Tekst Patrycji Firlej z Bergen (Høyre), ukazał się 18 listopada 2025 r. na łamach Aftenposten.
Sposób, w jaki NRK opisało polski Marsz Niepodległości, ujawnia poważny brak zrozumienia dla historycznej wagi słów. Wszyscy musimy wyciągnąć z tego lekcję.
Kiedy NRK w środowym Nyhetsmorgen nazwało polski marsz niepodległości „marszem nazistowskim”, nie była to żadna błahostka. W piątek rzecznik prasowy NRK przeprosił za to sformułowanie w rozmowie z polską agencją prasową, podkreślając, że nie odzwierciedla ono stanowiska stacji, a dziś rano w radiu pojawiły się kolejne przeprosiny.
Przeprosiny zostały odnotowane, ale takie określenie nigdy nie powinno było paść na antenie. Aby uniknąć podobnych błędów w przyszłości, trzeba zrozumieć, dlaczego było to tak poważne.
Nazwanie narodowego święta odzyskania niepodległości „marszem nazistowskim” ujawniło brak świadomości tego, czym jest okupacja, jak działają totalitarne ideologie i jaką cenę niesie za sobą walka o wolność. Taki dobór słów zniekształca zbiorową pamięć Europy o brutalności nazizmu i obraża naród, który poniósł ogromną ofiarę w walce właśnie z tą ideologią, którą rzekomo miał świętować.
Polska straciła sześć milionów obywateli podczas II wojny światowej, a najbardziej brutalne obozy nazistowskie znajdowały się na jej terytorium.
Pod Narvikiem walczyła również polska Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich, z której 97 żołnierzy poległo w walce o wolność Norwegii.
Na tym tle nazwanie polskiego Marszu Niepodległości „marszem nazistowskim” jest głęboko krzywdzące.
Dla Polaków dzień niepodległości jest tak samo ważny, jak 17 maja dla Norwegów: to dzień dumy, wspólnoty i obietnicy, że Polska nigdy więcej nie utraci wolności na rzecz żadnej totalitarnej ideologii. Rodziny maszerują razem z Prezydentem, niosąc flagi i śpiewając hymny w obchodach odrodzenia państwa, które przez 123 lata było wymazane z mapy.
Aby zrozumieć powagę sytuacji, wystarczy wyobrazić sobie odwrotną sytuację. Gdyby zagraniczna stacja telewizyjna stwierdziła, że norweski pochód 17 maja to „marsz nazistowski”, reakcje w Norwegii byłyby natychmiastowe. Nikt nie zaakceptowałby przedstawiania maszerujących dzieci z flagami jako radykałów ani sugerowania, że Rodzina Królewska wspiera ideologię nienawiści.
Te same zasady powinny obowiązywać w przypadku Polski.
Dlatego musimy wyciągnąć z tego wniosek, jak krucha staje się historia, gdy brakuje wiedzy, a słowa tracą swoje znaczenie.
Precyzja w opisywaniu nazizmu to nie tylko kwestia języka. To wyraz szacunku dla pamięci tych, którzy ponieśli jego konsekwencje.

Jeden komentarz
Jaki brak zrozumienia??? Oni to dobrze rozumieją , nie podoba im się kto organizuje ten marsz.
Żądajmy przeprosin w najważniejszych wydaniach wiadomości!