Za kilogram ponad 650 koron – tyle potrafi kosztować polędwica wołowa. Ostatnio połakomili się na nią złodzieje. Sieć sklepów Kiwi alarmuje: tu nie chodzi o użytek prywatny.
Z marketów znika mięso. W dodatku drogie. W ilościach zbyt dużych, by myśleć o kradzieżach na własny użytek. Za wynoszenie towaru – głównie polędwicy wołowej, ale też rostbefu – odpowiadają prawdopodobnie dobrze zorganizowane grupy.
Jak podaje Nettavisen, w jednym z marketów na wschodzie kraju straty wyniosły 28 tysięcy koron. Łącznie skradziono aż 50 kilogramów mięsa.
Ale zdarzają się i pojedyncze, zuchwałe kradzieże, gdzie straty idą w tysiące – tak było ostatnio w Drammen, gdzie sprawca uciekł ze sklepu z mięsem o wartości ośmiu tysięcy koron.
Niestety nie wiadomo, gdzie towar – czasem świeży, często mrożony – jest odsprzedawany ani jak się go przetwarza.


By ograniczyć problem, Kiwi współpracuje z policją i firmami ochroniarskimi.
Kłopoty widać na co dzień pod postacią pustawych półek. To środek ostrożności podejmowany przez sklepy. Pracownicy nie wykładają do lodówek za dużo towaru naraz. Mięso czeka na klientów na zapleczu. Muszą podejść i powiedzieć, czego sobie życzą, jeśli chcą kupić większą ilość.
Ale nie tylko na masową skalę, nie tylko mięso i nie tylko z Kiwi – kradzieże towarów ze sklepów spożywczych zdarzają się w Norwegii częściej. I nie wszystkie to spektakularny efekt działań zuchwałych siatek przestępców. Spora część takich incydentów może być po prostu świadectwem rosnących kosztów życia i ekonomicznej niepewności towarzyszącej codziennemu życiu wielu mieszkańców Norwegii.
