wielkim zaskoczeniem jest dziewczyna, która zadebiutowała na polskim rynku muzycznym, piękną, intymną autorską płytą, zaśpiewaną w całości w języku norweskim. I jeszcze pięknie mi o niej opowiedziała. W sam raz na Majówkę, a tuż przed jej premierowym koncertem. Zapraszam do lektury.
Adam Dobrzyński: Naszą rozmowę zaczniemy nietypowo. A potem czytelnicy dowiedzą się dlaczego…Czym dla Ciebie jest Norwegia?
Zosia Neckar: Norwegia jest dla mnie drugim domem. To miejsce, w którym dorastałam i spędziłam wiele bardzo ważnych lat swojego życia – takich, które w dużej mierze mnie ukształtowały. To tam powoli odkrywałam siebie, swoje emocje i swoją wrażliwość. Tam też zaczęła się na serio moja droga muzyczna. Do dziś czuję z Norwegią silną więź i zdarza mi się zatęsknić – nie tylko za ludźmi, ale też za ciszą, przestrzenią i piękną naturą.
Myślę, że Norwegia na zawsze we mnie została, w tym, jak patrzę na świat i jak czuję muzykę.
Adam Dobrzyński: Spędziłaś tam blisko 10 lat swojego życia. Opowiedz proszę o tym.
Zosia Neckar: Wyjechałam do Norwegii z rodziną, kiedy miałam 10 lat. Była to dość naturalna decyzja, rodzice dostali tam pracę i nie chcieli rozdzielać rodziny, więc wyjechaliśmy wszyscy razem.
Mam siedmioro rodzeństwa, z czego czworo z nas poszło wtedy do przedszkola i szkoły. Początki nie były łatwe, nowy kraj, język, inni ludzie. Dla dzieci, które już coś rozumiały, było to spore wyzwanie. Z drugiej strony, jako dzieci dość szybko nauczyliśmy się języka i zaczęliśmy się tam odnajdywać.
Z czasem Norwegia stała się po prostu częścią mojego życia, miejscem, w którym dorastałam, poznawałam ludzi i budowałam swoją wrażliwość. To doświadczenie bardzo mnie ukształtowało i do dziś jest ważną częścią tego, kim jestem.
Adam Dobrzyński: Jakie różnice – takie na pierwszy rzut oka, dostrzegasz między Norwegią a Polską?
Zosia Neckar: Na pewno tempo życia, w Norwegii jest ono spokojniejsze. Może wynika to też z tego, że mieszkałam tam jako nastolatka, ale zawsze miałam poczucie większego spokoju i mniejszego pośpiechu.
Różni się też sposób spędzania czasu wolnego. Wiele osób ma tam swoje tzw. hytte, czyli domki letniskowe, do których wyjeżdżają na święta, ferie czy urlopy. Najczęściej znajdują się one w górach, więc niezależnie od pory roku czas spędza się aktywnie, na wędrówkach, nartach biegowych czy zjazdowych, po prostu blisko natury.
Kolejną różnicą jest standard życia. Może aż tak nie orientuję się w aktualnej sytuacji, ale zawsze miałam poczucie, że niezależnie od wykonywanego zawodu, czy ktoś pracuje na budowie, w sklepie czy w biurze – jest w stanie utrzymać się na godnym poziomie. W Polsce niestety często wygląda to inaczej i to jest coś, co mnie smuci. W Norwegii bardzo ceniłam właśnie to poczucie stabilności i tego, że każdy może żyć spokojnie i godnie.
Adam Dobrzyński: A między Polakami a Norwegami. Jacy jesteśmy, jak bardzo różni?
Zosia Neckar: Przyznam, że nigdy nie przepadałam za tym pytaniem, bo bardzo łatwo wpaść tutaj w uogólnienia i stereotypy, a wiadomo, że wszystko zależy od konkretnej osoby. No ale spróbuję sprostać temu wyzwaniu (śmiech – przyp.AD).
Norwegowie zazwyczaj są bardziej zdystansowani przy pierwszym kontakcie. Potrzebują trochę czasu, żeby kogoś do siebie dopuścić, ale kiedy już to się wydarzy, są bardzo życzliwi, spokojni i serdeczni. Polacy z kolei wydają mi się bardziej otwarci na początku, łatwiej nawiązujemy kontakt, częściej się uśmiechamy i szybciej „skracamy dystans” (choć oczywiście to też nie dotyczy wszystkich).
Jeśli chodzi o codzienne sytuacje, na przykład wizyty w urzędach, to mam wrażenie, że w Norwegii częściej można spotkać się z większą życzliwością i spokojem w podejściu do drugiego człowieka. W Polsce też się to zdarza, ale nie zawsze jest to standard.

Nawiązując do wcześniejszego pytania, mam też poczucie, że Norwegowie częściej odczuwają satysfakcję z życia, co może wynikać z wyższego standardu życia i większego poczucia stabilności.
Z drugiej strony, bardzo cenię w Polakach rodzinność, lojalność i takie wspólne „trzymanie się razem” w trudniejszych momentach. W moim doświadczeniu i wśród moich bliskich jest to coś bardzo silnego. W Norwegii częściej spotykałam się z rodzinami patchworkowymi, gdzie to poczucie nierozerwalności bywa trochę słabsze.
To oczywiście tylko moje osobiste obserwacje i jestem pewna, że wiele z tych cech można znaleźć po obu stronach.
Adam Dobrzyński: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Zosia Neckar: Przygoda z muzyką zaczęła się jak byłam małą dziewczynką. Moja mama zawsze powtarza, że chodziłam krokiem tanecznym i dużo śpiewałam sobie pod nosem. Jeszcze w Polsce poszłam do szkoły muzycznej, miałam wtedy chyba sześć lat.
Po wyjeździe do Norwegii na szczęście szybko znalazłam swoje miejsce muzyczne. W podstawówce trafiłam na lekcje śpiewu, w domu kultury, a w gimnazjum założyliśmy rockowy zespół. To był świetny czas, graliśmy na różnych koncertach, ale chyba jednym z większych doświadczeń był support przed znanym norweskim zespołem Postgirobygget.
Później wybrałam liceum o profilu muzycznym, gdzie połowa zajęć była związana z muzyką. To był moment, kiedy zaczęłam traktować to coraz poważniej. Za namową nauczycielki wokalu dostałam się też do programu dla młodych talentów na akademii muzycznej w Oslo, czyli co drugą sobotę jeździłam tam na zajęcia wokalne, zespołowe i muzyczne, głównie w kierunku jazzu.
I to właśnie wtedy ten kierunek się we mnie ukształtował. Norwegia odegrała ogromną rolę w moim rozwoju muzycznym, dała mi przestrzeń, doświadczenie i poczucie, że to jest droga, którą chcę iść.
Norwegia zostawiła we mnie bardzo dużo i czuję, że to już ze mną zostanie. To nie tylko wspomnienia, ale sposób patrzenia na świat, dystans do życia, swoboda w wyrażaniu siebie i swojej opinii, ale też bliskość natury, to wszystko gdzieś we mnie pracuje i bardzo często wraca, też w muzyce.
Adam Dobrzyński: Decyzja o powrocie do Polski – czym została podyktowana?
Zosia Neckar: To była dość prosta decyzja, ale dojrzewała we mnie przez wiele lat. Dorastając w Norwegii, czułam się tam dobrze, naprawdę niczego mi nie brakowało, a jednak cały czas towarzyszyło mi poczucie, że nie jestem na swoim miejscu.
Prawie każde ferie i wakacje spędzałam w Polsce – z własnego wyboru – i za każdym razem trudno było mi wracać do Norwegii. To tutaj zostawiałam ludzi, którzy byli mi bardzo bliscy, i myślę, że to właśnie oni byli kluczem do tej decyzji.
Z czasem coraz mocniej czułam, że to Polska jest moim miejscem, mój język, moja kultura, moje relacje. To tutaj mam poczucie przynależności i to tutaj czuję się naprawdę jak w domu.
Adam Dobrzyński: Ale w Tobie czuję, jest wiele ze Skandynawii, jakby Twoja dusza na zawsze została przesiąknięta tamtą przyrodą, klimatem, wiatrem…
Zosia Neckar: Norwegia zostawiła we mnie bardzo dużo i czuję, że to już ze mną zostanie. To nie tylko wspomnienia, ale sposób patrzenia na świat, dystans do życia, swoboda w wyrażaniu siebie i swojej opinii, ale też bliskość natury, to wszystko gdzieś we mnie pracuje i bardzo często wraca, też w muzyce.
Mam wrażenie, że żyję trochę pomiędzy tymi dwoma światami. Polska jest moim domem, aleNorwegia też jest częścią mnie i myślę, że właśnie z tego połączenia powstało „Et savn”.
Adam Dobrzyński: No właśnie. Twój debiutancki album „Et Savn” to niespotykana na polskim rynku, piękna, liryczna i pełna uczucia oraz harmonii, pozycja. Opowiedz jak powstawała.
I wtedy jakby to było zaplanowane, Facebook zaczął wyświetlać mi wiersze mojej dawnej wychowawczyni z gimnazjum w Norwegii, Gunn Rød Ouassou. To było takie drugie „olśnienie”. Napisałam do niej z pytaniem, czy nie chciałaby napisać tekstów do mojego projektu i ona z ogromną radością się zgodziła.
Zosia Neckar: Zaczęło się od potrzeby stworzenia autorskiej muzyki – takiej, w której naprawdę mogłabym wyrazić siebie. Ten moment zbiegł się w czasie z naborem wniosków o stypendium Prezydenta Miasta Lublin i pomyślałam, że to dobry impuls, żeby spróbować.
Pisząc wniosek miałam dużo wątpliwości. Myślałam o tym, że na polskim rynku powstało już tyle pięknych rzeczy i zastanawiałam się, co mogę zrobić, żeby mój projekt w jakikolwiek sposób się wyróżnił i zaciekawił ludzi. I wtedy pojawiła się myśl, a co, jeśli połączę tę norweską część siebie, język i kulturę, które są mi tak bliskie, z tym, kim jestem tutaj, w Polsce?
Dostałam stypendium i zaczęłam pracę, ale wiedziałam już z wcześniejszych doświadczeń, że największym wyzwaniem będą dla mnie teksty. Miałam wcześniej kilka podejść do pisania własnych piosenek, ale nigdy ich nie kończyłam, właśnie przez to, że nie czułam się pewnie w słowach.
I wtedy jakby to było zaplanowane, Facebook zaczął wyświetlać mi wiersze mojej dawnej wychowawczyni z gimnazjum w Norwegii, Gunn Rød Ouassou. To było takie drugie „olśnienie”. Napisałam do niej z pytaniem, czy nie chciałaby napisać tekstów do mojego projektu i ona z ogromną radością się zgodziła.
Opowiedziałam jej, o czym chciałabym śpiewać na tej płycie; o życiu, o trudnościach, o tym, co wspólne dla nas wszystkich, ale z ważnym elementem nadziei na końcu. Zależało mi też na obecności natury jako metafory, na przykład górskiej ścieżki jako drogi życia, która nie zawsze jest prosta.
Kiedy dostałam od niej teksty, siadałam do pianina i zaczynałam grać to, co czułam. Część melodii i harmonii powstała właśnie w ten sposób. Innym razem spotykałam się z Mikołajem Kołodziejczykiem, a przy pierwszych utworach także z Patrykiem Czyżewskim i wspólnie szukaliśmy brzmienia, grając intuicyjnie.
Najbardziej niesamowite było to, że wiele z tych melodii pojawiało się bardzo szybko, w godzinę lub czasami nawet krócej, jakby one już gdzieś we mnie były i tylko czekały, żeby wybrzmieć.
Adam Dobrzyński: Przy tworzeniu debiutanckiego materiału, co było dla Ciebie najważniejsze?
Zosia Neckar: Najważniejsze było dla mnie to, żeby być autentyczną. Nie iść za tym, co dobrze się „sprzedaje” czy wpisuje się w trendy, nie ulegać presji, że coś musi się wszystkim podobać. Potrzebuję spójności w tym, co tworzę, żeby ta muzyka naprawdę była moja i żeby współgrała ze mną. Wierzę, że jeśli coś jest szczere i prawdziwe, to prędzej czy później znajdzie swoich odbiorców.
Adam Dobrzyński: Co okazało się najtrudniejsze przy rejestracji „Et Savn”?
Zosia Neckar: Największym wyzwaniem była presja czasu związana z realizacją stypendium. Choć otrzymałam je w czerwcu, realne prace nad albumem zaczęliśmy dopiero we wrześniu, więc tak naprawdę miałam około czterech miesięcy na cały proces.
W tym czasie musiałam skomponować utwory, nagrać je w studiu, wyjechać do Norwegii na realizację dwóch teledysków i sesji zdjęciowej, a później jeszcze zająć się promocją i premierami. To był bardzo intensywny okres.
Ale z perspektywy czasu myślę, że ta presja czasu była świetnym motywatorem. A moment premiery wynagrodził wszystko, to była ogromna radość i poczucie, że udało się doprowadzić ten projekt do końca.
Adam Dobrzyński: Decydując się na wydanie w Polsce płyty nagranej w języku norweskim, stałaś się pierwszą polską artystką, która zdecydowała się na taki ruch. Zbudowałaś taki kulturowy pomost między naszymi dwoma krajami. Ale, czy nie boisz się, że właśnie ten ruch może zostać niezrozumiany? Polskie rozgłośnie lubią grać piosenki albo w języku angielskim albo – siłą rzeczy po polsku.
Zosia Neckar: Ja osobiście nie spotkałam się jeszcze z niezrozumieniem w kontekście tego, że płyta jest po norwesku, ale myślę, że dla wielu osób ten wybór może nie być oczywisty.
Z drugiej strony, nie zależało mi na tym, żeby tworzyć muzykę pod streamingi czy oczekiwania rynku. Dużo ważniejsze było dla mnie to, żeby była autentyczna, żeby naprawdę ze mnie wypływała i była ze mną spójna.
Oczywiście bardzo bym się cieszyła, gdyby album „Et savn” trafił na anteny popularnych stacji radiowych, bo to daje możliwość dotarcia do większej liczby osób. Ale jeszcze większą radość daje mi to, że naprawdę lubię tę muzykę, że chcę ją wykonywać i do niej wracać.
Adam Dobrzyński: Jakie masz oczekiwania związane z tym wydawnictwem?
Zosia Neckar: Myślę, że jak każdy twórca chciałabym, żeby moja muzyka miała szansę dotrzeć do jak największej liczby osób. Żeby znalazła swoich słuchaczy i żeby mogła gdzieś dalej popłynąć.
Ale chyba jeszcze ważniejsze jest dla mnie to, żeby poruszała, nie tylko na chwilę, powierzchownie, ale trochę głębiej. Żeby ktoś mógł się w niej zatrzymać, odnaleźć coś dla siebie i zostać z nią na dłużej.
Adam Dobrzyński: Płycie towarzyszą też teledyski…
Zosia Neckar: Tak – powstały teledyski, które są dla mnie bardzo ważną częścią tego projektu. Zrealizował je Mikołaj Kołodziejczyk, człowiek wielu talentów i jednocześnie współtwórca tej płyty.
Od początku zależało mi na tym, żeby nagrać je w Norwegii i żeby całość czyli muzyka, obraz i zdjęcia była ze sobą spójna. Wiedziałam też, że chcę, żeby sesja zdjęciowa była utrzymana w tym samym klimacie. A że szczególnie kocham Norwegię jesienią, postanowiłam zebrać małą ekipę i pojechać tam na kilka dni.
Wyruszyliśmy we trójkę z Mikołajem i Karolą Sykut, która robiła zdjęcia. To był intensywny, ale piękny wyjazd. Wynajęliśmy samochód, spędziliśmy prawie dwa dni w drodze, a jeden dzień przeznaczyliśmy na nagrania. Nocowaliśmy u moich znajomych, którzy przyjęli nas bardzo ciepło.

Same nagrania były sporym wyzwaniem, trafiliśmy na bardzo silny wiatr, temperatura odczuwalna była naprawdę niska, a ja nie byłam przygotowana na takie warunki. Pamiętam, że po pierwszym teledysku miałam ogromną ochotę schować się gdzieś w cieple i już nie wychodzić.
Ale dziś bardzo się cieszę, że się nie poddaliśmy bo to wszystko razem stworzyło obraz, który naprawdę oddaje klimat tej płyty.
Adam Dobrzyński: Album wreszcie trafił na muzyczny rynek także w formie fizycznej. Jest zresztą objęty patronatem medialnym Ale Muzyka. Co dalej ?
Zosia Neckar: Teraz przyszedł czas, żeby ten materiał wybrzmiał na żywo. Przed nami koncert premierowy w Lublinie i mam nadzieję, że to dopiero początek, że będziemy mieli okazję zagrać ten album również w innych miejscach w Polsce.
Zdradzę też, że bardzo chciałabym zabrać ten projekt do Norwegii i zagrać go tam – w miejscu, które w dużej mierze go ukształtowało. Myślę, że to byłoby dla mnie takie symboliczne domknięcie tej historii.
Adam Dobrzyński: A będzie płyta druga, z polskimi tekstami czy jednak zostaniesz na obranej drodze?
Zosia Neckar: Myślę, że kolejne rzeczy będą już bardziej różnorodne, pojawią się teksty po polsku i po angielsku.
Mam w sobie dwa kierunki, które bardzo chciałabym zrealizować. Jeden to taki bardziej Duchowy, marzy mi się album z muzyką uwielbieniową, który byłby dla mnie czymś bardzo osobistym.
A drugi to neo-soul i R&B, bo to są klimaty, które po prostu bardzo czuję i które od dawna gdzieś we mnie siedzą.
Myślę, że to naturalny krok dalej, pozwolić sobie na eksplorowanie różnych stron swojej wrażliwości.
Adam Dobrzyński: Dzięki za rozmowę
Zosia Neckar: Bardzo dziękuję!
