Norweski rząd planuje największą od ponad dwóch dekad reformę polityki integracyjnej: jedno, niższe świadczenie zamiast kilku dotychczasowych. Celem jest szybsze wejście uchodźców na rynek pracy i ograniczenie zależności od systemu socjalnego.
Norweski rząd zapowiada największą od ponad dwóch dekad zmianę w polityce integracyjnej wobec uchodźców. Proponowana reforma ma zastąpić obecne świadczenia, czyli zasiłek wprowadzający, pomoc społeczną i dodatek mieszkaniowy, jednym nowym wsparciem – świadczeniem integracyjnym (integreringsstønad). Jego wysokość ma być na tyle niska, by opłacało się jak najszybciej podjąć pracę, a warunkiem otrzymywania pomocy będzie obowiązek aktywności.
Dlaczego rząd chce zmian?
Impulsem do reformy jest niski poziom zatrudnienia wśród uchodźców – około 50 procent, czyli wyraźnie mniej niż w reszcie społeczeństwa. Zdaniem rządu obecny system tworzy paradoks: część beneficjentów otrzymuje w świadczeniach więcej, niż mogłaby zarobić w pracy. Minister pracy i integracji Kjersti Stenseng argumentuje dla forskning.no, że taki model nie sprzyja aktywizacji zawodowej i wymaga korekty.
Inspiracja Danią i pominięte wnioski
Norwegia odwołuje się do doświadczeń innych krajów, zwłaszcza Danii, która w 2002 roku znacząco obniżyła świadczenia dla nowo przybyłych uchodźców. Efekty były obiecujące: wskaźniki zatrudnienia wzrosły, a przeciętne dochody z pracy się podwoiły.
Jednak, jak podkreśla Axel West Pedersen, profesor polityki społecznej z OsloMet, w norweskiej debacie zabrakło odniesień do dwóch kluczowych, nowszych badań duńskich. Pokazują one, że pozytywne efekty były krótkotrwałe. Po kilku latach zanikły, zwłaszcza poza dużymi miastami, gdzie popyt na nisko wykwalifikowaną pracę był słabszy.
Badacze tłumaczą to faktem, że uchodźcy szybko podejmowali pierwsze dostępne, niskopłatne zajęcia, często bez szans na szkolenia i rozwój kompetencji. To utrudniało im późniejszy awans na rynku pracy.
Długofalowe skutki dla rodzin
Najpoważniejsze konsekwencje ujawniły się jednak w kolejnym pokoleniu. Dzieci rodzin objętych duńską reformą osiągały gorsze wyniki w nauce, słabiej opanowywały język, rzadziej kończyły edukację i w dorosłości miały niższe dochody. Wzrosło także ryzyko konfliktu z prawem. Zdaniem autorów badań kluczowym czynnikiem była pogorszona sytuacja materialna rodzin w okresie dzieciństwa.
Norweskie dylematy
Norweski projekt różni się od duńskiego – oprócz presji finansowej zakłada też elementy kwalifikacji i aktywizacji. Obniżenie świadczeń może jednak szczególnie dotknąć wielodzietne rodziny, zwłaszcza w regionach o wysokich kosztach życia.
Wielu uchodźców osiedla się w rejonie Oslo, gdzie łatwiej o pracę bez formalnego wykształcenia, ale koszty życia, w tym wynajmu mieszkania, są bardzo wysokie. Tymczasem rządowe założenia opierają się na relatywnie niskich kosztach najmu, które mogą być mało realistyczne.
Rząd chce zlikwidować dodatek mieszkaniowy i zastąpić go dodatkiem w wysokości 27 tysięcy koron na rok dla uchodźców mieszkających w miejscach o wysokich kosztach utrzymania. Może to jednak nie pokryć wydatków na mieszkanie, zwłaszcza dla dużych rodzin.
Narzędzie polityczne
Pedersen zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – reformy tego typu bywają narzędziem politycznym. Twarda retoryka wobec uchodźców może służyć pokazaniu, że kraj nie jest „atrakcyjnym celem” migracji. Takie motywy towarzyszyły duńskim zmianom i, jego zdaniem, mogą być obecne także w Norwegii.
Debata wokół reformy dopiero się rozpoczyna. Doświadczenia Danii pokazują, że obniżenie świadczeń może zmobilizować uchodźców do szybszego wejścia na rynek pracy. Choć rozwiązanie to nie jest pozbawione wyzwań, zwolennicy zmian podkreślają, że ograniczenie dodatków zmniejsza ryzyko długotrwałej zależności od systemu socjalnego i wzmacnia bodźce do samodzielności.
