23-latka szukano od listopada. Potwierdziły się najgorsze obawy. W rzece znaleziono ciało.
Tragiczny finał towarzyskiego wyjazdu
Oliver Rivedal pochodził z Sunnfjord. W Polsce przebywał w celach towarzyskich wraz z kolegami. Zaginął w sobotę 22 listopada nad ranem po wizycie w jednym z nocnych lokali na Bulwarach Wiślanych w Warszawie.
Śledztwo wszczęły zarówno polska, jak i norweska policja. W jego toku ustalono, że wpadł do Wisły i został porwany przez nurt. Film z miejskiego monitoringu pozwala przypuszczać, że był to nieszczęśliwy wypadek. Na nabrzeżu było wtedy najprawdopodobniej ślisko.
Ciało odnaleziono w Wiśle 13 marca, daleko od miejsca wypadku, bo aż w Ciechocinku. Natknął się na nie przypadkowy przechodzień.
Śliskie nabrzeże
Rodzina wcześniej poinformowała, że zapoznała się z nagraniem z monitoringu, na którym widać, jak Rivedal stoi przy brzegu rzeki, po czym traci równowagę, poślizguje się i wpada do wody. Po wpadnięciu do rzeki próbuje dopłynąć do brzegu, jednak zostaje porwany przez silny nurt i zniesiony w dół rzeki.
Wszystko wskazuje na to, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jak podaje policja, nie miał zamiaru wchodzić do wody.
Bliscy odwiedzili miejsce zdarzenia i potwierdzają, że brzeg rzeki był bardzo śliski.
Ciało zostanie przetransportowane do Norwegii po Wielkanocy.
